Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Znowu potworna katastrofa na niestrzeżonym przejeździe w Bratoszewicach pod Łodzią. Ginie tragicznie 9 osób. Oglądałem relacje telewizyjne z miejsca wypadku, oceny, komentarze. Raczej wszyscy byli zgodni że winnym tej tragedii był kierowca, który nie zwolnił przed przejazdem mimo ustawionego tam znaku "STOP".

To pewnie prawda! Któryś z obecnych na miejscu komentatorów zwracał nawet uwagę na to, że przejazd, podobnie jak tysiące innych przejazdów niestrzeżonych w Polsce był prawidłowo oznakowany. Tylko co z tego?

Jestem przekonany że najprostszym sposobem zapobieżenia podobnym tragediom byłoby wprowadzenie i wyegzekwowanie zasady, być może prawnego przepisu, że na drogach dojazdowych do przejazdów niestrzeżonych muszą zostać obowiązkowo wykonane tak zwane "szykany" zwane niekiedy "leżącymi policjantami". Być może fachowcy od drogownictwa nazywają te garby na jezdni jeszcze inaczej.

Gdyby nieuważny kierowca na kilkadziesiąt metrów przed przejazdem trafił na taką przeszkodę, to zwyczajnie musiałby zwolnić. Nawet gdyby zdarzyło mu się przysnąć za kierownicą. Może warto się nad tym zastanowić!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.