Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Długo zastanawiałam się, czy powinnam napisać. Ceniłam red. Ewę Siedlecką za jej mądre i przejawiające dużą społeczną wrażliwość artykuły. Dlatego po pierwszej lekturze artykułu "Protestuję przeciwko filozofii nieodpowiedzialności za własne życie" , przeczytałam tekst jeszcze kilka razy i na wszystkie strony, próbując doszukać się drugiego dna, jakiegoś zdania-klucza, które uświadomi mi, że za pierwszym razem nie zrozumiałam dokładnie. Niczego takiego jednak nie znalazłam, więc uznałam, że jako działaczka społeczna zajmująca się prawami matek, muszę zabrać w tej sprawie głos.

Ewa Siedlecka, w dobrze utrwalonym tonie dyscyplinowania matek/kobiet, doskonale nam działaczkom macierzyńskim znanym, pisze o tym, że to matka miała obowiązek (takiego dokładnie używa sformułowania) pomyśleć o zabezpieczeniu dla dzieci w razie, gdyby jednak zabrano ją do aresztu. No tak. Może rzeczywiście powinna sobie zdawać sprawę, że to samo państwo polskie, które w 95 proc. nie potrafi wyegzekwować długów alimentacyjnych, a długami wobec skarbu państwa interesuje się raczej odwrotnie proporcjonalnie do ich wysokości, łatwo za to przyjdzie po samotną matkę.

Przyczepię się najpierw do obowiązku. Samo to słowo jest opresyjne. Zastanawiam się jednak czy matka chcąca chronić swoje dzieci, nie unikała stawiania się w sądzie właśnie ze strachu przed nieuchronnością egzekucji i obawy, co wtedy stanie się z jej dziećmi. By można było jej postępowanie z tego poziomu oceniać, musielibyśmy założyć, że postępujący zgodnie z prawem obywatele mogą mieć zaufanie do organów państwowych, że w takich sytuacjach dołożą one wszelkich starań by np. dzieci nie ucierpiały. Czy mogą?

Już sama ta sytuacja z nieprzygotowanymi policjantami, nalotem w środku nocy i oddaniem dzieci do obcych ludzi pokazuje, że nie. Śmiem twierdzić, że biedni, będący kobietami, a zwłaszcza samotnymi matkami obywatele tego zaufania bardzo często mieć nie mogą. Fundacja MaMa prowadzi porady prawne dla kobiet od 2007 roku. Znamy mnóstwo spraw, w których poszkodowanymi były matki. I znając specyfikę tych spraw, muszę stanowczo i z przykrością oświadczyć, że nader często organy państwa nie zapewniają dzieciom bezpieczeństwa, a matki, by chronić dzieci z bezsilności uciekają się do różnych sposobów uchylania się od prawa. Nie oceniam czy słusznie, ale też nie śmiem oceniać czy odpowiedzialnie.

Red. Siedlecka protestuje przeciwko zrzucaniu winy na państwo i jego organy. A ja wręcz przeciwnie! Bo jeśli mówimy o odpowiedzialności, to warto by się chyba przede wszystkim zastanowić, po czyjej stronie leży odpowiedzialność za ubóstwo kobiet, zwłaszcza tych samotnie wychowujących dzieci. Jeśli "mama z Opola" byłaby jednym spektakularnym, rzadkim przypadkiem, to może zasadne byłoby pisanie o jej jednostkowej odpowiedzialności, jeśli jednak zjawisko jest powszechne (70 proc. ubogich to kobiety, jak podaje chociażby GW z 21.10.2012), a wręcz alarmujące, to warto się zastanowić nad jego przyczyną.

Badacze zjawiska mówią o takich przyczynach jak uwarunkowania kulturowe, dyskryminacja utrudniająca zdobycie pracy za godne wynagrodzenie, nierówny dostęp do edukacji, ochrony zdrowia, zasobów, obciążenie pracami na rzecz gospodarstw domowych i funkcjami opiekuńczymi. Kobiety obciążane są ogromną odpowiedzialnością, a wobec matek stosowana jest dodatkowa silna presja. Kobiety wykonują ogromną nieodpłatną pracę na rzecz państwa, które nie zapewnia swoim obywatelom i obywatelkom wystarczającej ochrony zdrowia i usług opiekuńczych.

Dla mnie pojęcie odpowiedzialności nierozerwalnie wiąże się z wolnością. Wolność dostajemy w pakiecie z odpowiedzialnością. O odpowiedzialności możemy mówić wtedy, gdy obywatele i obywatelki mają swobodę wyboru, decydowania o własnym losie. Wtedy to oni mogą i muszą być za swoje postępowanie i decyzję odpowiedzialni.

W Polsce dalecy jesteśmy od tej sytuacji. Zaczynając od braku edukacji seksualnej, nierównego dostępu do antykoncepcji, restrykcyjnego prawa dotyczącego aborcji, które raz po raz kolejne ekipy próbują jeszcze bardziej zaostrzyć, nie mówiąc już, że nawet w swojej tzw. "kompromisowej" postaci nie jest egzekwowane, czego dobitnym przykładem są kolejne wygrywane w Strasburgu przez polskie obywatelki sprawy przeciwko Polsce, poprzez brak dobrej polityki socjalnej, zapewniającej obywatelom i obywatelkom minimum godnego życia, a kończąc na braku kompleksowej polityki rodzinnej, o którą od tylu lat bezskutecznie zabiegamy.

Myślę, że bez swobody jaką może dać obywatelom i obywatelkom dobra polityka społeczna, nie możemy mówić o jednostkowej odpowiedzialności, uwikłanych w tryby źle funkcjonującego systemu obywateli. Żeby wychować dziecko, potrzeba całej wioski. Innymi słowy wszyscy jesteśmy odpowiedzialni.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.