Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak każda noc, dzisiejsza jest również nieprzespana, wstawał co dwie godziny, całe mieszkanie w kałużach moczu, łóżko obsmarowane odchodami, pora zacząć ten dzień.

Najpierw wycieram kałuże na podłodze, potem walka, żeby go umyć, nie pozwala zdjąć pobrudzonych rzeczy i pampersa, po godzinie hura! jest już suchy i czysty, dzisiaj mnie nie przewrócił tylko kopnął i uderzył.

Pora zrobić mu śniadanie, tabletkę na agresję rozgniatam i ukrywam w kanapce, bo inaczej wypluje albo schowa pod językiem, żeby się jej pozbyć jak już nie będę nad nim stała.

Teraz szybko muszę się umyć, wpadam do łazienki pod prysznic, co minuta drzwi się uchylają, sprawdza czy jestem, muszę się spieszyć, bo może coś zbroić.

Następny krok to przebranie pobrudzonej pościeli, potem pralka, zakupy.

W sklepie obracam się na chwilę, żeby nałożyć śliwek, nagle słyszę jak kobieta stojąca w kolejce za mną krzyczy "co za bezczelność, jak pan może ugryźć tę śliwkę, a potem chować do kieszeni" - purpurowa na twarzy przepraszam ekspedientkę, tłumacząc, że jest chory, a ja się zagapiłam, jest uprzejma, nie robi problemów, a ja wyjmuję śliwkę z kieszeni i dokładam do tych, które chciałam kupić. Ludzie nie rozumieją, najprościej nakrzyczeć.

Wracamy do domu, moja uwaga jest napięta, nie chcę, żeby wszedł na ulicę prosto pod koła jakiegoś samochodu.

Teraz trzeba przygotować obiad, kręcę się po kuchni, nagle trzask, rozwalił deskę sedesową - wyrwał, trzeba kupić nową, bo to plastik i się połamała.

Wreszcie po obiedzie, można na chwilę usiąść, kawę wypić i odpocząć, gdyby tylko nie chodził ciągle i nie mamrotał, marzę o chwili ciszy i spokoju. Dość mam już mamrotania, podaję mu tabletkę na uspokojenie, może przestanie broić i da się ogolić.

Jeszcze parę godzin i kolacja, kąpiel, a potem tabletka na spanie, no i może dziś zaśnie, a ja będę miała godzinę spokoju, zanim nastanie nieprzespana noc.

W końcu zmęczona tą walką zaczynam szukać pomocy w instytucjach, ale jakież jest moje rozczarowanie gdy słyszę "niestety nie nadaje się", "my takich nie przyjmujemy", "niech rodzina się zajmie".

Mam zaćmę, coraz mniej widzę, nie wiem jak będę się nim opiekować kiedy oślepnę, lekarz kazał zoperować, ale co mam z nim zrobić?

Nie mam już siły, oddam go do ośrodka, skoro do państwowych się nie nadaje, poszukam prywatnie.

Drogo, nie stać mnie...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.