Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Jako matka zastępcza opiekuję się piątką dzieciaków, z czego trójką z orzeczoną niepełnosprawnością, a w tym jedno jest mocno odjechane emocjonalnie, bo z zespołem Aspergera. Jako matka, nauczycielka, praczka, kucharka, sprzątaczka, pielęgniarka i specjalista remontowy zarabiam 2 zł NETTO za godzinę swojej dwudziestoczterogodzinnej pracy przez 365 dni w roku.

Muszę się doszkalać i robię to z ogromną przyjemnością - szkoda tylko że szkoleń organizowanych przez PCPR czy wielkiego Organizatora pieczy BRAK! Kogo stać to sobie płaci, kogo nie stać - się nie szkoli, co oczywiście jest na jego niekorzyść, ponieważ obowiązkiem rodziców zastępczych jest podnoszenie kwalifikacji.

Kilka liczb porównania

W roku 2011 koszty utrzymania molocha - domu dziecka w Pszczynie to 2 060 788 zł i były to koszty za utrzymanie 44 wychowanków, co daje nam średnią na jedno dziecko - 3903 zł. Z tej potężnej kwoty 1 262 690 zł to wynagrodzenia osobowe pracowników, dodatkowe wynagrodzenia na poziomie 94 269 zł, media 53 502 zł, usługi remontowe to 20 699 zł, usługi pozostałe jak wywóz nieczystości, kominiarz itd. to 42 924 zł.

Ile z tych pieniędzy tak naprawdę trafia do dzieciaków? Zostało raptem 586 704, ale musimy odjąć jeszcze telefony, internet, podróże służbowe, paliwo i opał - 85 305 zł, to daje nam jakieś 501 399 zł podzielone na 44 wychowanków - 11 395,50 rocznie na jednego, czyli miesięcznie 949,62 na jedzenie ubranie, książki itp.

Utrzymanie moich 5 dzieciaków to 6000 miesięcznie plus 1480 zł moje wynagrodzenie czyli razem 7480, czyli utrzymanie jednego dziecka ze wszystkim, z kominiarzami, basenami, ubraniami, lekami, dietami i innymi cudami, i moim śmiesznym wynagrodzeniem - 1496 zł i cała ta kwota trafia do budżetu domowego, z którego korzystają wychowankowie.

W domu dziecka koszt utrzymania wychowanka to 3900 zł, ale dzieciak faktycznie otrzymuje tylko 949,62, bo pozostałe 2950,38 to koszty administracyjne.

Czy to nie jest skandal?

Nie jestem specjalistą, ale laik zauważy, jak wielką niegospodarnością i marnotrawstwem jest utrzymywanie tego molocha. Jeżeli pani dyrektor placówki zarabia rocznie 85 957,41 zł, to logiczne jest, że będzie bronić swojego stanowiska pracy, bo rodziny zastępcze są realnym zagrożeniem jej etatu! Kto w ogóle wpadł na ten absurdalny pomysł, by organizację pieczy zastępczej zlecać pracownikom publicznej placówki opiekuńczej?!

Jeżeli te 44 dzieci umieścimy w 9 rodzinach zastępczych, utworzonych z pracowników publicznego domu dziecka, ponieważ to oni najczęściej krytykują nas za zarabianie na dzieciach (!?) i zrezygnują ze swoich ciepłych 8-godzinnych posadek za 3 tysiące na rękę na rzecz 24-godzinnej harówy w rodzinie zastępczej, to powiaty zaoszczędzą potężne pieniądze.

Koszt utrzymania 44 umieszczonych obecnie w Domu Dziecka wychowanków spadnie do raptem 74 624 zł miesięcznie, 895 488 zł rocznie, co daje nam oszczędności na poziomie 1 165 300 zł rocznie, a co możemy przeznaczyć na leczenie np. dzieci!

Pracownice organizatora pieczy zastępczej nigdy nie będą musiały już się zastanawiać na co my rodziny zastępcze wydajemy te pieniądze - bo same by je otrzymywały! Ciekawe ile chętnych Pań do podjęcia tej pracy znajdziemy w samym CWDiR, bo do potępiania rodzin zastępczych chętnych jest wielu.

