Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Meg pożaliła się w swoim liście "Metki, lajki i dupeczki" na swoje "prestiżowe liceum". Napisała: "myślałam, że w dużym mieście, ludzie będą wartościowi, ciekawe zajęcia. Już po kilku pierwszych dniach okazało się, że bardzo się myliłam. Cała ta "elita" zajmuje się najczęściej wycieczkami do najdroższych barów, kawiarni, opisywaniem tego na Facebooku i obgadywaniem wszystkich, których nie stać na takie przyjemności".

Powiem krótko: zbłądziłaś dziewczyno i to bardzo! Zastanawia mnie Twój tok myślenia. Już na etapie końca gimnazjum, będąc jeszcze dzieckiem tak naprawdę, zaczynacie kalkulować: pójdę do dobrego liceum to zagwarantuje mi to dobrą maturę (przecież wiadomo, że matura to teraz podstawa). Jak dobrze zdam maturę, to dostanę się na prestiżowe studia. Jak skończę dobre studia, to będę miała fajną pracę i będę dużo zarabiać i w ogóle będzie cacy.

Mając 16 lat, chcecie wykalkulować swoje życie co najmniej 15 lat naprzód. A gdzie młodość? Gdzie dzieciństwo? Gdzie beztroska? Życie jest tak nieprzewidywalne i tak zmienne, że nie sposób tego przewidzieć.

Dobre liceum w dużym mieście, ok, w porządku. Ale płacisz za to właśnie pewną cenę. Atmosferą w której żyjesz, fałszywych znajomych wokół Ciebie. Warto było? A myślisz, że jak pójdziesz (daj Ci Boże) na jakieś prestiżowe studia, to będzie inaczej? Jeszcze większy zapierdziel, tak samo duszna i fałszywa atmosfera, nieszczerzy znajomi. A jak dostaniesz się do pracy w super zajebistej korporacji to będzie inaczej? Prawdopodobnie tak samo.

Tak być nie musi, oczywiście, ale jakoś tak już jest w tego typu miejscach. Zastanów się po prostu czy warto. Czy o to Ci w życiu chodzi. Czy całe Twoje życie ma polegać na wyścigu, wynikach, osiągnięciach i równaniu w górę.

Owszem, są to wartości o które warto w życiu walczyć. ALE NIE ZA WSZELKĄ CENĘ. Nie za cenę spokoju wewnętrznego, nie za cenę braku radości dnia codziennego itd.

Jeżeli sobie teraz tego nie uświadomisz, za kilka-, kilkanaście lat będziesz znerwicowaną, sfrustrowaną, niezadowoloną z życia kobietą i ta Twoja z takim trudem i poświęceniem wypracowana pozycja życiowa, będzie Twoim więzieniem.

Warto? Zastanawiasz się czy zmienić szkołę, tak? A naprawdę chcesz dalej w to brnąć? To w końcu co jest ważniejsze, dobre liceum czy pogoda ducha? Dobre liceum czy szczerzy i oddani przyjaciele? Dobre liceum czy bliskość rodziny (bo przecież opuściłaś rodzinne miasto).

Przewartościuj sobie to teraz, bo naprawdę uważam, że twój tok myślenia jest oparty na fałszywych i nieprawdziwych przesłankach. Oto kilka z nich: "dobre prestiżowe liceum" - jakby wszystkie inne były do niczego; "w małej miejscowości ludzie nic do mego życia nie wniosą" - a niby dlaczego, jakimi kryteriami to oceniasz; "liczy się przecież nauka, warto przecierpieć" - największa bzdura, owszem nauka liczy się, ale nie jest to jedyna rzecz w Twoim życiu i skoro chcesz jeszcze dwa lata się męczyć, to Twoja sprawa.

Ok, wystarczy. Nie będę się pastwił nad Tobą. Ale ostrzegam, jeżeli już teraz Ci to nie odpowiada, nie brnij w to dalej, bo będzie tylko gorzej. Nie musisz należeć do elity, jeśli źle się tam czujesz i odstajesz. A może mała posadka na prowincji, dałaby Ci więcej szczęścia w życiu niż usilne starania do dołączenia do "elity"?

Piszę to wszystko z perspektywy sporo starszego od Ciebie człowieka, który trochę już przeżył, zobaczył i przemyślał co nieco. Zastanów się nad tym wszystkim. Życzę owocnych przemyśleń i trafnych wyborów życiowych.

Waldeck ma rację? Nie trzeba być ambitnym i chcieć więcej, lepiej? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.