Bóg, o którym mówi Pismo Święte, morduje prawie wszystkich ludzi na świecie, poprzez ich zatopienie, za to, że w Sodomie i Gomorze nie akceptowali określonych zasad obyczajności seksualnej. Z punktu widzenia jakiegokolwiek prawa demokratycznego państwa, taki akt boski zostałby, bez żadnych wątpliwości, uznany za ludobójstwo
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sąd odwoławczy podtrzymał wyrok skazujący Dodę za obrazę uczuć religijnych. Wyrok ten jest precedensem polskiego sądownictwa. Został bowiem uzasadniony, między innymi, ekspertyzą językoznawczą prof. Zgółki.

Jako logik i filozof, muszę stwierdzić, iż proces sądowy Dody ujawnia, typowe w państwach totalitarnych, zjawisko instrumentalnego wykorzystywania nauki dla celu światopoglądowej i ideologicznej dyskryminacji osób artykułujących światopogląd niezgodny z ideologią pewnej grupy społecznej.

Jako specjalista w zakresie teorii czynności językowych (aktów mowy), nie jestem w stanie zrozumieć wyroku skazującego piosenkarkę na podstawie jakiejkolwiek naukowej ekspertyzy lingwistycznej. Jeśli diagnoza prof. Zgółki stanowiła wyłączną podstawę skazania Dody za artykulację jej światopoglądu, to mamy do czynienia z aktem użycia instytucji nauki do "blokowania" wolności słowa i sumienia w naszym kraju. Nauka została więc zaprzęgnięta do "umacniania" imperialnej ideologii, mającej ambicję performatywnego stanowienia "jedynego, właściwego, obiektywnego i prawdziwego" obrazu świata.

Wypowiedź "ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła", w odniesieniu do Biblii, nie może zostać uznana jako obrażająca kogokolwiek. W terminologii lingwistycznej predykat "/./ napruty winem i palący jakieś zioła" nie jest orzecznikiem, który w każdym kontekście wywołuje efekt poniżenia osoby, o której orzekamy tym predykatem.

Gdyby Doda wypowiedziała te słowa w odniesieniu, nie do Biblii, ale "Mein Kampf" Hitlera, nie zostałaby uznana jako obrażająca kogokolwiek. W mowie potocznej, kiedy wyrażamy to, że ktoś "napruł się winem i palił jakieś zioła", zwykle nie traktujemy takiej wypowiedzi jako obraźliwej względem tego, o kim mówimy.

Analizując cytowaną wypowiedź, można co najwyżej stwierdzić, że piosenkarka przypisała pewną, negatywną cechę autorom Pisma Świętego. W jaki więc sposób Doda mogła obrazić kilka osób, nie mówiąc o nich, lecz jedynie o autorach Biblii?

W jaki sposób prof. Zgółka naukowo argumentuje w swojej ekspertyzie na rzecz stwierdzenia, że kiedy mówimy o obiekcie X, to również mówimy o obiekcie Y, nawet wtedy, gdy X jest różny od Y? Tylko tak można bowiem obrazić osoby, kiedy założymy, że przypisanie pewnych własności pewnemu obiektowi, dziedziczy się na przypisanie obraźliwych własności tym osobom. Nie znam żadnej naukowej teorii lingwistycznej (a znam ich wiele), która takie założenie uzasadniałaby.

Prawo chroni przedmioty kultu przed zbezczeszczeniem; w tym wypadku nie doszło jednak do takiego aktu. Wypowiedź Dody jest jedynie artykulacją jej światopoglądu, do której ma konstytucyjne prawo. Nawet jeśli autorem Biblii jest sam Bóg, to Doda swoją wypowiedzią nie mogła obrazić tego bóstwa.

Przypomnijmy za jednym z najwybitniejszych autorytetów intelektualnych na świecie, Richardem Dawkinsem, że Bóg, o którym mówi Pismo Święte, morduje prawie wszystkich ludzi na świecie poprzez ich zatopienie za ich nieprawość, lub okrutnie ich karze "deszczem siarki i ognia" za to, że w Sodomie i Gomorze nie akceptowali określonych zasad obyczajności seksualnej. Z punktu widzenia jakiegokolwiek prawa demokratycznego państwa, taki akt boski zostałby, bez żadnych wątpliwości, uznany za ludobójstwo. Bóg Pisma Świętego zostałby skazany na dożywocie, a w czasach procesu w Norymbergii - na powieszenie. Doda więc i tak łagodnie obeszła się z autorami Biblii - orzekając o nich słowem, o którym na ogół orzeka się o Jasiu Kowalskim po imieninowej imprezie z "kolesiami z pracy".

Zadaję więc prof. Zgółce pytanie: Czy Doda obraziłaby kogokolwiek, gdyby użyła swoich predykatów w odniesieniu do ludobójcy? Jeśli TAK, to ekspertyza, która ferowałaby taką diagnozę, najzwyczajniej promowałaby ludobójstwo. Jeśli NIE, to dlaczego Doda została skazana? Świat akademicki w Polsce ma prawo usłyszeć publicznie pełne stanowisko w tej sprawie prof. Zgółki - tym bardziej, że nauka została w procesie artystki użyta instrumentalnie; w celu ograniczenia wolności ekspresji światopoglądu, własnej wizji świata i blokowania karą sądową użytecznego społecznie dyskursu kulturowego.

Osobiście jako naukowiec jestem zdruzgotany tą sytuacją; nie przypuszczałem, że w demokratycznym państwie, znany naukowiec, uczeń prof. Leszka Nowaka, przyczyni się do wikłania instytucji humanistyki w praktykę karania kulturowych form ekspresji wolności światopoglądowej.

Wojciech Krysztofiak, dr hab. prof. US - autor publikacji naukowych w prestiżowych, krajowych i zagranicznych czasopismach filozoficznych

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem