Prof. Leszek Balcerowicz skrytykował Kartę nauczyciela, nauczycieli nazwał ?grupą roszczeniową", uważa że za mało pracują.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Oto dlaczego należy zlikwidować Kartę nauczyciela opinia prof. Balcerowicza.

A to wasze opinie:

*** Bez sensu. Nie dosyć, że nauczyciele są najbardziej szykanowaną grupą (uczeń może wszystko, rodzic też), to jeszcze takie prawa mu się zabiera? Może kiedyś był respekt i szacunek dla kadry nauczycielskiej, teraz jest inaczej. I za co to? Za marne 1500 miesięcznie (w całkiem dobrym wypadku)? A ile razy bywało tak, że nauczyciel (szczególnie od polskiego) nie nadążał ze sprawdzaniem prac, bo nie miał kiedy? Nie mówię, że wszyscy są święci, ale to uderzy niestety we wszystkich. Są nauczyciele w powołania i nauczyciele z tytułu. W takim razie podnieśmy poziom nauczania na uczelniach pedagogicznych, by podnieść późniejszy poziom w szkołach, a nie skupiajmy się na tym komu to jeszcze co zabrać. Klaudia Ł.

*** Nauczycielem można zostać niemal wyłącznie przez protekcję. Im gorszy nauczyciel starej kadry tym bardziej jest pod ochroną. Co więcej w środowisku nauczycielskim jest podobna zmowa korporacyjna jak np. wśród lekarzy. Dobrzy nauczyciele widzą jak wielu z ich kolegów kwalifikowałoby się do wymiany na lepszych nauczycieli, ale fałszywie pojmują solidarność koleżeńską.

Inna sprawa, że zmiany programowe i wytyczne MEN i kuratoriów powodują, że nauczyciele są ubezwłasnowolnieni, nie mogą prowadzić lekcji tak, by swoich uczniów czegoś nauczyć, podciągnąć słabszych a jednocześnie wypromować najlepszych, tylko muszą sztywno przestrzegać tych wytycznych i bezsilnie przyglądać się jak młodzież opuszcza szkoły coraz głupsza z każdym następnym rocznikiem.

Niestety nauczyciele mają też dużo racji w tym co mówią, że polskie szkoły nie mają praktycznie żadnego zaplecza logistycznego. A przystanie na to, by siedzieli w pracy bite 8 godzin po czym w domu nie robili nic na rzecz szkoły, rozłożyłoby pracę wielu szkół. Bo większość polskich szkół nie jest w stanie zapewnić, aby każdy nauczyciel podczas tzw. "okienka" miał swoje biurko i komputer, dostęp do internetu i drukarki ze skanerem (a także zapewnić wystarczającą ilość tonerów i papieru), żeby mógł w tym czasie sprawdzać prace domowe czy klasówki, czy przygotowywać się do kolejnej lekcji. Przez litość nie wspomnę też o wyposażeniu różnych pracowni. Szkół nie stać by było wtedy też na płacenie nauczycielom za nadgodziny - wywiadówki, spotkania z poszczególnymi rodzicami, kółka zainteresowań, dodatkowe lekcje dla najbardziej opornych na wiedzę, wycieczki szkolne, zebrania nauczycielskie itd. Sądzę, że niektórzy nauczyciele nawet woleliby pracować w takim 8-godzinnym systemie pod warunkiem, że szkoła zapewni im wszelką niezbędną logistykę. pawelekok

*** Balcerowicz przede wszystkim niech nie wtrąca się do edukacji. Może dziś nie jest dobrze, ale jak zaczną traktować szkoły i nauczycieli rynkowo, to czeka Polskę prawdziwa katastrofa. Owszem, nauczyciele mają przywileje, ale są one ZASŁUZONE. Jestem córką pary nauczycieli i wiem, czego ta praca od nich wymagała. Na szczęście moi rodzice są już na emeryturze i żaden mądrala nie będzie ich strofował ani odbierał tych żałosnych "przywilejów", ale zawsze mnie wkurza takie kompletne niezrozumienie specyfiki tej pracy. A porównania z innymi krajami radzę zacząć od porównania zarobków, panie B. white_lake

*** Nie zgadzam się z teorią, że przywileje nauczycieli są zasłużone. Przede wszystkim powinni być rozliczani z realnie przepracowanych godzin tj. sprawdzać zadania domowe, pisać testy, sprawdziany w szkole, a nie w domu czy w autobusie. Przyjście i wyjście ze szkoły powinno być zarejestrowane przez system elektroniczny. Nauczyciele mają płacone za 8 godzin pracy dziennie, a spędzają czasem w szkole zaledwie połowę. Nie powinno być wolnego na Dzień Babci, Dziadka, Dziecka, w okresie okołoświątecznym i z powodu innych śmiesznych okazji.

Przed Wielkanocą nie powinno być rytualnych spacerów do kościoła - jesteśmy krajem świeckim. Rekolekcje dla katolików mogą śmiało odbywać się wieczorami, już po zajęciach lekcyjnych, gdyż z edukacją nie mają one nic wspólnego.

Oj, szło by długo wymieniać ile sposobów mają nauczyciele na przysłowiowe "lecenie w mola". To jest po prostu wyjątkowo leniwa grupa zawodowa, która ma w sumie dość dobre związki zawodowe.

No i przede wszystkim ich kwalifikacje zawodowe powinny być na bieżąco sprawdzane, bo wykładając co roku to samo popadają w taką rutynę, że nie potrafią przeprowadzić dyskusji na inny temat z uczniem niż w podstawie programowej. Potem zdarzają się przypadki, że uczeń prowadzi zajęcia np. z biologii, gdyż nauczyciel uznał, że posiada on szerszą wiedzę niż on (to z doświadczeń osobistych).

A co do urlopów dla poratowania zdrowia - proponuję kontrolę z ZUS-u, oni wszystkich "uzdrowią", no i wreszcie nie będzie sytuacji typu urodziła dziecko - bierze L4, potem wychowawczy i jeszcze rok urlopu dla poratowania zdrowia. kleopatra12345

*** Ale ja się z panem Balcerowiczem chętnie zgodzę, tylko że jak powiedział "A" to niech teraz powie "B". Czyli zatrudniamy nauczyciela na warunkach rynkowych i zgodnie z kodeksem pracy. Każdemu gwarantujemy miejsce pracy, czyli salę lekcyjną, w której będzie miał wszystkie lekcje i nie biegał od klasy do klasy, oraz biurko i krzesło kiedy lekcji nie ma. Ale nie jedno krzesło dzielone między 10 nauczycieli tylko pomieszczenie do pracy przypisane temu konkretnemu nauczycielowi. Na pilnowanie uczniów niech szkoła zatrudni kogoś innego, albo przyniesie nauczycielowi do klasy dziennik i przyprowadzi dzieciaki.

Teraz ustalmy stawkę godzinową i rozliczajmy się z niej rzetelnie. Pamiętajmy, że nauczyciel to osoba z wykształceniem wyższym, zwykle z dodatkowymi uprawnieniami. To ile za godzinę? Przypomnę, że zwykły serwis samochodowy nie liczy sobie taniej niż stówę za godzinkę pracy.

Ja za 45 minut wykładu na wyższej uczelni dostaję od 1000 do 1500 zł. Na takich warunkach proszę bardzo. Szybko samorządy zaczną wspominać czasy kiedy za wychowawstwo płacili 23 zł dodatku. witek7205

*** Och bidulki. Moja praca też się za mną "ciągnie" do domu, mojej Pani także. I większości ludzi, którzy ciężko harują w tym kraju. No może poza urzędnikami, i kilkoma innymi, tfu, kastami. I jakoś nikt z ciężko pracujących ludzi nie wymaga przywilejów. A polscy nauczyciele jakoś nie powalają ani poziomem wiedzy, kultury, czy spektakularną chęcią do samokształcenia i poszerzania wiedzy. Mam wśród znajomych kilkoro nauczycieli, i boję się pomyśleć, że tacy ludzie mają w przyszłości kształcić moje dziecko. albrecht_kalba

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem