Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W nawiązaniu do artykułu p. Ewy Siedleckiej "Polacy na podglądzie" , chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt zupełnie nieporuszony w artykule, moim zdaniem ważny i być może zasługujący na kolejny artykuł - kwestia inwigilacji pracowników przez firmy.

O ile kamery służą tylko zapewnieniu bezpieczeństwa np. w salonie obsługi, wtedy problem jest mniejszy, ale prawdziwą zmorą firm, stało się nagrywanie pracowników za pomocą audio lub wideo w celu "weryfikacji ich pracy". Typowa sytuacja wygląda tak, że każdy nowy pracownik musi przy podpisywaniu umowy o pracę podpisać jednocześnie zgodę na utrwalanie swojego wizerunku przez firmę i jej partnerów. Największy problem jednak w tym, że wbrew ustawie o ochronie danych osobowych, pracownicy nie mają możliwości sprawdzenia, kto, jak długo i w jakim celu przetwarza ich nagrania, ani kiedy nagrania te będą niszczone. Często tworzy się bazy danych nagrań, które żyją sobie swoim życiem, nawet jeśli pracownik odejdzie z pracy.

Osobna kategoria nadużyć są nagrania związane z badaniami tzw. "tajemniczego klienta" ("mystery shopping"), gdzie firma pracodawca zleca nagrywanie rozmów z pracownikami (np. sprzedaży) zewnętrznej firmie badawczej, która badania mystery shopping oficjalnie wykonuje. Firma badawcza z kolei zatrudnia, najczęściej na zlecenie, bez żadnej kontroli, tzw. "tajemniczych klientów", którzy z własnymi lub otrzymanymi urządzeniami rejestrującymi odwiedzają wskazane placówki i dokonują nagrań - audio lub video. Nagrania te, są następnie przesyłane przez nich do firmy badawczej. Firma badawcza przesyła je dalej do pracodawcy, a pracodawca na tej podstawie, np. nie wypłaca pracownikowi premii, lub zwalnia go z powodu "niskiej efektywności" lub "niedostosowania się do standardów firmy".

Ustawa o ochronie danych osobowych jest łamana notorycznie, a pracownicy często nawet o tym nie wiedzą:

* Po pierwsze: pracownik nie ma informacji, kto i jak przetwarza jego wizerunek - firmę badawczą jeszcze może w jakiś sposób poznać, ale nazwisko danego tajemniczego klienta już nie - bo takie dane nie są nikomu udostępniane. Nie ma więc pewności, czy dana osoba, wykonująca dorywczo, na zlecenie badania mystery shopping, nie wrzuci filmiku z rozmową z nami np. na YouTube, bo uzna, że była to sytuacja zabawna. Oczywiście wszystko anonimowo.

* Po drugie, pracownik nie wie, jak długo jego dane są wykorzystywane i kiedy niszczone - być może jego nagranie nigdy nie zniknie, będzie funkcjonować w wielu dziwnych miejscach, aż w końcu np. ktoś je upowszechni w internecie i nie zniknie już nigdy.

* Po trzecie pracodawca zbiera i przetwarza dane, do których nie jest uprawniony i nie zapewnia nawet ich elementarnej ochrony. Co gorsza, pracodawcy celowo wybierają firmy zewnętrzne, by w razie kontroli GIODO, oddalić od siebie wszelkie zarzuty - wskazują firmę badawczą jako administratora danych, a nikt już nie wspomni, że wizerunek jest przetwarzany także przez zatrudnianych przez firmę badawczą ludzi, którzy administratorami danych na pewno być nie powinni.

A już najgorsza sytuacja jest wtedy, gdy firma zleca takie badania w firmie konkurencyjnej! Wtedy zbierane są dane i wizerunki pracowników, do których badająca firma w ogóle nie ma nawet podpisanej zgody!

Wtedy pracownicy firmy konkurencyjnej nawet nie wiedzą, że nagrywa ich ktoś zupełnie obcy! Oprócz naruszenia ustawy o ochronie danych osobowych, jest to także praktyka nieuczciwej konkurencji. Wszyscy czują się zupełnie bezkarnie!

Dla porównania, jakiś czas temu w Niemczech Lidl wpadł na podobny pomysł, tyle że tam skończyło się to wielką aferą i wysokimi karami: "1,5 euro za szpiegowanie pracowników" .

W Polsce jest wszystko ok., a GIODO się tymi tematem nie interesuje...

Na koniec jeszcze ciekawostka: od lat międzynarodowe zasady i kodeks etyczny międzynarodowych organizacji firm wykonujących badania mystery shopping (np. MSPA) zabraniają wprost takich praktyk!

Nie bez powodu chyba żadna z polskich firm nie jest tam zrzeszona, bo pewnie szybko członkostwo, by utraciła za takie praktyki.

Polskie firmy nawet nie potrafią w praktyce wykonywać badania "tajemniczego klienta" traktując ją jako detektywistyczną inwigilację na zlecenie, zamiast metodę badań marketingowych. Zamiast badać opinie klientów, by zmienić obsługę na lepsze, polują na pracowników, by obciąć im wynagrodzenie...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.