Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siedem lat po śmierci Jan Paweł II wciąż jest żywy w świadomości wielu Polaków i ma istotny wpływ na kształt debaty publicznej. Odwołanie się do nauk papieża zamyka wiele debat, a jego słowa dla większości komentatorów wyrażają prawdę, z którą się nie dyskutuje. Jego życie i nauka podlegają egzegezie, a nie krytycznej analizie.

Papieskie grzechy

W niedawno wydanej książce "Ojciec nieświęty" wraz ze swoimi dyskutantami przedstawiam wiele konkretnych zarzutów wobec polskiego papieża.

Po pierwsze, Jan Paweł II bronił pedofilów w szeregach Kościoła. Przez większość jego pontyfikatu obowiązywała dyrektywa Crimen sollicitationis , która nakazywała ukrywać pedofilów w obrębie Kościoła. Papież chronił, a nawet awansował ludzi, którym dowiedziono utrzymywanie kontaktów pedofilskich. Najbardziej znanym przypadkiem był tutaj meksykański duchowny Marcial Maciel Degollado, nazywany przez Karola Wojtyłę "wzorem dla młodych".

Po drugie, papież bronił oszustów i ukrywał malwersacje finansowe, które podczas jego pontyfikatu miały miejsce na masową skalę. Jednym z najbardziej znanych oszustów był arcybiskup Paul Marcinkus ścigany przez włoską prokuraturę, a ochroniony przed wymiarem sprawiedliwości dzięki osobistej interwencji Jana Pawła II.

Po trzecie, papież błogosławił i wspierał zbrodniarzy wojskowych z Ameryki Łacińskiej na czele z Augusto Pinochetem.

Po czwarte, bronił bardzo restrykcyjnych poglądów odnośnie prawa reprodukcyjnych: walczył z antykoncepcją w epoce rozpowszechniania się wirusa HIV, a także nalegał, by zgwałcone kobiety z terenów byłej Jugosławii nie przerywały ciąży.

Wreszcie po piąte, papież zabił pluralizm w obrębie Kościoła, zniszczył wszelkie ruchy lewicowe czy feministyczne, a podczas jego pontyfikatu Watykan został podporządkowany najbardziej prawicowemu skrzydłu Kościoła, związanemu z Opus dei .

Pod tym względem Jan Paweł II dokonał regresu w obrębie samego katolicyzmu. Pierwsze dwa zarzuty mają charakter kryminalny, pozostałe są ważną podstawą krytyki papieża dla wszystkich środowisk politycznych i intelektualnych, może z wyjątkiem religijnej prawicy.

Warto rozmawiać?

Dzisiaj nie ulega już wątpliwości, że podczas pontyfikatu polskiego papieża miało miejsce wiele bulwersujących zdarzeń. Nie są to jedynie oskarżenia wrogów Kościoła, lecz udokumentowane fakty. W wielu krajach Europy episkopat wypłaca odszkodowania ofiarom księży pedofilów, a Watykan tonie w kolejnych aferach korupcyjnych, których źródła tkwią w czasach pontyfikatu Jana Pawła II. Mimo to w Polsce wciąż te niewygodne fakty spowija zasłona milczenia. "Ojciec nieświęty" stanowi próbę przerwania tego milczenia, zderzenia się z niewygodną prawdą o narodowym autorytecie.

W swojej recenzji mojej książki Anna Karoń-Ostrowska zachęca do rzeczowej dyskusji nad JPII (Czy nas jeszcze obchodzi JPII , "Gazeta Wyborcza", 26-27.05.2012) .

Pisze: "Pochylenie się serio nad jego myślą, nad jego słowami o obecności wśród nas po prostu mu się od nas zależy". Nad czym konkretnie mamy się "pochylić"? Jaka dyskusja jest możliwa i potrzebna? Autorka proponuje pytanie o to, kto pomagał papieżowi pisać ostatnie encykliki, jak też o to, kto miał na niego intelektualny wpływ.

Odnośnie zarzutów o pedofilię, autorka pyta: "Czy znał prawdę, czy może był źle poinformowany?". Do innych zarzutów nie odnosi się w ogóle. Wszelkie zarzuty wobec papieża zawarte w książce podsumowuje jednym zdaniem: "Nawet święci popełniają błędy i mają swoje grzechy".

