Odganianie Balcerowicza kijem nie pomoże. To nie On zjada ten torcik, On tylko o tym mówi!
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Od tego się zaczęło: "Zlikwidować Kartę nauczyciela" powiedział Leszek Balcerowicz.

A tu przeczytaj list otwarty Pawła Huelle do Balcerowicza.

Szanowny i Drogi Panie! Piszę do Pana właściwie bez nadziei. Jestem w sytuacji tych wszystkich, którzy chcieliby nadać sprawom sens, ale stają naprzeciw emocjonalnej powodzi. Dojście do prawdy jest prawie niemożliwe, gdy z jednej strony leje się emocjonalny strug, a z drugiej próbowane są argumenty, bo próba opisywania rzeczywistości zajmuje co najmniej dwa razy tyle czasu, co najmniej trzy razy więcej słów niż emocje. Kto ma na to cierpliwość? Ale spróbuję.

Zacznę od opisania, co ja przeczytałam w wywiadzie Leszka Balcerowicza, bo momentami miałam wrażenie, że czytaliśmy dwa różne artykuły.

Co napisał Balcerowicz

Wypowiedź Leszka Balcerowicza opisuje zagrożenia dla rozwoju i przyszłości kraju z deficytem samorządności obywatelskiej, poprzez przywołanie systemu oświaty i sposobu jego zarządzania, w tym zarządzania pieniędzmi na oświatę.

Balcerowicz opisuje stan nierównowagi pomiędzy "grupami roszczeniowymi, które będą domagały się od państwa większych wydatków czy regulacji ochronnych osłabiających konkurencję oraz [...] tymi, którzy domagają się od rządu działań utrzymujących w ryzach finanse publiczne, broniących wolności gospodarczej i konkurencji".

Według Balcerowicza, w Polsce mamy niedoreprezentowane społeczeństwo samorządne, obywatelskie: "W Polsce, [...] obecność grup antyroszczeniowych jest mizerna, a ma ogromne znaczenie. Dlatego trzeba tę część społeczeństwa obywatelskiego systematycznie wzmacniać". "Grupy broniące wolności i rozwoju powinny dążyć do osiągania takiej mocy. Tylko wtedy wolność i rozwój będą w Polsce bezpieczne" [...]

Balcerowicz podaje przykład Karty jako przywileju, który "nie daje żadnych korzyści tym, dla których system edukacji został stworzony, czyli uczniom i rodzicom": "Państwo ma kłopot z efektywnym wydawaniem pieniędzy, a społeczeństwo żyje w iluzji, że są to jakieś własne pieniądze tego państwa. I dalej:" Państwo daje tej grupie zawodowej podwyżki, nawet nie próbując połączyć ich z reformą, która podniosłaby jakość kształcenia i dała więcej elastyczności samorządom w zarządzaniu systemem oświaty". I tak właśnie, Balcerowicz przywołuje przykład udanej operacji na górnikach, dzięki której udało się poprawić rentowność - Balcerowicz chciałby, aby "rząd wprowadził takie reformy, które pozwolą wydawać pracodawcy mniej pieniędzy bez utraty jakości oferowanych przez nie usług"... Pisze Balcerowicz: "Jestem przeciwnikiem przywilejów sektorowych, które nie są uzasadnione specyfiką pracy"...

Tak, rozumiem, wypowiedź liberała, która nóż w kieszeni otwiera... no, właśnie, komu? Lewicowcom? Socjalistom? Nie, tych już na świecie jak na lekarstwo. Zatem może populistom i tym, którzy sądzą, że "chcieć znaczy móc", także melancholikom ("jak by było pięknie") a nade wszystko popełniającym kardynalne błędy myślowe (w znaczeniu poznawczym, nie logicznym). Nie mam Pana za socjalistę - lewaka, o melancholii nie wiem, ale ton Pana listu świadczy raczej o ataku manii niż depresji, zatem pozostają mi błędy myślowe. Że tak jest, udowodnię.

Balcerowicz nie atakuje nauczycieli

Po pierwsze, Leszek Balcerowicz nie atakuje nauczycieli, On atakuje system! To błąd myślowy nr 1, jaki Pan popełnił - personalizacja. Przyjął Pan na klatę cios skierowany w zupełnie inną stronę - Balcerowicz nie uwziął się na nauczycieli, dobrze wie (jak i Pan, mam nadzieję, po ochłonięciu i przemyśleniu), że problemu na poziomie kraju nie rozwiązuje odebranie przywilejów jednej grupie zawodowej, lecz rozwiązania systemowe. Wymienia nauczycieli jako przykład grup, które mają pewne przywileje, które z kolei szkodzą nam wszystkim. Dopiero rozwiązania dotyczące innych m.in. służb mundurowych, górników, rolników itd. wprowadziłyby istotne zmiany odczuwalne przez wszystkich płatników podatków w krótkim czasie. To jednakże nie jest przedmiotem wywiadu, więc nawiązuje do tego pośrednio.

Ale błąd personalizacji już wywołał swoje skutki: zaczyna Pan z emocjonalnie górnego C i tak trwa przez całą Pana wypowiedź. Odnoszę się do tego na końcu, bo bardzo mnie Pana zachowanie boli. Ale nawet przywołując właściwego adwersarza tej polemiki - państwo polskie, które "nie rozumie"- cały czas wali Pan w Balcerowicza, jakby On był winien stanu rzeczy!

Czy przypadkiem nie ścina Pan głowy posłańcowi złych wieści? To byłby błąd myślowy nr 2: obsztorcowuje Pan nie winnego, lecz złapanego (na popełnieniu artykułu). To taki belferski błąd.

Balcerowicz zaledwie opisuje rzeczywistość, nie on ją stworzył, takie są obecnie warunki, takimi kartami gramy, jakie nam przypadły. "Zmieniaj rzeczy, które można zmienić, pogódź się z rzeczami, których zmienić się nie da". Obecna sytuacja ekonomiczna, nie tylko Polski, ale globalna, choć w szczególności europejska, jest bardzo trudna. Trzeba ciąć wydatki, szukać oszczędności, nadal poszukując możliwości rozwoju. To jest trudne i wymaga zmian całościowych. A wymowa Pana listu optuje za utrzymaniem status quo. Jak długo to potrwa? Do końca melodii a la Titanic? Odwracanie się od rzeczywistości źle się kończy, gdy przychodzi do rozliczania kasy...

Titanic nie dopłynie...

Błąd nr 3 to żądanie sprawiedliwości poprzez oburzanie się. Cóż, wszyscy chcemy żyć w świecie, który jest sprawiedliwy, daje równe szanse, gdzie gra się fair, gdzie nagradza się sprawiedliwych, a zło zostaje ukarane i gdzie, no właśnie, na wszystko starcza kasy. Ale rzeczywistość skrzeczy.

A już zwłaszcza, gdy oburzamy się na to, ,,jak sprawy się mają, a jak powinny się mieć". Ja to nazywam ,,świętym oburzeniem", bo zazwyczaj wyciąga ono takie właśnie zaśpiewki, jak "powinien się Pan wstydzić" (czego, poglądów? wiedzy? ani Balcerowicz faszysta ani komunista, żeby się wstydził); argumentów ad hominem, jak "nikt - tak jak Pan teraz - nie wymawiał im - drobnych w istocie przywilejów"; "Nikt - tak jak Pan teraz nie podważał ich kompetencji i nie usiłował wyciągać z ich kieszeni pieniędzy, które godnie zarabiali. Czemu uwziął się Pan na nauczycieli?"...

Paaanie Pawle... młodzi nazywają to "żenua", oburzanie się pociągnęło Pana w mętne emocji otchłanie. Mnie też się rzeczywistość nie podoba, ale nie tędy droga! Byłoby fajnie, gdyby było inaczej - żeby nauczyciele nie musieli dorabiać, żeby mieli czas na rozwój zawodowy, dla uczniów i dla rodziców, a ich pensja żeby była godna i wystarczająca. Ale czemu wylał Pan ten kubeł na głowę Balcerowicza?! Bo POWINNO być inaczej? I On to sprawił, że jest jak jest? I jakby powiedział, żeby Karty nie ruszać, to byłoby lepiej - komu?! Titanic by dopłynął?

Wszyscy jesteśmy roszczeniowcami

Z tego Pana błędu wynikają zresztą następne, bo zamiast zaangażować się w sensowną działalność prowadzącą do uzyskania wpływu na rzeczywistość (co jest zresztą celem Balcerowicza i jego instytutu), wyzłaszcza się Pan publicznie, dając upust emocjom. Tutaj mamy błąd nr 4: nadmierna generalizacja.

"Was, ekonomistów, nikt nigdy nie rozlicza itd.". Złość na światowy kryzys, na brak wzrostu gospodarczego (jakby mógł trwać w nieskończoność) i na grupę zawodową koncentruje Pan na jednym człowieku, zwracając się do niego per "wy". Akurat Balcerowicza w Polsce rozliczano wielokrotnie, jak wiemy, "musiał odejść". Jakoś tak się Pan wpisał w ten nurt, co to miałam nadzieję, pozostanie dobrem populistów. Dla mnie oj...

Pisze Pan: "Nie byliśmy - jak Pan [Balcerowicz] to lubi ujmować - roszczeniowcami". Panie Pawle, co do bycia "roszczeniowcami" to za realnego socjalizmu wszyscy nimi byliśmy, taką postawę państwo hodowało, i jest to nadal część tożsamości tych, którzy uwierzyli, że "państwo im powinno dać". Mój Ojciec jest prawie 80-letnim kompozytorem, większość zawodowego życia upłynęła Mu w PRL. Jest - zawsze był - zdecydowanie antykomunistyczny, a poprzedniego reżimu nie znosił. Ale uczciwie przyznaje: nigdy jako twórcy nie żyło Mu się lepiej niż za realnego socjalizmu: umizgi władzy, talony, mieszkanie spółdzielcze, wykonania muzyki na zamówienie, państwowy mecenat.

I co z tego? Ano, to se ne wrati, Panie Pawle, z pustego i Salomon nie naleje. Obecnie problem roszczeniowców ma np. Wielka Brytania, której udało się wyhodować cała warstwę społeczną ludzi żyjących z benefitów, a którzy wierzą, że konsumpcja to jest coś, co się "należy" (i poszli po to w zamieszkach w Londynie).

Odrealnienie dobre dla pisarza

Mój Ojciec też pracował, jak Pan, na 2 etatach, czasami na 3. Taka była struktura wynagradzania za realnego socjalizmu i taka też w tzw. budżetówce została przeciągnięta dobrze w epokę wolnorynkową, patrz casus lekarzy. Na dodatek, mamy feminizację zawodu nauczyciela i wiążące się z tym problemy nierównego statusu wynagradzania, wyrównywane właśnie dodatkowymi korzyściami, zwanymi niesłusznie pozamaterialnymi, bo ostatecznie samorządy i tak muszą przeliczyć je na pieniądze, których im brakuje w kasie, a które to przywileje konserwuje Karta Nauczyciela. Pomimo podwyżek, trudno jest nam dogonić poziom wynagradzania osiągnięty w krajach o gospodarkach rozwijających się bez uścisku gospodarki centralnie planowanej przez wszystkie lata od II wojny światowej. Jeżeli to kogoś może pocieszyć dodam, że to nie jedynie kłopot Polski, zawód nauczyciela jako z pochodzenia "feministyczny" nie jest za dobrze wynagradzany także w innych miejscach na świecie i to znacznie od Polski bogatszych.

Ale do rzeczy: Czy faktycznie uważa Pan, że w tym konkretnym zawodzie powinniśmy nadal pielęgnować socjalistyczne zaszłości...? Czy może powinniśmy w którymś momencie zacząć od początku: komu system oświaty ma służyć, jak i za ile? Rozumiem, że nazwa "roszczeniowiec" Pana zabolała, ale wylał Pan dziecko z kąpielą, bo problem istnieje! I tutaj przechodzę do błędu nr 5: wraca Pan do przeszłości, opisując coś, co jak rozumiem powinno stanowić jakiś wzorzec, ale co było w innym świecie, innym życiu. Idealizowanie. Odwrót od rzeczywistości. Odrealnienie. Dobre jak dla pisarza, w Europie największego powojennego kryzysu jest poważnym błędem myślowym.

Tak, większa część wywiadu koncentruje się na skutkach uprawnień nauczycielskich negatywnych dla całego społeczeństwa (które jest usługobiorcą, a zarazem płatnikiem finansującym cały system, a zatem pracodawcą) i odnosi to wszystko do dwóch słabości, którym owa sytuacja nie służy.

