Nie gódźmy się, by silna w gębie, ale marginalna liczebnie gromada zadymiarzy, rozrabiaków i chuliganów dyktowała Wam i nam warunki. Oni są głośni, nie mają hamulców, dlatego wydaje się, że jest ich tak wielu. Ale to nieprawda! Po prostu wszyscy inni nie zniżą się do tego, by ich przekrzykiwać - list otwarty do generała Zbigniewa Ścibor-Rylskiego
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny Panie Generale!

 

Zwracam się do Pana w szczególności, ale w Pańskiej osobie również do każdego z żyjących uczestników Powstania Warszawskiego. Na świadków zaś biorę tych wszystkich warszawian, którzy szczerze oddają hołd zarówno poległym w Powstaniu, jak i Wam, którzy walczyliście w nim aż do końca. Moich przyjaciół, harcerzy i każdego, kto wie i rozumie czego świadkami byliśmy w ostatnich dniach.

Panie Generale! Ośmielam się pisać do Pana w tak bezpośredni sposób na mocy uprawnienia, które nadali mi Pańscy koledzy, uczestnicy Powstania, mokotowscy Szaroszeregowcy, nazywając mnie wiele, wiele lat temu "wnuczką Mokotowa". Jestem nią do dziś i jestem z tego określenia, płynącego z serca i przyjaźni, bardzo dumna. I choć urodziłam się blisko 40 lat po pamiętnym sierpniu i żyję w innej Warszawie, innej Polsce niż Wy żyliście, to pamięć Powstania i Waszej wielkiej ofiary trwa w życiu moim i mojej rodziny i przyjaciół bardzo realnie.

Od chwili, gdy jako mała dziewczynka zaczęłam nosić szary mundur z rogatywką, zawsze uczestniczyłam w uroczystościach upamiętniających 1 sierpnia. Czasem był to poczet sztandarowy lub honorowa warta, nieraz obsługa mszy polowej, asysta Powstańcom czy chociażby rozdawanie wody spragnionym... A czasem po prostu obecność w tym czasie i w tym miejscu... Widziałam jak w ciągu ostatnich lat zmieniały się obchody, jak każdego roku rozszerzał się ich zakres, jak wiele nowych form przybierały i cieszyłam się ogromnie, że pamięć Powstania ożywa na nowo po tylu latach na taką skalę, że tak wielu ludzi, coraz młodszych i młodszych pojawia się tego dnia w ważnych miejscach swojego miasta...

Ostatnio również w naszej rodzinie pojawił się nowy uczestnik corocznych obchodów - mój syn, który mając 2,5 roku już trzeci raz poszedł w Marszu Mokotowa. Był również z nami w Parku Wolności przed kilkoma dniami, gdzie bawił się bezpiecznie na trawie podczas gdy my słuchaliśmy Pańskich słów.

Niestety, był z nami również 1 sierpnia na Kopcu Powstania Warszawskiego... Wróciliśmy do domu rozżaleni, oburzeni, pełni gniewu i po prostu głęboko zasmuceni. To już nie było nasze miejsce. Nie było spokojne, ani pełne powagi, nie wydawało się również bezpieczne dla rodziny z dziećmi. W najśmielszych wyobrażeniach nie przyszłoby nam do głowy, że w miejscu, które de facto jest największym grobem, jaki pozostał po Powstaniu, grobem usypanym z gruzów niezwyciężonego miasta i z krwi jego dzieci, można zachować się tak niegodne.

Oto ci, którzy skandują jednym tchem "Bóg, honor, ojczyzna" za nic mają gorące prośby weterana o godną postawę, za nic mają minutę ciszy, moment oddawania hołdu poległym. Nie obchodzi ich, jak wielką przykrość sprawiają tym, dla których podobno tu przychodzą - Powstańcom Warszawy. Pod przykrywką patriotyzmu, który wyraża się chyba jedynie nadrukami na koszulkach, z wplecionym charakterystycznym układem trzech kolorów, nie pozostawiającym wątpliwości, do jakiej grupy należą, przychodzą w święte dla mieszkańców Warszawy miejsca, żeby robić rozróby. Skandują absurdalne "Precz z komuną", buczą, gwiżdżą, lub też biją brawa, zależnie od tego, która strona politycznych sporów jest aktualnie przy głosie lub przy wieńcu. Oni nic nie rozumieją. Nie widać, by wiedzieli, czym było Powstanie, ich ograniczona wyobraźnia nie sięga tam, gdzie zaczyna się śmierć, życie oddane w obronie ojczyzny, rodziny, w imię lepszej przyszłości dzieci i wnuków, w zrywie wolności okupionym straszną ofiarą. A przecież i oni są tymi dziećmi, wnukami, żyją w wolnym nareszcie kraju. Źle tę wolność pojmują, źle ją wykorzystują!

Dlaczego nikt poza Panem, Panie Generale, nie powie im: "Dość! Opamiętajcie się! Przeproście, spuście głowy i idźcie do domów, jeśli nie potraficie uszanować tego, co w tym dniu czcimy!" Słyszeliśmy smutek i gorycz w Pana głosie...

Nie tego chcemy uczyć nasze dzieci, nie takie wzory im pokazywać. Wierzymy, a może raczej mamy nadzieję, że naszym własnym postępowaniem będziemy uczyć syna szacunku, wdzięczności, pamięci o uczestnikach Powstania, że nauczymy go, jak być dobrym człowiekiem i żyć godnie. I nauczymy go, ale Pan jest nam do tego niezwykle potrzebny. Pan, oraz wszyscy ci, którzy mogą przekazywać nam wiedzę o tych wydarzeniach z własnej pamięci a także po prostu być naszymi autorytetami. Rodzin takich, jak nasza, są tysiące. Wszyscy chcemy dobrze, spokojnie, szczęśliwie i godnie żyć, szanując przeszłość i odważnie patrząc w przyszłość.

Panie Generale! Powiedział Pan wieczorem na Kopcu, zwracając się do zakłócających uroczystości, że nie weźmie Pan w nich udziału w przyszłości, jeśli ich zachowania powtórzą się. Chcę wierzyć, że słowa te wypowiedziane były pod wpływem słusznego oburzenia, żalu i smutku które w tej chwili czuliśmy wszyscy i nie spełni Pan tej zapowiedzi. Wzywam Pana całą mocą, by Pan tego nie robił!

Panie Generale, Szanowni Powstańcy! Nie gódźmy się, by silna w gębie, ale marginalna liczebnie gromada zadymiarzy, rozrabiaków i chuliganów dyktowała Wam i nam warunki. Oni są głośni, nie mają hamulców, dlatego wydaje się, że jest ich tak wielu. Ale to nieprawda! Po prostu wszyscy inni nie zniżą się do tego, by ich przekrzykiwać, nie będą uprawiać przepychanek i wrzasków na grobach. To jest Wasz dzień, to jest dzień wspominania i oddawania hołdu Waszym poległym przyjaciołom a my, warszawianie chcemy być w tym dniu razem z Wami. I będziemy! Musimy wspólnie znaleźć sposób, by w przyszłości takie żenujące spektakle nie powtarzały się a ich autorzy nie trwali w poczuciu bezkarności.

To jest nasze miasto, kochamy je, rozumiemy, umiemy ocenić, docenić, skrytykować, gdy trzeba. Dbamy o nie, o to by jego duch był żywy, by wiecznie pozostawało tym niezwyciężonym feniksem, który zawsze podźwignie się z gruzów i popiołów. Róbmy to wciąż razem, starzy, młodzi, z tej czy z tamtej strony jakiejkolwiek sceny. Cieszmy się każdym pięknym dniem w tym pięknym, i dla wielu z nas jedynym możliwym do życia miejscu na ziemi. A tych, którzy, nie chcę tego z nami dzielić, zignorujmy. Niech robią dalej, jeśli nie potrafią inaczej, to, co wystawia wątpliwe świadectwo ich moralności, inteligencji oraz intencji. A my po prostu róbmy swoje. Zwyciężymy, bo dobro zawsze jest silniejsze!

Ida Niemiec, warszawianka, córka, żona, matka i synowa warszawiaków, wnuczka Mokotowa, podharcmistrzyni w Hufcu ZHP Warszawa-Mokotów, członek wspierający Stowarzyszenia Szarych Szeregów, kręgu "Radiostacja"

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem