Jako nauczyciel chciałabym podzielić się kilkoma refleksjami dotyczącymi zmian w Karcie nauczyciela.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od 10 miesięcy jestem bezrobotnym nauczycielem poszukującym pracy. Ukończyłam dwa kierunki, filologię polską i serbsko-chorwacką na UAM, obroniłam doktorat i z powodu braku etatu na uczelni, rozpoczęłam pracę w szkole, gdzie udało mi się uzyskać stopień nauczyciela kontraktowego.

Mimo ogromnego zaangażowania, wysokiego poziomu nauczania i nagród finansowych, z powodu niżu demograficznego i słabego naboru straciłam pracę. Karta nauczyciela nie chroni najmłodszych nauczycieli, którzy starając się o awans, coś jeszcze próbują zrobić w polskiej szkole.

To przede wszystkim młodzi zasilają szeregi bezrobotnych bez względu na swoje osiągnięcia. Karta nauczyciela nie chroni najlepszych, lecz tych z wyższym stopniem awansu zawodowego. Z własnego doświadczenia wiem, że często są to osoby, którym już nic się nie chce i nikt, i nic nie może ich zmotywować do pracy. Widok pań, które po skończonych lekcjach wciskają czapkę na głowę i jak najszybciej opuszczają szkolne mury jest mi dobrze znany.

To nauczyciele stażyści, kontraktowi i mianowani najczęściej organizują szkolne imprezy, wycieczki, promocje i poświęcają swój prywatny czas, na to, by przygotować szkolną akademię.

Średnia wieku wśród nauczycieli jest bardzo wysoka. Wśród nich wielu to emeryci, których dyrektorzy zatrudniają, ponieważ płacą za nich niższe składki w ZUS i w ten sposób oszczędzają w tych trudnych dla oświaty czasach.

Sam poziom nauczania w ich przypadku jest kwestią najmniej istotną. Emerytura w wieku 55 lat? Sama uważam, że to zbyt wcześnie i im dłużej człowiek może pracować, tym lepiej. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że wielu nauczycieli dyplomowanych, jak i wspomnianych emerytów, to osoby, które straciły zapał do pracy, są wypalone zawodowo, które zamiast dbać o poziom edukacji, jeszcze bardziej go zaniżają, bo im się po prostu już nic nie chce, ale przecież się należy.

W szkole, w której uczyłam na 35 zatrudnionych nauczycieli, aż 9, to emeryci. Tylko jedna z pań jest pedagogiem z prawdziwego zdarzenia, któremu jeszcze się chce. Reszta tkwi w zawodzie siłą rozpędu. Nie potrafią obsługiwać komputera, tablic multimedialnych, nie mówiąc już o elektronicznym dzienniku. Wydział Oświaty w Poznaniu zaleca, by przy zatrudnianiu nauczycieli preferować bezrobotnych. Gdy starałam się o pracę na zastępstwo, przegrałam z panią emerytką, na dodatek znajomą wicedyrektorki. Tak właśnie prowadzi się walkę z bezrobociem wśród młodych nauczycieli...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem