Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z prawdziwym wzruszeniem przeczytałem felieton pani Joanny Bator "Cierniki i cykliści". Jako przedstawiciel trzech omawianych przez nią kategorii (pieszy, staruszek i emeryt) poczułem się obdarowany aż taką dozą miłości bliźniego, że w odruchu wdzięczności chciałbym Autorce odpowiedzieć.

Pani Bator daje wyraz frustracji, że w czasie, gdy jedzie na rowerze do pracy, na chodniki wyłażą "cierniki" (staruszkowie z laską, emeryci i grube baby z wózkami), które nie pozwalają jej spokojnie przejechać i pętają się zamiast siedzieć w domu. Są to agresywne stwory, które bez powodu ją poniżają. A przecież nikogo jeszcze nie potrąciła! Zresztą na chodniku jest mnóstwo miejsca.

Wiadomo, że po jezdni nie może jechać, gdyż jest to niebezpieczne (kierowcy bywają bezwzględni i agresywni) a od ścieżki rowerowej oddziela ją trawnik z psimi kupami, przy tym ścieżki poprowadzone są bez sensu więc generalnie nie da się po nich jeździć.

Uważam, że takie rozumowanie należy pociągnąć. Chodniki to w sumie mnóstwo wolnej przestrzeni, którą można przecież wykorzystać nie tylko do parkowania. Na przykład nie ma powodów, dla których nie mogliby tamtędy jeździć motocykliści a nawet małe samochody - tylko muszą uważać na pętające się tu i tam piesze zawalidrogi.

Mieszkam w Piasecznie pod Warszawą i chciałbym ucieszyć Autorkę, że jej słuszne postulaty już są u nas oddolnie wprowadzane. Ulice mamy wąskie i często jednokierunkowe więc gdyby tak stosować się do głupich przepisów, w ogóle nie dałoby się jeździć. Na wąskich chodnikach stoją samochody - zrozumiałe, że jadący pędem rowerzysta nie zjedzie na jezdnię tylko wpada w wąski przestwór między samochodem a ścianą domu. Jeśli pęta się tam jakiś emeryt to niech poczeka, jemu się i tak nie spieszy...

Wielokrotnie napotykam jadące po chodnikach motocykle czy skutery - i słusznie, bo po co jeździć dookoła, szkoda czasu i paliwa kiedy wystarczy przejechać kilkaset metrów chodnikiem. Miałem już przyjemność widzieć pierwszą jaskółkę dalszego postępu: samochód, który omijając korek pojechał chodnikiem do najbliższego skrzyżowania i tam jako pierwszy ustawił się pod światłami.

To niestety prawda. Kiedy zapytałem motocyklistę dlaczego jeździ po chodniku, odpowiedział: "a co, przejechałem pana?" I taki jest właśnie tok myślenia pani Bator: musi jeździć chodnikami, bo tak jest jej najwygodniej, a ponieważ jeździ ostrożnie i nikogo nie przejechała, te wstrętne cierniki bezpodstawnie wyładowują na niej swoją agresję.

Niestety prawda jest taka, że większość rowerzystów (tak jak i kierowców) ma przepisy gdzieś, jeździ szybko i agresywnie nie przejmując się zbytnio bezpieczeństwem pieszych. Pani Bator nie jeździ po jezdni, bo nie czuje się tam bezpiecznie; dlaczego więc nie chce zrozumieć, że emeryci chodzący chodnikiem nie czują się bezpiecznie na widok pędzącego obok rowerzysty?

Znam kilka osób potrąconych przez rowery i zapewniam, że często kończy się to w pogotowiu. Autorka nie bierze pod uwagę, że wygrażający jej laską staruszek to osoba o poważnym upośledzeniu narządów ruchu, który nie jest w stanie odskoczyć spod kół rowerzysty - a być może swoje schorzenie takiej kolizji zawdzięcza.

Owszem, zdarza się, że matki z wózkami blokują ścieżki rowerowe - ale dlaczego nie miałyby tego robić, jeśli taka pani Bator czy inna rowerzystka traktuje ich chodnik jak swoją własność a chodzących po nim pieszych jak uciążliwe insekty?

Zdziczenie obyczajów zaostrza się niestety z każdym dniem. Nie zazdroszczę pani Bator wyprawy do najbliższego sklepu chodnikiem opanowanym przez pędzące samochody kiedy będzie już staruszką, pokraczną emerytką, która wałęsa się zamiast siedzieć w domu. To już niedługo. Z perspektywy wieku mogę stwierdzić: czas płynie szybko, bardzo szybko, coraz szybciej...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.