Dla Karoń-Ostrowskiej Jan Paweł II był duchowym przewodnikiem, którego wielkość nie ulega wątpliwości. Stawianie papieżowi dobrze ugruntowanych zarzutów najwyraźniej uważa za szkodliwe, bo pisze z naganą, że "takie postawienie sprawy nie otwiera dyskusji, ale ją zamyka".

Przypuszczalnie każdy przywódca chciałby, aby komentatorzy byli wobec niego tak pobłażliwi. Ale ta łatwość usprawiedliwiania Jana Pawła II i marginalizowania jego win ma w sobie coś przerażającego.

Ukrywał pedofilów i oszustów? Błogosławił dyktatorów? Walczył z antykoncepcją w dobie HIV? Przecież to drobiazgi w obliczu jego oczywistej wielkości. Autorka recenzji nie musi wstydzić się swoich słów, wszak 94 proc. Polaków deklaruje, że Jan Paweł II jest dla nich autorytetem. Ale jak to możliwe, że wzorcem jest dla nas ktoś, kto zrobił tak wiele złego i na kim spoczywają tak poważne zarzuty?

Po co nam autorytet?

Gdyby zawarte w książce oskarżenia pojawiły się pod adresem jakiegokolwiek innego polityka czy duchownego, stałyby się przedmiotem skandalu.

Jeżeli Aleksander Kwaśniewski ukrywałby oszustów i pedofilów w swoim najbliższym otoczeniu, chroniąc ich przed wymiarem sprawiedliwości, dawno stanąłby przed Trybunałem Stanu, a już z pewnością wycofałby się z polityki.

W powszechnej opinii Ojciec Święty sytuuje się jednak ponad ziemską polityką. Jan Paweł II wciąż jest gwarantem ładu publicznego i stabilności "kompromisu" unoszącego się ponad złowrogą "wojną polsko-polską", nośnikiem wartości w czasach "nihilizmu", jednym z nielicznych Polaków, którzy osiągnęli międzynarodowy sukces, a tym samym skutecznym lekiem na nasze narodowe kompleksy.

Ale czy w demokratycznym państwie rzeczywiście potrzebne są nam takie autorytety? Bezkrytyczna aprobata poglądów papieża blokowała i wciąż blokuje poważną debatę nad wieloma problemami, utrzymując dyskryminacyjne status quo w odniesieniu do sytuacji kobiet czy mniejszości seksualnych.

Ten autorytaryzm przeniknął też do mediów, szkolnictwa, kultury masowej, parlamentu. Jest obecny w podejściu znacznej części Polaków do innych nacji, wyznacza strukturę aspiracji i przenika stosunki rodzinne. Pojawia się też w recenzji Karoń-Ostrowskiej, która odmawia zmierzenia się z niewygodnymi faktami odnośnie polskiego papieża.

Drugim elementem książki jest więc krytyka autorytaryzmu obecnego w polskim społeczeństwie. "Ojciec nieświęty" zachęca do zmiany funkcjonowania debaty publicznej: w książce pojawia się wizja dziennikarstwa jako krytycznej analizy władzy politycznej, ekonomicznej czy religijnej. Dla świeckiego dziennikarza papież nie jest autorytetem duchowym, ale przywódcą politycznym, którego działania mają określone skutki. Wydaje się, że polskiej debacie publicznej brakuje trudnych pytań i odważnych interpretacji. Laurek pod adresem autorytetów, na czele z Janem Pawłem II, mamy tymczasem aż za wiele.

Cóż mogłoby się stać, gdyby upadł pomnik narodowej świętości? Czy nastąpiłby zanik wszelkich wartości i zerwanie więzi społecznych? A może jednak poradzilibyśmy sobie bez narodowego guru? Może warto objąć krytycznym namysłem również panteon wielkich? Warto zaryzykować. Prawda czasem wyzwala.

Piotr Szumlewicz, socjolog, filozof, dziennikarz TVP, redaktor kwartalnika "Bez Dogmatu" i portalu www.lewica.pl.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.