Chciałam tylko 1000 zł na utrzymanie lokalu

Zgodnie z Art. 232b ustawy o wspieraniu rodzicielstwa zastępczego wystąpiłam z wnioskiem o dofinansowanie do kosztów utrzymania budynku mieszkalnego zamieszkałego przez naszą rodzinę.

Zawnioskowałam o dodatkowe 1000 zł na utrzymanie lokalu.

A organizator rodzinnej pieczy zastępczej zapytał mnie, jak to jest możliwe, że te ogromne pieniądze które dostaję, mi nie starczają?

Tłumaczę, że samo jedzenie to jest 3000 zł na miesiąc - średnio wychodzi 100 zł dziennie na 7 osób, teraz przy tej diecie Krystiana bezglutenowej, bezcukrowej i bezkazeinowej jest jeszcze więcej.

Potem 1000 zł to są media, 500 zł paliwo, 300-500 zł apteka przy zdrowych dzieciach, jak są chore to kwota drastycznie rośnie, moje leki i kremy z filtrami też nie są zbyt tanie, potem rata za auto 500 zł, potem za wykafelkowanie łazienki, potem jakieś ubrania głównie z ciucholandów, i inne opłaty.

Wszystko co zostaje jest pakowane w dom - w remont mówiąc dokładniej, ale tych pieniędzy za dużo już nie zostaje. Na już muszę kupić Danielowi grzejnik do pokoju, opał, ubrania dzieciakom, bo wyrosły, dlatego liczy się każdy grosz i po każdy możliwy sięgam. Wydatki są mega duże przy takiej dużej i specyficznej rodzinie.

Zasugerowano mi niegospodarność

I co się okazało, po raz pierwszy jak prowadzę rodzinę, zasugerowano mi niegospodarność i zwrócono uwagę, iż pieniędzy publicznych nie wolno mi przeznaczać na remont i nie ważne, że remontujemy dzieciakom pokoje. No to się zdenerwowałam, bo po pierwsze sama malowałam calusieńki dom, sama tapetowałam, sama obrabiałam słupy, belki, sami gipsowaliśmy, sami kładliśmy panele - wszystko po to, żeby nie brać firmy, na którą i tak nas nie było stać - a to wszystko z rozrzutności!

Żebrałam o pieniądze na dokończenie tego domu po ludziach, po fundacjach, sporo ludzi było i jest zaangażowanych w to przedsięwzięcie, jeden dał materiał, inny dał darowiznę pieniężną, jeszcze inny oddał meble, fundacja kupiła meble, itd.

I tak zbudowaliśmy ten dom. Dom, który jest zawsze otwarty dla gości, dla potrzebujących, przytulny, w miarę bezpieczny i nasz, dom naszej całej szalonej Rodzinki.

Muszę dodać, iż ustawa przewiduje dofinansowanie do remontu i wniosek złożyłam w PCPRze z całą dokumentacją techniczną i z dokładnym kosztorysem, ale odmówiono mi, bo jest to do 2015 roku świadczenie fakultatywne i starosta może go przyznać, ale wcale nie musi, a jak nie musi, to wiecie co się dzieje.

No i wracamy do punktu wyjścia, to z czego mamy remontować? No z czegoś musimy, bo wpadnie kurator i okaże się, że nie mamy odpowiednich warunków socjalno-bytowych i dzieci zabierze, dlatego priorytetem był dla nas ten remont!

W podziękowaniu za włożony trud mojej pracy dowiedziałam się od koordynatora i organizatora pieczy zastępczej, których zadaniem jest wsparcie i pomoc rodzinom zastępczym, dowiedziałam się, że jestem niegospodarna i lada moment dowiem się, że sprzeniewierzyłam pieniądze publiczne.

Ręce opadają. Nie pozostaje mi nic innego jak nadal zwracać się z prośbą o pomoc do ludzi spoza mojego środowiska, ludzi obcych, a jakże bardziej życzliwych niż CI, którzy mieli nam pomagać!

Wstyd, że utrzymanie wychowanka domu dziecka w Pszczynie to koszt około 3500 zł i nikt się nie czepia, koszt utrzymania mojego dziecka to ok. 1200 zł i traktuje się mnie jak złodzieja, tak jakbym chciała te pieniądze przechlać! Ja walczę o to dla dzieci, nie dla siebie! Amen.

Serdecznie dziękuję wszystkim za pomoc i wsparcie finansowe - bez Was by się to po prostu nie udało.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.