Są to po pierwsze, słaba jakość usług świadczonych uczniom, czyli - komu? Czyli nam wszystkim, Panie i Panowie, bo uczniowie to nasi przyszli żywiciele - przedsiębiorcy, uczeni, politycy i posłowie etc.; patrz dyskusje nad stanem polskiego szkolnictwa wyższego i źródłem tego stanu w szkolnictwie podstawowym i średnim. Oraz po drugie, słabość stanu finansów samorządów, które wkrótce zaczną pękać pod naporem niezreformowanego na czas systemu oświaty (patrz wywiad z Ryszardem Grobelnym, prezydentem Poznania "Karta hamuje rozwój" także w Rzeczpospolitej).

Kto płaci nauczycielom? Ja płacę, pan płaci...

Balcerowicz odwołuje się do podstawowych pojęć z dziedziny ekonomii i zarządzania: mówi o celach nadrzędnych dla istnienia systemu oświaty: moja i Pana przyszłość emerytalna będzie zależeć od tego, jak Polska się rozwinie i wzbogaci - ilu będzie miała innowatorów, uczonych, patentów lub monterów przy linii fabrycznej będącej własnością innego posiadacza patentu zza granicy. Przywołuje pojęcie rentowności: tutaj nie tylko nasza przyszłość, ale nawet teraźniejszość zależy, czy za Pana i moją kasę dostajemy to, czego oczekujemy.

Pisze Pan o wielu godzinach poświęcanych na prace poza szkołą i tablicą, a problem leży w tym, iż są one nierozliczane i niekontrolowane. Pan się przygotowywał do lekcji, moi nauczyciele w większości podawali do zapisania w zeszytach uczniowskich ze znoszonych brulionów zapisanych złotymi myślami jeszcze w czasie studiów. W dobrych firmach pracowników nieuwiązanych do biurka i pracy pod czujnym okiem szefa rozlicza się notowanym pracowicie czasem pracy, ale nade wszystko osiąganymi wynikami. Dlaczego ma to być niemożliwe w stosunku do nauczycieli?

Pieniądze płacą podatnicy, wobec czego ja się czuję trochę pracodawcą wszystkich nauczycieli! Pan nie? Ja dostaję za swoje pieniądze niewiele - papierki poświadczające ukończenie szkół przez dziesiątki młodych ludzi, którzy... myśleć ani pisać dobrze po polsku (ani w żadnym innym języku) nie potrafią, o liczeniu już nie wspomnę. I nic nie mogę z tym zrobić, bo mam związane ręce Kartą Nauczyciela. Inni moi pracownicy (rząd i posłowie) dając podwyżki nie wprowadzili czynników zarządzanie efektywnością pracy i tak bulę (poprzez kasy samorządów) za chodzenie (części) moich pracowników do pracy, a nie za uzyskiwane wyniki.

No, niedobrze, z punktu widzenia mnie, czyli pracodawcy, to się nazywa marnotrawstwo. A w gospodarce rynkowej marnotrawstwo prowadzi do utraty konkurencyjności, utraty udziałów w rynku, następnie utraty przychodów i w konsekwencji do upadłości. No, ale przecież od czegóż mamy państwo - ono kasę ma i zapłaci.

Czyżby?? Balcerowicz jedynie opisuje to, co aktualnie dzieje się na naszych oczach: państwa aktualnie się chwieją jak świat długi i szeroki z powodu zapomnienia banalnej, podstawowej prawdy: wyżej d... nie podskoczysz lub - nie ma darmowych lunchy. W wolnym tłumaczeniu z poety: "Niech ryczy z bólu ranny łoś... gdy nie pracuje (efektywnie) ktoś, ktoś inny ponosi konsekwencje i płaci, to są zwyczajne dzieje".

Niech zniknie zły Balcerowicz

Więc tutaj mamy całą gamę błędów myślowych: myślenie kategoriami czarno-białymi (dobrzy nauczyciele kontra zły Balcerowicz), myślenie magiczne (czy jak zamknie się Balcerowicz, to problem zniknie?), myślenie życzeniowe (niech KTOŚ rozwiąże ten MÓJ problem! Niech ktoś sypnie kasą! Niech się stanie!). Stanęliśmy na nr 8.

