Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Podobnych przykładów dostarcza "wielka polityka", gdzie byle co jest powodem do składania "zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa", tryby maszyny państwowej rozgrzewają się do czerwoności, a koniec bywa żałosny.

Nadużywają instrumentów karnych także przedsiębiorcy, chroniąc w ten sposób swe (często drobne) interesy ekonomiczne, gdy dostępne są także inne, mniej intensywne, sposoby obrony ich praw. Więc opiszę sytuację, której stałem się bohaterem.

***

Boże Ciało, koło południa, na stacji pusto. Biorę paliwo i coś tam jeszcze. Płacę kartą. Odjeżdżam.

Miesiąc później dostaję wezwanie na policję; jestem podejrzanym w sprawie o wyłudzenie paliwa czy jakoś tak podobnie.

Jadę na stację (dobrze chociaż, że blisko, a nie gdzieś na drugi koniec Polski). Owszem, zapłaciłem. Za "coś tam jeszcze", ale za paliwo już nie. Więc szanowny sprzedawca paliwa (nie ważne, której sieci - chodzi o zasadę) sprawdził zapisy monitoringu, zawiadomił kogo trzeba (przełożeni z sieci tak każą). Na placu boju z przestępczością pojawiła się policja; sympatyczny sierżant zmarnował trochę czasu i papieru, żeby mnie przesłuchać; następnie na pole walki wkroczy prokuratura, by postępowanie umorzyć.

Podatnik zapłaci.

Oczywiście firmie paliwowej zapłaciłem, jak już okazało się, w czym rzecz. Mianowicie, okazało się, że pracownik stacji nie wprowadził pełnej kwoty do komputera. Mam swoje lata, więc bez okularów nie widzę, co się w okienku terminala wyświetla. Wklepuję PIN; tu daję radę, bo klawiatura wyraźna. Nikt nie pytał, czy brałem paliwo. Ja też nie deklarowałem, że przyjechałem po paliwo, bo chyba jasne, że jak samochód stoi pod dystrybutorem (a wkoło pusto), to po to, by wziąć paliwo. Ciąg dalszy wyżej: jak kasjer o czymś zapomni (a klient nie zauważy), to klientowi należy się prokurator.

Podatnik zapłaci.

Może się zdarzyć tak, jak to było w moim przypadku. Bywa jednak i tak, że oszuści podjeżdżają, tankują i odjeżdżają bez zapłaty. Świadomie i celowo. Oni zresztą oszukują też i monitoring; sposoby są liczne i znane. Im więc należy się i policja i prokuratura.

Ale innym należy się co innego: wystąpienie przez właściciela sieci do organów administracji o ustalenie i udostępnienie danych właściciela pojazdu (na podstawie zapisu z monitoringu); prawo procedurę taką przewiduje. Potem zaś uprzejmy kontakt ze strony firmy paliwowej, z prośbą o uregulowanie należności. Gdy to nie poskutkuje, będzie czas i na policję, i prokuraturę.

Wtedy przynajmniej podatnik wie, za co płaci.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.