Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ograniczę się do rozważań o międzyludzkiej komunikacji - transporcie ludzi, towarów i słów. I do trzech jej podstawowych nośników - kolei, poczty i telefonu. Zacznijmy od przykładów z życia wziętych - obserwacji i doświadczeń naszego czasu.

1.

Odkąd pamiętam moja rodzina korzystała z usług poczty. W 20-leciu międzywojennym więzy z pocztą były dla mnie oczywiste. Byłam córką pracownika Ministerstwa Komunikacji, którego jednostką wykonawczą było PKP - Polskie Koleje Państwowe. Pociągami jeździłam często, wiedziałam, że w ich składzie jest wagon pocztowy, widziałam biegnąc równolegle z torami linie telegraficzne. Wiedziałam, że na każdej stacji jest kabina telegrafisty, który za pośrednictwem takiej linii wyśle (lub odbierze) wiadomość do każdego miejsca, do którego dociera kolej; że telegrafista przyjmie ode mnie tekst do wysłania, a depeszę adresowaną do mnie dostarczy do domu, skierowany przez niego listonosz. Listy rozwożone koleją docierały do adresata w ciągu 1-2 dób. Telegramy załatwiały sprawę do kilku godzin.

Ludzie cenili sobie pracę etatową na kolei i poczcie. To było zabezpieczenie na życie zawodowe i na czas emerytury. Obie instytucje cieszyły się szacunkiem społeczeństwa, nie tylko w kraju.

2.

Po wojnie Polska wróciła na mapę polityczną Europy. Okaleczona i obolała, z zewnątrz sterowana, z narzuconym, obcym ustrojem społeczno-gospodarczym, była to wciąż nasza ojczyzna, w której odbudowie każdy uczestniczył na swój sposób.

Jak to czynili pocztowcy? Oto drobne, na pozór błahe wydarzenie. Dla wracających z popowstańczej tułaczki do ruin stolicy warszawiaków najważniejsze było odnalezienie najbliższych. Na ruinach domu zamieszkania przed powstaniem umieszczano aktualny adres. Ja tego nie zrobiłam. Rodzinę i część przyjaciół odnalazłam korespondencyjnie jeszcze przed końcem wojny. O pozostałych wiedziałam już, że zginęli lub znaleźli się daleko poza krajem... Ogromne więc i radosne było moje zdumienie, gdy jesienią 1945 roku listonosz wręczył mi list adresowany na Wolę, gdy ja mieszkałam na Mokotowie!

Kolega uznany za zabitego żył! Postanowił wyjść z lasu! Gdzie Wola, gdzie Mokotów. Listonosz mógł sprawę zamknąć notatką "adresat nieznany". On tego nie zrobił, a Poczta mnie odszukała...

Nadszedł rok 1989. Ogarnęła nas euforia! Zdawało się, że demokracja, wolny rynek, dostęp do zdobyczy zawrotnie szybkiego postępu naukowo-technicznego - rozwiążą wszystkie nasze problemy. Ale po latach okazuje się, że nie wszystko poszło po naszej myśli. Nie usprawiedliwiają nas przeszkody obiektywne, w znacznym stopniu sami jesteśmy winni.

Córkę kolejarza poruszył przede wszystkim stan kolei w Polsce. Zniszczone przez wojnę, niedoceniane i zaniedbane w PRL-u, w III Rzeczypospolitej, zdezorganizowane przez prywatyzację, na styku 2010/2011 roku znalazły się na dnie. Wydaje się, że szkody poniesione przez PKP są tak wielkie, że ich naprawienie jest niemożliwe.

3.

Od pewnego czasu pojawiają się oznaki, że coś niedobrego dzieje się także na Poczcie. W połowie 2009 roku rachunki za telefon przestał przynosić mi listonosz; zamiast niego robił to kurier. Koperta różniła się od poprzednio przysyłanych przyklejoną blaszką. Podobno przesyłki ważące powyżej 50 g przejęła od poczty inna firma. Dlatego lżejsze przesyłki obciąża się blaszką. Przecież to prymitywne oszustwo!

Pierwsze rachunki przychodziły w terminie, następne coraz później. Rachunki za listopad i grudzień 2009 roku otrzymałam jednocześnie: 21.12.2009 r. o godz. 21. 22.12.2009 r. odbyłam rozmowę z pracownikiem Telekomunikacji Polskiej S.A. Ustaliliśmy, że rachunki będzie doręczać mi Poczta. Od tego czasu mam spokój.

W marcu 2011 roku rankiem w dniu wypłaty emerytury listonosz uprzedził mnie, że zrobi to kolega, a on do mnie przychodzić już nie będzie. Okazało się, że na terenie Warszawy Poczta dokonała reorganizacji polegającej m.in. na likwidacji części urzędów i zmianie rejonów listonoszy z dodaniem im liczby adresatów. Jednocześnie na "prowincji", w miejscowościach mniej zaludnionych likwiduje się urzędy pocztowe. Ich obowiązki przejmują sklepy i inne jednostki. Ciekawe, czy adresatów objeżdża pracownik sklepu czy też adresaci, czasem samotni, starsi i mniej sprawni ludzie, nie nadążający za postępem techniki (telefon komórkowy!), wędrują po odbiór przesyłki. A jak są zawiadamiani, że jest coś do odebrania? Listonosz, pedałujący od osady do osady, to ożywczy łącznik ze światem. Odnotowała to i dawna piosenka i młodszy serial telewizyjny...

Komplikuje się też kolportaż prenumeraty. Poczta dostarcza ją terminowo. Ale pojawił się prywatny konkurent, który od pewnego czasu nawet ma własne znaczki (z hologramem!) i stemple datowniki. Za dostawę jednego egzemplarza wydawca płaci 1 zł 30 gr. Ale prenumerator otrzymuje je z opóźnieniem 4-10-dniowym. Przez pewien czas trwał swoisty kontredans. Kilka numerów tygodnika A otrzymywałam terminowo z Poczty, a numerów tygodnika B z opóźnieniem - z InPost. Potem na odwrót: opóźnione A z InPostu, terminowe B z Poczty.

4.

Do rachunków za telefon dołączano propozycje nowych atrakcyjnych usług telekomunikacyjnych. Z czasem na rachunkach i drukach reklamowych pojawił się kolor pomarańczowy. To firma Orange oswajała nas z faktem, że przejmuje polską telekomunikację. Na wiosnę 2012 roku stało się wiadome, że w tym roku wygasającą umowę dotychczasową zastąpi nowa,. Maj był przeznaczony na przeprowadzenie stosownej akcji.

Jak się to odbyło u mnie? Pod koniec maja zatelefonował do mnie pracownik TP S.A. Najpierw wymieniliśmy identyfikujące nas dane. Następnie Pan zaproponował mi określoną wysokość abonamentu i liczbę minut rozmów bezpłatnych. Propozycja mi odpowiadała, miałam niezwłocznie otrzymać nową umowę. I tak się stało. W kilka dni potem znów telefon w sprawie usług telekomunikacyjnych. Telefonujący tak do mnie mówił, że wzięłam go za pracownika TP S.A. i zgodziłam się, aby przyszedł do mnie w celu ostatecznego ustalenia szczegółów umowy. 31 maja zjawił się sympatyczny młody człowiek. Od progu zaczął opowiadać o trudnościach dotarcia do mnie - coś szwankowało w jego samochodzie, nie przedstawił się, nie powiedział, jaką firmę reprezentuje. Poprosił o któryś z niedawno opłaconych rachunków; trochę się zdziwiłam, ale rachunek wręczyłam. Oglądał go z zainteresowaniem i zaproponował inne warunki niż ustaliliśmy z TP S.A. Podsunął plik kartek umowy tak spięty, że nie mogłam dojrzeć ani logo ani nazwy firmy i palcem wskazał pole, na którym miałam złożyć podpis. Wyciągnęłam rękę po leżący na biurku mój długopis. Energicznie powstrzymał mnie wyciągając swój niebieski... Ceremonia skończona, parę zdawkowych słów na pożegnanie... Że coś jest nie w porządku, pomyślałam, gdy poprosił o rachunek. Ciąg dalszy mówił sam za siebie. A jednak umowę podpisałam. Teraz trwa korespondencja między konkurentem TP S.A. i mną. On niezmiennie domaga się pieniędzy, a ja uparcie odmawiam.

5.

To była garść obserwacji i doświadczeń. Teraz pora na ocenę i wnioski. Formalnie nie mam do tego kwalifikacji. Nie jestem socjologiem, politologiem, ekonomistą czy psychologiem, ani nikim podobnym. Jestem przyrodnikiem, który w ewolucję nie wierzy, bo wie, że ona jest faktem. Moje dalsze wywody będą więc "skażone" tym przekonaniem.

Ludzie mają różne predyspozycje i temperamenty. Jedni chcą być niezależni, brać swój los we własne ręce, są kreatywni. Liczą na dochody z własnego przedsiębiorstwa. Są gotowi do podjęcia ryzyka.

Inni wolą pracować pod kierownictwem, odpowiadać tylko za określone zadanie, zarabiać średnio, bez perspektywy dorobienia się majątku, mieć pracę stałą nie zagrożoną bankructwem firmy.

Jestem przeciwna hasłu "mniej państwa w państwie". To państwo powinno odpowiadać za transport, powinno wyposażyć kraj w magistrale kolejowe i kołowe biegnące przez całe jego terytorium i łączące je z siecią międzynarodową. W gestii państwa powinny też znajdować się główne linie przesyłowe energii i główne rzeki.

6.

Prywatni kurierzy? Od czasu do czasu wpadali do mnie kurierzy - albo młodzi chłopcy albo szpakowaci panowie. Zawsze w biegu, na stojąco. Tym razem była kobieta koło pięćdziesiątki. Wyraźnie chętnie usiadła, podała zamówioną książkę i... nawiązała się rozmowa. Jej pracodawca ma firmę wydawniczą na Śląsku, ona mieszka w Świętokrzyskim, rejonem jej pracy jest cała Polska. Mąż pracuje w miejscu zamieszkania i opiekuje się dwójką nastolatków (gimnazjum i liceum). Najstarszy syn - w innym mieście, już na własnym chlebie. Pani kurierka bywa w podróży do dwóch tygodni, podróżuje pociągiem, autobusem, komunikacją miejską. Śpi, gdzie popadnie, żywi się podobnie (zdarza się, że jest bar mleczny) - oby taniej.

Często zastaje adresata dopiero za drugim podejściem, bywa, że w sobotę. Zdarza się, że zamawiający się rozmyślił, książka go nie interesuje, nie zapłaci. Cena książki dla mnie - 38 zł, dostarczenie - 6 zł. Ze współczucia dołożyłam 2 zł (z niecałych 40 zł zrobiło się prawie 50 zł). Ciekawam, ile płaci jej firma. Może koszt wydrukowania książki jest bardzo niski i tu kryje się np. zwrot kosztów jej wędrówek. Czy nie można tego zorganizować inaczej? A książka to "Stołeczny informator użyteczności publicznej - Warszawa".

7.

Rewolucja przemysłowa, rozpoczęta z wiekiem XIX, toczyła się m.in. do połowy XX wieku. Ten nazwano wiekiem pary i elektryczności, a wydana w 20. międzywojennym książka czeskiego autora "Nafta rządzi światem" oddaje i dzisiejszą rzeczywistość. Należałoby tylko zmienić tytuł. Bo walka z przyrodą i między ludźmi toczy się nie tylko o "naftę". To symbol opisujący wszystko, co jeszcze da się wycisnąć ze skorupy ziemskiej - choćby wielkim kosztem dla kieszeni, zdrowia i samopoczucia człowieka i ze stratami dla natury, w nieznacznej tylko części dającymi się odrobić.

Rewolucja przemysłowa zaczęła, już chyba w latach 40. XX wieku, przechodzić niepostrzeżenie w nową fazę dziejów ludzkości - rewolucję, której nie umiem nazwać - elektroniczną, informacyjną, globalizacji, atomową...? Ta, trzecia już, rewolucja zdumiewa tempem przemian, sukcesami nauki i techniki oraz ciągłym odkrywaniem wrażliwości kształtowania nowej rzeczywistości. Przy pewnych osiągnięciach trzeciej rewolucji wielkie obawy budzi niebezpieczeństwo rychłego wyczerpania nieodnawialnych surowców energetycznych. Elektrownie wiatrowe i sonary mają znaczenie lokalne; potrzeb przemysłu i transportu na duże odległości zaspokoić nie byłyby w stanie.

8.

Problemy energetyki i demografii w dobie globalizacji można by rozwiązać tylko w drodze porozumienia i współdziałania wszystkich. Można by, ale nie jest to możliwe. Jesteśmy podzieleni jak nigdy dotąd! Wystarczy popatrzeć co się dzieje choćby w Europie. Wszystko było dobrze, dopóki nie przyszedł kryzys. Gdy jest, wyciągają się ręce z roszczeniami. Może i słusznie, bo nie te ręce go spowodowały.

Zresztą krzyk podnoszą niekoniecznie ci najbardziej poszkodowani, na przykład w Polsce - lekarze, albo działacze związkowi. Tym drugim bardziej zależy na ciepłych posadach niż na obronie praw pracowników. Demonstracjom związków zawodowych chętnie patronują partie opozycyjne.

A tu należałoby raczej pomyśleć o wspólnym rozwiązaniu problemów, na przykład pogłębiającej się przepaści między bogactwem a ubóstwem, między ludźmi światłymi i ciemnotą; na przykład o światowej (!) rewizji oceny społecznej przydatności zawodów. Osobiście mam większy szacunek (który powinien znaleźć wyraz w płacy) dla wyszkolonych strażaków i innych służb ratowniczych niż dla bankierów, którzy w zaciszu swych gabinetów dumają o tym, jak powiększyć zyski - ich osobiste, firmy - aby uruchomić inwestycje: produkcję niekoniecznych artykułów. Byle maszyny się kręciły.

9.

Żyjemy w świecie paradoksów. Konstruujemy urządzenia i roboty, które mają zastępować w pracy ludzi, a jednocześnie obarczamy rządy obowiązkiem znalezienia dla nich pracy. Roztkliwiamy się nad płodem, który nie rokuje, że rozwinie się z niego człowiek zdolny do samodzielnego życia, a jego matkę skazujemy na katorgę, z której uwolnić może tylko śmierć: upośledzonego ciężko dziecka lub jego udręczonej matki.

Nakłaniamy ludzi, aby zakładali rodziny, mieli dzieci. Dajemy im jakieś konkretne zachęty, ale nie dajemy tej najważniejszej - poczucia bezpieczeństwa, jakie daje stała praca. Po co ta konkurencja? Innowacje, ulepszenia, bogatszy asortyment usług? To wszystko można uzyskać w tej samej firmie.

10.

Dzieje człowieka przebiegały podobnie. Najpierw powolne i trudne wydobywanie się ze środowiska zwierzęcego. Przed 143 tys. lat pojawiła się istota, której nadaliśmy już nazwę Homo sapiens, a od 100 tys. lat później był to już nasz bezpośredni przodek Homo sapiens sapiens. Jego - naszą historię wyznaczają trzy rewolucje: agrarna mniej więcej po 30 tys. lat koczowniczego życia, przemysłowa rozpoczęta w XIX wieku naszej ery oraz trzecia, którą właśnie przeżywamy. Tempo przyspieszenia galopujące!

Jaki był nasz praojciec sprzed 40 tys. lat? Przede wszystkim musiał być dzielny i odważny, zaradny i przedsiębiorczy, skoro - znalazłszy się w oglądanym po raz pierwszy człowieczymi oczami, nieznanym, tajemniczym i raczej wrogim świecie - nie tylko utrzymał się przy życiu, ale i zdołał wysunąć się na czoło, stać się nawet groźnym dla innych. Niewątpliwie był też utalentowany, spostrzegawczy, pamiętający zauważone szczegóły. Wskazują na to ryty, rysunki i malowidła jaskiniowe, z czasów, gdy był jeszcze myśliwym. Rozróżniał dobro i zło, przeżywał jak my duchowe rozterki, targały nim jak nami emocje. Świadczą o tym, najpierw ustnie, z pokolenie na pokolenie przekazywane, a dużo później spisane, opowieści o zdarzeniach przyrodniczych i bohaterach. A na żywo już pisali swe sztuki teatralne antyczni Grecy. Ich dzieła są znane i wystawiane i dzisiaj, ponieważ mają wartość ponadczasową, przedstawiając te same problemy, z którymi zmagamy się i my dzisiaj.

11.

W sprawach ciała ewolucja zrobiła już swoje - uformowała gatunek, który trwa już dość długo, więc może istnieć jeszcze 1-4 mln lat. A że w przyrodzie jest realizowana dążność do doskonałości, warto zostawiając ciało w dyspozycji ewolucji - sprawdzić, czy i w jakim stopniu udoskonalamy naszą duchowość.

Rezultaty analizy są żałosne. Pojęcia dobra i zła istnieją, ale niewielu się tym przejmuje.

Z postępu nauki i techniki korzystają zarówno ludzie dobrej woli, jak i przestępcy. Ci drudzy robią często to prędzej, bo wyobraźnia stróżów prawa nie nadąża za wynalazkami. Zamiast zapobiegania jest więc ściganie i karanie, a powstała szkoda jest szkodą.

Dobro - piękne, humanistyczne, nierzadko heroiczne - jest w defensywie, z reguły musi ustępować przemocy zła. Wartości, o których mówi się wiele i szumnie, nie obowiązują tych najpotężniejszych; bywają nadużywane jako fałszywy szyld, za którym kryją się osobiste lub grupowe interesy. Najważniejsza staje się "skuteczność" i hasło "cel uświęca środki" - także gdy jest nim zdobycie władzy dla niej samej. Daje ona bowiem możliwość szybkiego uzyskania, umacniającego ją, majątki i dokonania zemsty na prawdziwych lub urojonych wrogach.

Mimo sukcesów nauki i techniki przeżywamy kryzys, najpierw finansowy, obecnie gospodarczy, ruchy odśrodkowe w Unii Europejskiej, krwawe ruchy w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie. Czy w tych warunkach jest miejsce na solidaryzm społeczny powszechne porozumienie w sprawach najważniejszych dla całej ludzkości?

Bo o pokoju i godnym życiu w poszczególnych krajach, wyizolowanych z globalnego zamętu nie ma już co marzyć. Zachłanna chciwość, pycha i zazdrość, obłuda i agresja dociera wszędzie... Czy ludzkość musi zginąć, bo jest nas za wiele, bo źle gospodarujemy zasobami Ziemi, czy dlatego że mamy podły charakter?

Chyba nie to zapowiadała sztuka jaskiniowa, tak poruszająca, wywołująca najwyższy podziw i tak wiele niepokojących pytań? Gdzie i kiedy popełniliśmy niewybaczalny błąd...?

Walentyna Mioduszewska, rocznik 1917, dumałam i pisałam we wrześniu i październiku 2012 roku, 4 listopada 2012 r.

Gdzie popełniliśmy błąd? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Przeczytaj: "Uciec z ubojni dusz" [Treść płatna]

Przeczytaj: "Koniec epoki nadgodzin"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.