Wreszcie, Balcerowicz czyni to nie w imię skostniałej teorii ekonomicznej, lecz idei, której chyba nie chce Pan podważyć: rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, czyli takiego, które jest podmiotem, nie przedmiotem decyzji władzy, które aktywnie uczestniczy w procesach decyzyjnych (jakie decyzje może obecnie podejmować w odniesieniu do Karty Nauczyciela?

Jakie prawa mają rodzice, skoro nie mają ich pracodawcy, czyli samorządy?), które ma realny wpływ poprzez odpowiednie narzędzia i procedury, dostępne dla wszystkich zaangażowanych. Dla mnie to jest idea podstawowa, dla której... warto pisać listy.

Nr 9? Egocentryzm myślenia? Myślenie wycinkowe?

Skupił się Pan na obronie grupy, z którą się Pan zidentyfikował. Ja wolę dobro ogółu. Bo bez tego ogółu ta grupa nie przetrwa... Bywa, że rak zabija żywiciela. Wszystkie nienależne ekonomicznie (choć emocjonalnie czy psychologicznie ,,zasiedziane") przywileje, które pokrywane są pieniędzmi przesypywanymi z drugiej kieszeni, a nie pochodzą z wypracowanej wartości dodanej, nie mają racji bytu. Pytanie nie brzmi ,,czy", tylko ,,jak" należy ten problem rozwiązać. I odganianie Balcerowicza kijem nie pomoże. To nie On zjada ten torcik, On tylko o tym mówi!

I teraz przechodzę do ostatniego błędu. Dla mnie najgorszego, błędu naszego powszedniego, tak bardzo, że przestaje być widoczny, przestaje być zauważany. To błąd myślenia innymi częściami ciała, niż ośrodek kontroli w płatach czołowych. Kibole myślą pięściami, kochankowie - wiemy czym, politycy oczami patrzącymi na słupki popularności...

Czy się Panu myślało śledzioną, bo tyle w nim żółci, gdy pisał Pan ten list otwarty?

Rozumiem Pana emocje, ale nie mogę ich zaakceptować w formie wypowiedzi, jaką Pan przyjął: osobistego ataku na Pana rozmówcę i sterty demagogicznych, emocjonalnych argumentów.

Huelle powinien przeprosić Balcerowicza: Za dobór słów i za ton

Nie bronię Leszka Balcerowicza (wybroni się sam), bronię racjonalności i poziomu dyskursu ludzi wykształconych, niegdyś zwanych inteligencją, obecnie klasą średnią, co jednak opisuje stan posiadania, nie umysłu. Pochodzę z pokolenia, które pamięta jeszcze takie cudo społeczne: inteligent z wyższym wykształceniem, zarabiający mniej niż koledzy z tzw. awansu społecznego (obecnie zowie się takich także wykształciuchami).

Jako przedstawicielce ginącego gatunku, jest mi przykro, że Pan, którego uznaję za "gatunkowo naszego" brzmi jak lider zawodowych związków górników lub Prezes pewnej partii albo nawet Ojciec Dyrektor.

Nie zamierzam Was, Panowie obrażać, tyle, że wolę dyskusję nad palenie opon i rzucanie łańcuchami. Podobnie, wolę myślenie racjonalne nad błędy myślowe. I myślę, że po ochłonięciu, powinien Pan Balcerowicza przeprosić. Za dobór słów i za ton.

PS. Błędy myślenia są to takie sposoby myślenia, w których ,,tory myślenia" mają prawidłowy, logiczny przebieg, ale wyniki myślenia (wyciągane wnioski) dają nieprawdziwe (niezgodne z rzeczywistością) rezultaty, a skutkiem ubocznym, ale przykrym, jest emocjonalny bałagan, zamęt, depresja, napady gniewu lub agresji itp. zawirowania emocjonalne. Błędy myślenia prowadzą do nieprawidłowej, nieprawdziwej oceny rzeczywistości, a w efekcie do podejmowania decyzji na nieracjonalnej bazie uprzedzeń, domniemań i pomyłek. Możliwość zastępowania sposobów myślenia niekorzystnych z punktu widzenia równowagi emocjonalnej oraz docierania do prawdy o faktach (poprzez wprowadzanie sposobów bardziej racjonalnych, konstruktywnych i użytecznych) daje w efekcie zwiększenie kontroli na naszym życiem i poszerzenie możliwości wyboru.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem