Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od kilku tygodni trwa burza wokół filmu Władysława Pasikowskiego "Pokłosie". Wielu, przeważnie anonimowych, internautów oskarża go o antypolski wydźwięk. Filmu w mediach bronił przede wszystkim grający jedną z dwóch głównych ról (obok Ireneusza Czopa) Maciej Stuhr. Sam reżyser nie chciał się publicznie na ten temat wypowiadać. Dopiero teraz przedstawił swoje stanowisko w liście do Moniki Olejnik. Dziennikarka chciała go zaprosić do programu "Kropka nad i" (wcześniej gościem był Stuhr), ale Pasikowski odmówił.

- Film "Pokłosie" nie może mieć lepszej twarzy niż twarz Maćka Stuhra. Film "Pokłosie" nie może mieć lepszego reprezentanta niż on, a na pewno jest on o niebo lepszym orędownikiem filmu, niż ja nim bym był. Mnie po pierwsze lepiej idzie z pisaniem, niż z mówieniem, a po drugie, ja nie uważam, aby autor był zobowiązany bronić swojego wyrobu. Niech wyrób broni się sam - pisał Pasikowski.

Reżyser odniósł się też do wspomnianych już komentarzy internautów: "Mój młody przyjaciel niepotrzebnie czyta wszystkie te opinie. Każdy może wypisywać w internecie, co chce, ale nie każdy musi, a nawet nie powinien tego czytać. Niemniej skoro tak się stało, to mam prośbę w moim własnym imieniu, a nie Maćka, do wszystkich tych, którym film i rola Pana Macieja Stuhra w filmie się podobały, żeby i oni pisali o tym, że im się podobało. Wtedy nienawiść, chamstwo, zwykły podły antysemityzm, głupota i ciemnota polityczna, znikną wśród głosów rozsądnych ludzi.

Na apel Pasikowskiego nie pozostaliście głusi. Rzadko się zdarza, żeby w jednej sprawie przyszło tyle listów. W ciągu kilku godzin dostaliśmy ich kilkadziesiąt. 99,5 proc z nich to słowa wsparcia dla Maćka Stuhra i Władysława Pasikowskiego. W poniedziałek po południu wszystkie z nich zebraliśmy i przesłaliśmy obu panom. A poniżej przedstawiamy kilka najciekawszych listów (wszystkie by się tu nie zmieściły):

Szanowny Panie Reżyserze,

Widziałam Pana film i bardzo Panu dziękuję, że w tak znakomity sposób w jednym filmie poruszył Pan tyle prawdziwie polskich problemów. "Pokłosie" oglądałam z punktu widzenia potencjalnej ofiary, więc wiele osób pomyśli, że moja opinia jest jednostronna. Otóż nie. W czasie wojny byłam dzieckiem, a dziś jestem świadomą obywatelką kraju, w którym się urodziłam, wychowałam, wykształciłam i którego nie zamieniłabym na żaden inny. Zatem moje krytyczne spojrzenie na wiele polskich problemów wynika z prawdziwego patriotyzmu, cokolwiek to określenie, jakże często ostatnio nadużywane, oznacza.

Do jednego, nadzwyczaj sprawnie zrobionego filmu, wplótł Pan wiele faktów. Prawdą jest, że chłopi, żyjący przed wojną w symbiozie ze swoimi żydowskimi sąsiadami, nagle, w przypływie zbiorowego szaleństwa, okrutnie mordowali całe rodziny - kobiety, dzieci i starców. Żywcem ich palili (Jedwabne). Prawdą jest, że po wojnie młodzi Polacy, ciekawi nieodległej w czasie i miejscu historii, odkrywali prawdę, która okazywała się tak nieakceptowalna dla lokalnego społeczeństwa, że to społeczeństwo zaczęło ich prześladować, aż do wymuszenia emigracji (dokument Mariana Marzyńskiego). Różnice kulturowe współczesnej wsi i przybysza z Ameryki zostały zaznaczone przez potrzebę prania przez niego jedynej białej koszuli, bo ktoś mu "gwizdnął" torbę. Czyż w innych polskich filmach czy serialach nie oglądaliśmy młodych ludzi, których głównym zajęciem jest (było) picie piwa pod miejscowym sklepikiem? Nawet końcowa scena, która w katolickim społeczeństwie wydaje się wręcz nieprawdopodobna, też okazała się faktem, jak to powiedział Maciej Stuhr.

Więc o co chodzi? Czy przejrzenie się w zwierciadle jest tak bolesne, że krzyczymy "Nie, to nie my, my nigdy nie byliśmy, ani nie jesteśmy tacy źli". A konkubenci maltretujący dzieci swoich kobiet? A kobiety bijące czy zabijające swoje maleńkie dzieci? To nie są Polacy? Czy gdyby powstał film o takiej, eufemistycznie nazywanej, patologicznej rodzinie też byłby uznany jako antypolski?

Tak, ja też słyszałam wypowiedzi dobrze wykształconych osób, praktykujących katolików, które usprawiedliwiały zbrodnię popełnioną w Jedwabnem tym, że Żydzi współpracowali z komunistami. Wszyscy? Małe dzieci też? I dlatego należało spalić ich żywcem?

Nie wolno wypierać się historii swojej Ojczyzny. Moim zdaniem patriotyzm, to jest miłość do takiej Ojczyzny, jaką Ona jest i jaką była. Współcześni Niemcy również popełniają grzech wyparcia się swojej historii poprzez forsowanie określenia "naziści". Powiadają: "wojnę wywołali naziści, nie my, grzeczni Niemcy". Pewna Amerykanka powiedziała mi, że jej znajoma wstydziłaby się mówić o swoich niemieckich korzeniach, gdyby nie uwolniło jej od tego uznanie przez politycznie poprawnych Amerykanów, że ci źli, to byli naziści.

Z drugiej strony ów brat, który 20 lat spędził w Chicago, odzwierciedla polonijny antysemityzm. Mówi "żydki". Ale w pewnym momencie mówi też: "Ja ich znam. Jak się dowiedzą, to nie odpuszczą". I to też jest prawda.

Jeszcze raz bardzo dziękuję za ten film i gratuluję z całego serca. Mam nadzieję, ze ten film będzie nominowany do Oscara, i że go dostanie.

Z poważaniem,

Aleksandra Kopystyńska

Witam,

Pana film widziałam, co więcej bardzo mi się podobał, wzruszył mnie, otworzył oczy na wiele przemilczanych w naszej historii spraw.

 

Gratuluję artystycznego obiektywizmu, można było tę tematykę zagrać mocniej, brutalniej czy po prostu inaczej. Panu udało się stworzyć dzieło wyważone, ale jednocześnie poruszające.

 

Wstyd mi za tych, którzy nie byli w kinie, nie widzieli i roszczą sobie prawo do wydawania opinii. Nie podpisuję się pod antysemickimi wypowiedziami, nie uważam Pana Macieja Stuhra za Żyda, a nawet gdyby nim był, to jego sprawa.

 

Mieszkam w Płocku, mam dwie córki w tym jedną w liceum. Po wywiadzie z Panem Ireneuszem Czopem w naszej GW, w której zadeklarował chęć spotkania się z uczniami po projekcji filmu, natychmiast namówiłam moje dziecko, żeby przy wsparciu nauczycielki historii, zorganizowała grupowe wyjście do kina dla swoich kolegów i koleżanek. Szkoły prowadzają nasze dzieci na chały w stylu "Bitwa po Wiedniem", które niczego nie wnoszą, niech zaczną uczyć PRAWDZIWEJ HISTORII.

 

Ogromnie Pana szanuję!Gratuluję odwagi, bo w naszym kraju niewiele osób jeszcze ją ma.

Pozdrawiam,

 

Kasia Szczucka

Szanowna Redakcjo, mam 27 lat i nie zastanawiam się na co dzień, jak wydarzenia sprzed 70 lat wypływają na tożsamość moją i otaczających mnie ludzi. W szerszej perspektywie, wiem, że tożsamość narodowa Polaków jest wypadkową kilku czynników, tych, o których szeroko się dziś dyskutuje. Z jednej strony wierzymy, że jesteśmy narodem szczególnym, z drugiej strony rodzi w nas to liczne kompleksy. Na co dzień, tak jak wspomniałam, jednak się o tym nie myśli.

Młodzi ludzie żyją teraźniejszością i przyszłością i być może dość mają "paprania się" w przeszłości. Może chcieliby być po prostu "normalni" i skupić się na działaniach konstruktywnych tu i teraz, zamiast wskrzeszać w nieskończoność dawne dzieje. Tak mniej więcej pomyślałam, kiedy dowiedziałam się o filmie Władysława Pasikowskiego, ja, jako młody człowiek: "Po co znowu wdawać się w dysputy o wojnie". Tym bardziej w Państwie, gdzie antysemityzm jest czymś mało wymiernym, bo przecież wielu Żydów w naszym kraju nie ma.

Minął tydzień, mój punkt widzenia się zmienił. Zwiedziłam krakowskie Muzeum poświęcone II wojnie światowej w dawnej fabryce Schindlera. Po zakończonej wizycie, jedna z osób mi towarzyszących, powiedziała, że "każde dziecko niemieckie powinno to muzeum zwiedzić", ton tej wypowiedzi był daleki od neutralnego. Wtedy zapaliła mi się w głowie lampka: skoro nadal żyjemy nienawiścią do Niemców, za co wstydzę się bardzo, to w takim razie również każde dziecko polskie powinno poznać prawdę historyczną (po prostu fakty) w pełnym jej wymiarze, również tę trudną dla nas. Być może pozwoli nam to wyzbyć się nienawiści i pozwoli ruszyć dalej.

Wcześniej nie rozumiałam, dlaczego warto o tym mówić i dlaczego trzeba do tego wracać. Teraz rozumiem; ponieważ nie wszyscy Polacy dojrzeli jeszcze, żeby na Europę i naszych sąsiadów spojrzeć świeżym okiem. Może jeśli sami rozliczymy się z naszą historia i zejdziemy z piedestału, w końcu się to uda. Może wówczas nie usłyszę już od osób uczących się niemieckiego "trzeba poznać język wroga" ...

Droga Redakcjo, Jestem bardzo poruszona artykułem o "Pokłosiu". Ciężko przyjąć do wiadomości, że moi rodacy to ludzie bez znajomości historii. Niestety, jako miłośniczka historii często spotykam się z wielką ignorancją i wręcz głupotą w tym zakresie. Nie mogę zrozumieć, dlaczego teraz, kiedy po wielu latach możemy swobodnie rozmawiać o naszej przeszłości, bez tworzenia białych i czarnych plam, tego nie robimy. O to przecież walczył mój Dziadek i Babcia razem z pułkownikiem Ponurym w Górach Świętokrzyskich i miliony członków innych rodzin. Dla mnie to cios wymierzony właśnie w nich.

Jestem dumna, że ktoś w dobie komercjalizacji prawie wszystkiego odważył się na film, który jest trudny i niebezpieczny, który zamiast zarabiać i ciągnąć słupki w górę - uczy, sięga głębi naszych sumień, porusza i ... skłania do refleksji. Pisząc ten list odpowiadam na apel p. Pasikowskiego - bardzo proszę Redakcję o przekazanie go zarówno Jemu jak i p. Maciejowi Stuhrowi. Uważam, że ta burza wokół filmu to burza piaskowa, opadnie tak szybko jak nadeszła (krzykacze mają zwykle mało do wykrzyczenia, bo nie mają argumentów) - ale jest znakiem, że coś poruszyła i o to chyba też chodziło twórcom.

A co do p.Macieja Stuhra... no cóż Panie Macieju, myślałam, że czasy kiedy nasze babcie wstawały na widok wchodzącej na ekranie prezenterki i poprawiały kwiaty w wazonie, żeby ta nie pomyślała, że mamy bałagan w domu już minęły, ale mimo takiego postępu w technice jednak nie. Jak widać posiadacze laptopów, smartfonów i innych gadżetów nadal nie potrafią odróżnić fabuły od życia, aktora od człowieka... A zatem moc kinematografu nadal działa.

I na koniec smutna prawda z jednego z podpoznańskich kościołów, którą widziałam na własne oczy kilka lat temu. Ksiądz w czasie kazania mówi: "I Jezus - ten Żyd..." na co Pani siedząca koło mnie wstała z oburzeniem i na głos powiedziała "No, teraz to ksiądz przesadził" i wyszła.

Pozdrawiam, Agnieszka Stefańska

Witam.

 

Nie jestem pokoleniem, które ma konto na Facebooke'u lub (wcześniej) Naszej Klasie, nie mam tysięcy wirtualnych znajomych, ale dzięki swym latom i doświadczeniu mam pewne poglądy. Poglądy, które kształtowały się przez ponad już pięćdziesiąt lat życia, lat szczególnie dotkliwych dla mojego pokolenia. Ale które niekoniecznie muszę publikować w sieci. Panie Macieju, nie oglądałam Pana spotkania z Moniką Olejnik, dlatego nie mogę się do niego odnosić. Podejrzewam jednak, że jego przebieg był dość burzliwy - w dzisiejszym wydaniu GW przeczytałam wypowiedź reżysera Władysława Pasikowskiego, który jest oszczędny w swych wypowiedziach, ale sam fakt, że zabiera głos, o czymś świadczy. Dlatego przyłączam się jego apelu o napisanie listu do Macieja Stuhra.

 

Widziałam "Pokłosie". I jestem pod wielkim wrażeniem. Samego filmu, jego realizacji, odtwórców głównych ról oraz odwagi podjęcia tego tematu. Muszę zresztą powiedzieć, że po sobotnim wieczornym seansie widzowie (w bardzo różnym wieku) wychodzili w ciszy i skupieniu. Podziawiam Pasikowskiego, że zrobił ten film. Chociaż do tej pory kojarzył mi się z mocnymi, ale o zupełnie innym charakterze produkcjami, to podziwiam. Za wyzwanie rzucone naszemu ksenofobicznemu społeczeństwu i powód do dyskusji. Natomiast najbardziej dziękuję panu Maciejowi za decyzję zagrania w tym filmie. Jeszcze przed premierą kinową m.in. w internecie czytałam wypowiedzi aktora, że przygotowany jest na obraźliwe słowa, bierze na siebie wszystkie złe opinie i gotów jest podjąć dyskusję, ale podejrzewam, że nawet najbardziej odporny psychicznie człowiek nie potrafi znieść tego wszystkiego, co nagle spadło na jego głowę. Wspaniała rola - według mojej skromnej opinii - można chyba ją uznać za prawdziwy kamień milowy w Pana karierze. Jako paradoks może pozostawać chyba tylko fakt, że tak bardzo doceniono Pana aktorstwo, iż jest Pan utożsamiany z wydarzeniami w Jedwabnem lub posądzany o "stosowne" starozakonne pochodzenie.

 

Odwaga zmierzenia się z tematem przyznania się do pogromu w Jedwabnem wywołała kolejną dyskusję w naszym społeczeńswie, ogrom nienawiści na forach internetowych, posądzenia o próbę "oplucia" naszego wspaniałego narodu. Uważam (podobnie jak moja śp. babcia), że w każdym społeczeństwie są ludzie i świnie. czasami więcej jest tych pierwszych, czasami tych drugich. Nie ma ludzi idealnych, a tym bardziej idealnych społeczności. Nawet w tej wspaniałej Polsce (tak jak i każdym innym kraju) byli, są i będą ludzie, których postępowanie nie zawsze jest zgodne z ogólnie przyjętymi zasadami współżycia społecznego lub wyznawaną religią. Bardzo często zadaję sobie pytanie, dlaczego w tak katolickim kraju, za jaki się uważamy, ciągle się kradnie, zabija, maltretuje dzieci itp.? Ciągle spotyka się też ludzi, których raczej trudno podejrzewać o niechęć do żydów - dobrze wykształconych, poważanych w swym środowisku - a używających określenia "parch" lub w najlepszym wydaniu "mosiek".

 

Panie Macieju, jeszcze raz bardzo gratuluję roli w "Pokłosiu", był Pan naprawdę wspaniały. I mam nadzieję, że te steki obelg, wulgaryzmów i innych obelg nie będą miały wpływu na Pana psychikę - jest Pan AKTOREM, który miał odwagę zmierzyć się z wielkim wyzwaniem. Życzę wiele sukcesów w dalszej pracy i życiu osobistym.

 

Pozdrawiam, Jolanta Bąk

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.