Niech laicy nie grzebią w polskiej oświacie. Nie walmy w dzwony trwogi, nie wzniecajmy zbędnych alarmów. Polska szkoła rozwija się systematycznie a jej absolwenci w zdecydowanej większości dają sobie radę w każdej sytuacji
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zdziwił mnie artykuł Roberta Firmhofera zamieszczony w GW z dnia 19-20 maja 2012 roku pt "Uwaga, prof. Bladaczka nadciąga" a porównanie w nim obecnych absolwentów szkół do pokolenia Cimkiewiczów (cóż za górnolotność?) wprawiło mnie wręcz w osłupienie.

Praca w grupach jest bardzo częstą formą lekcji przeprowadzaną w polskich szkołach. Każda taka lekcja kończy się prezentacją poszczególnych grup. Od wielu lat wspomagają naukę komputery, tablice multimedialne, internet, programy komputerowe i bardzo duże (stale rosnące) zaangażowanie nauczycieli. Skąd stwierdzenia autora, że "nauka jest nudna"?, że "praca zespołowa stanowi bliżej nieokreśloną abstrakcję"?

Których uczniów się autor o to pytał?, czy tych, którzy wygrywają olimpiady, czy tych, którym nauka zawsze będzie przysparzać jeno tylko bolesnych wzdęć?

Ubawiło mnie pytanie: "Dlaczego uczniowie nie dzielą się rodzinnymi opowieściami na lekcjach?". Widać po nim, że p. Robert Firmhofer pojęcia o realizacji podstawy programowej z historii zbyt wielkiego nie ma.

Mając 1 godzinę tygodniowo na nauczanie historii i realizację podstawy na karku, bo to jednak święty obowiązek, opowieści rodzinne szybko do kosza by wyrzucił.

Pan R. Firmhofer by o tym wiedział, gdyby popracował trochę w szkole. Patrząc ze stołka dyrektora CN "Kopernik"na kreatywność uczniów i szkołę, która ma inspirować, można wielu rzeczy nie zauważyć. Można nie zauważyć też własnego podwórka.

Centrum Nauki "Kopernik" ma inspirować uczniów, więc nie ma tam żadnych przewodników. Taką informację uzyskałem rezerwując wycieczkę dla uczniów klas czwartych, piątych i szóstych szkoły podstawowej.

Gdy dzieci rozbiegły się po ustawicznie zajętych stanowiskach, okazało się, że znakomitym eksponatem do zwiedzania jest oszklona winda i sklepik na parterze. Nikt nie przeczytał opisów doświadczeń, gdy już się do nich dopchał. Uczniowie okazywali swoją kreatywność pytając się wokół co się z tym robi? Jeżeli nic się nie ruszało i nic nie działo, szli dalej. Jeżeli efekty były mizerne (np. ruch falowy) zostawiali wajchę i szukali nowych wrażeń. Nikt nie zapytał dlaczego?

Czy tak sobie p. Robert Firmhofer wyobraża inspirację i kreatywność uczniów szkoły podstawowej? Dzięki Bogu, że nikomu się nic nie stało.

Może wziąłem na wycieczkę niewłaściwe dzieci?, może to te, którym nauka przysparza tylko bolesne wzdęcia?

Zdecydowana większość (jak nie wszyscy) bardzo lubi chodzić do szkoły, wbrew teorii o nudnej nauce opartej chyba na niewiedzy autora. Autor powinien zadbać o swoje mocno przereklamowane podwórko. Nie wypowiadać się też o źle kształcących szkołach wszystkich typów nie mając pedagogicznego doświadczenia, czyli wiedzy o sposobach i metodach nauczania.

Ciekawe co zainspirowało p. R. Firmhofera do napisania tak nierzetelnego artykułu? Czy tylko rozmowa z ekspertami? (jakimi) czy są to własne wynurzenia?

Niech laicy nie grzebią w polskiej oświacie. Nie walmy w dzwony trwogi, nie wzniecajmy zbędnych alarmów. Polska szkoła rozwija się systematycznie a jej absolwenci w zdecydowanej większości dają sobie radę w każdej sytuacji. Ostatnie wicemistrzostwo świata w programowaniu grupowym jest tego dobitnym przykładem.

Marek Okrasiński, jest matematykiem, nauczycielem w Szkole Podstawowej nr 1 w Lubartowie z 31-letnim stażem pracy, stosujący na co dzień zaawansowane techniki IT w swojej pracy. Egzaminator ECDL, po studiach podyplomowych z kształcenia zdalnego.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem