Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z mieszanymi uczuciami przyjęłam wystąpienie Prezydent Warszawy wygłoszone w czasie obchodów 68. rocznicy Powstania Warszawskiego. Z jednej strony słowa o hołdzie i uczczeniu pamięci były właściwe, oddawały ogromny szacunek jaki mamy, a przynajmniej powinniśmy mieć, dla Powstańców i ówczesnej ludności stolicy.

Z drugiej strony odniosłam wrażenie jednorazowości "warszawskich podziękowań potomnych", jak je określiła Pani Prezydent. Władze miasta złożą wieńce pod Pomnikami i spotkają się na kolejnych uroczystościach.

Znamy to. Podczas kwietniowych obchodów 69. Rocznicy Powstania w Getcie, Pani Prezydent powiedziała: "Pamięć o tych, którzy zginęli w postaniu musi pozostać na zawsze". I pozostaje, bo ci, którym udało się dostać do jednego z ostatnich fragmentów Muru Getta znajdującego się na podwórkach między ulicami Złotą a Sienną, długo będą pamiętać to doświadczenie.

Co roku miejsce to odwiedza kilkadziesiąt tysięcy obcokrajowców, głównie grup z Izraela. Turyści niezorganizowani muszą się wykazać dużym sprytem i czujnością, aby znaleźć Mur, ponieważ ani na Siennej ani na Złotej nie ma żadnych tablic informacyjnych.

Nawet takiej, że swobodne wejście na teren jest możliwe tylko od strony ulicy Złotej. Samo podwórko, na którym znajduje się Mur - zapomniane, zapuszczone, śmierdzące i brudne, menele, pijacy, śmietnikowi zbieracze, mieszkańcy gminnego lokalu od lat wylewający swoje odchody wprost na podwórko. Do tego bezsilne organy władz samorządowych i porządkowych.

W 2005 roku, za ponad ćwierć miliona złotych przeprowadzono rewitalizację ocalałych fragmentów Muru Getta. Zgodnie z założeniami projektu miała m.in. zostać zwiększona jego dostępność i reprezentacyjny charakter, zamontowano oświetlenie podwórka i tablice informacyjne ułatwiające dotarcie do Muru. Wszystko "z uwagi na ochronę i zachowanie tego miejsca jako świadka historii narodów Polskiego i Żydowskiego" ("Mikroprogram rewitalizacji dzielnicy Wola m.st. Warszawy na lata 2006-2013"). Brzmi pięknie, a w rzeczywistości oświetlenie nie działa, jedyną informacją jest tabliczka pośrodku podwórka z napisem w języku polskim "Miejsce Pamięci" i dwiema strzałkami. Milion dolarów dla tego obcokrajowca, który kierując się tą wskazówką trafi we właściwe miejsce. O reprezentacyjnym charakterze można w ogóle zapomnieć.

Rozumiem, że miasto nie ma pieniędzy, w szczególności środków na utrzymywanie miejsc pamięci, w końcu władze interesują się nimi raz do roku. Skoro nie ma pieniędzy to może trzeba je zarobić? Może wprowadzić symboliczną odpłatność za zwiedzanie Muru i z uzyskanych środków sfinansować utrzymanie podwórka, rewitalizację Muru, zapewnienie stałej ochrony, odpowiednie oznakowania, tablice informujące turystów, jak w takim miejscu należy się zachowywać, bo niestety to też najczęściej pozostawia wiele do życzenia.

Polityka na każdym szczeblu wymaga pokazania się na uroczystościach, wygłoszenia przemówienia, złożenia kwiatów. Na usta ciśnie się pytanie - nie wstyd Wam? Bo mnie tak, kiedy widzę błąkających się po Siennej i Złotej turystów i wiem, jakie wrażenie wyniosą z pobytu w tym zapomnianym przez wszystkich miejscu. To jest świadek historii narodu Polskiego?

Co o tym sądzisz? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.