Ze smutkiem obserwuję nagonkę na polską szkołę i polskich nauczycieli. Piszę z Australii, więc powiem tak: cudzego nie znacie, to na swoje narzekacie
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od tego się zaczęło: "Zlikwidować Kartę nauczyciela" powiedział Leszek Balcerowicz.

A tu przeczytaj list otwarty Pawła Huelle do Balcerowicza.

Kilka tygodni temu miałam okazję odbyć praktyki w australijskiej publicznej szkole podstawowej. Aby uwiarygodnić moją opinię, zapraszam na stronę internetową tejże szkoły: https://palmwoodss.eq.edu.au/Pages/default.aspx .

W Australii szkoły dzielą się na publiczne (darmowe) oraz prywatne (zazwyczaj religijne, za które trzeba płacić tysiące dolarów rocznie). Dzieci zaczynają szkołę od zerówki w wieku 5 lat. Zerówka oczywiście jest nieobowiązkowa, ale większość dzieci i tak tam uczęszcza. Szkoła podstawowa to siedem klas, szkoła średnia to kolejne pięć.

Podczas praktyk codziennie zaskakiwało mnie coś nowego. Czasem z podziwem i zazdrością patrzyłam na pracę nauczycieli, a czasem tylko w myślach kręciłam głową z niedowierzaniem, że takie sytuacje mają miejsce w cywilizowanym świecie.

Szkoła wydaje się być szkołą marzeń, zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli.

Czy tak jest? Niekoniecznie.

Lekcje zaczynają się o godzinie 8:50 i kończą o 14:50, zarówno dla uczniów , jak i nauczycieli. Łatwo wyliczyć, że jest to 6 godzin dziennie. Nie ma ustalonego planu lekcji, nauczyciele stosują tam freestyle, czyli co mi się teraz chce, to zrobię.

Oczywiście jest syllabus, ale nie wygląda to absolutnie tak, jak w Polsce. Pierwszy blok nauczania trwa około dwóch godzin. Potem dzieci mają 40 minut przerwy, z czego 10 minut spędzają w klasie na posiłku.

Nauczyciele mają także przerwy, w czasie której mogą np. przygotować się do następnych zajęć.

Dyżury, owszem, są, ale trwają 20 minut, czyli połowę przerwy, ponieważ tam nauczyciel ma prawo iść do toalety, czy zjeść posiłek. Pracując w polskiej szkole nie mogłam zostawić dzieci bez opieki, pójście do toalety graniczyło z cudem, o posiłkach nie wspomnę.

Po przerwie znowu następuje około dwugodzinny blok nauczania, a później 40-minutowa przerwa na lunch.

W szkole jest pokój nauczycielski, gdzie znajduje się kuchenka mikrofalowa, toster, czajnik, lodówka!, kawa, herbata. To jeszcze nie wszystko. Jeżeli klasa znajduje się daleko od pokoju, na zapleczu klasy stoi lodówka, czajnik oraz kuchenka mikrofalowa, aby nauczyciel mógł odgrzać przygotowany lunch i pożywić się w spokoju!

Wyposażenie szkoły jest nie do wyobrażenia dla polskiego nauczyciela. Tablice interaktywne, internet, szybki komputer czy nowoczesny telewizor i odtwarzacz dvd oraz głośniki znajdują się w każdej klasie. Do tego w każdej z nich jest też projektor!

Gdy pracowałam w Polsce takie klasy były moim marzeniem.

Projektor w szkole był, ale najczęściej zepsuty, albo tylko w jednej klasie i na lekcje z nim trzeba było się umawiać tygodniami. Tymczasem w niewielkiej szkole podstawowej w Australii było mnóstwo pomocy naukowych, plakatów, książek, tablic. Mając taką klasę, lekcje powinny być niesamowite, niepowtarzalne i bardzo, bardzo ciekawe. I jeszcze jedno: własne kserokopiarki i drukarki. Mniej więcej jedna na trzy klasy. No i jest jeszcze ogólny punk ksero, który zatrudnia pracownika, aby kserował to, o co nauczyciel go poprosi. Mam wymieniać dalej?

Nowością dla nas może okazać się fakt, iż w Australii w szkole podstawowej jeden nauczyciel uczy wszystkich przedmiotów! Rozumiem, że w Polsce rząd do tego też dąży. Niestety, moim zdaniem, nie jest to dobre rozwiązanie. Nauczyciel w klasie nie jest sam, ma do pomocy tak zwanych teacher's aides, czyli pomocników, którzy skupiają się na dzieciach słabszych. Jest to akurat plus. W niektórych szkołach w Polsce, a w sumie to w większości taka osoba by się przydała.

W Australii nie ma podziału na przedmioty.

Uczniowie nie wiedzą, czy akurat teraz mają zajęcia z historii, z geografii, czy może z języka angielskiego. Wszystko jest wymieszane, poplątane. Rozmawiając z dyrektorem, dowiedziałam się, że Australia chce odbiec od tego systemu, ponieważ widzi, że nie przynosi on korzyści.

Może nasze państwo powinno uczyć się na błędach innych, zanim samo je popełni. Nauczyciel od wszystkiego jest nauczycielem do NICZEGO.

Poziom nauczania jest tragiczny.

I wiem, że niekoniecznie zależy on od marnych nauczycieli, ale przede wszystkim od wymogów programowych. Niech Państwo sobie wyobrażą, że uczniowie w 6 klasie nie potrafią jeszcze dobrze pisać, robią masę błędów ortograficznych, nie mają pojęcia o wielkich i małych literach, nie stawiają kropek ani przecinków.

W 6 klasie nadal uczą się, ile to jest 37-5 i tabliczki mnożenia. Strach mnie ogarniał coraz bardziej.

Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się w takim kraju. Przerażały mnie błędy tych dzieci, niesprawdzane zadania na lekcji, chwalenie uczniów za wszystko, brak krytyki. Brak ocen. Brak testów. Brak pracy domowej.

Owszem, praca domowa jest, raz na tydzień, jedna kartka A4 z całej mieszaniny przedmiotów. Uczniowie nie ćwicząc nabytych umiejętności, tracą je natychmiast.

Co przyprawiło mnie prawie o zgon to fakt, iż szkoła zadecydowała, że nie będzie żadnych podręczników! Niedługo to może spotkać też Polskę. No prostu chciałam sobie w głowę strzelić. Jak to nie ma podręczników? Nie ma prac domowych?

To dzieci uczą się tylko tyle, ile jest na lekcji? A na lekcjach robi się tyle przez cały dzień, ile u nas w Polsce na 2 godzinach... Zajęcia z literatury polegają na tym, że uczniowie czytają przez 30 minut wybrane przez siebie książki. Nie ma lektur. Australijskie dzieci w szkołach publicznych nie uczą się ani o swojej kulturze, ani o kulturze innych narodów. W Polsce w szkole podstawowej i w gimnazjum mamy wspaniały przegląd lektur, naprawdę wspaniały.

Jedyna rzecz, oprócz wyposażenia szkoły, która mnie pozytywnie zaskoczyła, to zachowanie uczniów. Jest nienaganne.

Nie rozmawiają na lekcji, słuchają się nauczyciela.

Nie dokuczają ani sobie wzajemnie, ani nauczycielom. Uczniowie nie chcą dostawać uwag. Każde naganne zachowanie jest zgłaszane rodzicom, ale dzieje się to bardzo rzadko. Widocznie podejście rodziców do szkoły i do nauczycieli jest inne niż w Polsce.

Nauczyciel wciąż jest szanowany i stawiany jako autorytet. Dziecko, gdy dostanie uwagę, nie chce konfrontacji z rodzicem, boi się, że zostanie skarcone. W Polsce problem wychowawczy jest ogromny i często lekcje to nie nauka, ale uspokajanie niegrzecznych dzieci. W Australii nikt nie wyjdzie z ławki. W Polsce w gimnazjum uczeń wychodzi przez okno... (tak, uczeń wyszedł mi przez okno, gdy pisałam słówka na tablicy!). Niestety oczu wkoło głowy jeszcze nie mam.

Skoro panuje taka nagonka na nauczycieli w Polsce, niech rodzice i nierodzice przez chwilę się zastanowią. W Australii nauczyciel spędza w szkole 6 godzin dziennie, nie sprawdza testów, bo ich nie ma. Nie sprawdza prac domowych, bo ich nie zadaje. Nie sprawdza, co ma biedne dziecko napisane w zeszycie (jednym od wszystkiego, bez tematu lekcji, daty!), bo nikt tego od niego nie wymaga.

Za to ma dostęp do najlepszych pomocy naukowych. Chcemy, żeby tak było w Polsce? Nauczyciel od wszystkiego, ale uczniowie nie mają pojęcia o niczym? Tak, jest kilkoro dzieci, które radzą sobie dobrze, ale to jest oczywiste. Niestety reszta, jakieś 80 proc. klasy radzi sobie nieciekawie.

Czytam listy do "Gazety" w sprawie nauczycieli.

Serce boli, że tak bardzo społeczeństwo nienawidzi nauczycieli. Ale w przypadku Polski nie ma naprawdę za co. Proponuje się odrabianie prac domowych w szkole, co nie zdaje egzaminu. Ludzie się oburzają, że nauczyciel ma tyle wolnego. Ma, ale nauczyciel to specyficzny zawód, w większości krajów ma więcej wolnego niż inne profesje.

Chcemy rzeczywistych efektów pracy nauczycieli? Czyli jakich efektów? Dla mnie efektem pracy nauczycieli w Polsce jest jako tako wykształcone społeczeństwo, które wie, gdzie są Stany, a gdzie Australia. Potrafi liczyć i pisać.

Chcemy zróżnicowania na nauczycieli lepszych i gorszych. Ale jaki to jest nauczyciel lepszy? Ten, który stawia więcej piątek? Ten, który ma olimpijczyków? Czy ten, który pracuje z dziećmi/ młodzieżą trudną? Który zmaga się z niegrzecznymi dziećmi, a jednak potrafi zmusić je do wysiłku? Czy nauczyciel pracujący z niezbyt mądrymi dziećmi to już zły nauczyciel? Nie oszukujmy się, wszyscy omnibusami nie są. Co do Karty Nauczyciela i zwalniania nauczycieli: mam w rodzinie przypadek nauczycielki wybitnej, z własnym zbiorem zadań, z nagrodą ministra, oddanej swojej pracy, nauczycielki dyplomowanej, której kilka tygodni temu wręczono wymówienie. Tak, można nauczyciela zwolnić w każdej chwili. Powód się znajdzie. Na jej miejsce przyjdzie młody po studiach, pewnie znajomy kogoś tam.

Tak, jestem nauczycielem.

W Polsce nie było dla mnie miejsca, chociaż uwielbiam uczyć. Uwielbiam młodzież i dzieci, ale nie miałam znajomości, żeby dostać pracę. Pracowałam w polskiej szkole na zastępstwie. Poznałam szkołę od podszewki. Moi rodzice są nauczycielami. Na rękę dostawałam 1200 zł, chociaż brutto pensja prezentowała się całkiem nieźle, zaraz po studiach 2000 zł. Z tego 1200 zł musiałam 1000 wydać na wynajem mieszkania.

Oczywista była druga praca i korepetycje. Za 200 zł nie udałoby mi się przeżyć. Gdybym musiała pracować 40 godzin w tygodniu w jednym miejscu, w szkole, przyjęłabym to z ulgą. Wiem, że nauczyciele w Polsce nie boją się 40-godzinnego tygodnia pracy. Większość pracuje w domu sprawdzając testy, sprawdziany, produkując zbędną makulaturę, której nikt nie czyta.

W Australii nauczyciele są jedną z lepiej zarabiających grup społecznych. Praca w jednej szkole zapewnia im utrzymanie na dosyć dobrym poziomie. Pamiętajmy o tym w Polsce. Nie wymagajmy cudów. I naprawdę cieszmy się, że nasze dzieci uczą się w polskich szkołach. Dlatego właśnie nauczycielom powinniśmy zapewnić godne zarobki i zdrowe miejsce pracy, bo to oni kształcą nasze dzieci.

Czy szkoła w Australii jest taka zła? Co sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl

List nauczycielki: Jak by to było fajnie, gdyby nauczyciele zostali przedsiębiorcami...

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem