Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z rankingu ogłoszonego przez Innovation Union Scoreboard wynika, że w 2011 r. z 27 państw Unii Europejskiej Polska była na 24 miejscu pod względem innowacyjności.

Uważam, że jedną z ważniejszych przyczyn takiego stanu rzeczy jest kondycja polskiego systemu edukacji.

Zgadzam się z tezą tekstu Roberta Firmhofera - "Uwaga! Prof. Bladaczka nadciąga" , że "Polskie szkoły, od podstawowych do wyższych, źle kształcą. Wychowują ludzi roszczeniowych, którzy nie potrafią się rozwijać, współdziałać w grupie, nie są twórczy..."

Diagnoza

Są dwa priorytety współczesnej polskiej szkoły: udokumentowanie realizacji podstawy programowej i przestrzegania prawa oświatowego, zdobycie jak najwyższego miejsca w rankingu, którego głównym kryterium są wyniki zewnętrznych testów, olimpiad i konkursów przedmiotowych.

Te priorytety warunkują wymagania stawiane nauczycielowi. Ma on przede wszystkim realizować program nauczania swojego przedmiotu. Musi znać podstawę programową i mieć merytoryczne przygotowanie z nauczanej przez siebie dziedziny nauki. Oczekuje się też od niego, że wyćwiczy u wszystkich uczniów umiejętność rozwiązywania zewnętrznych testów, a tych najzdolniejszych - przygotuje do walki o najwyższe miejsca w olimpiadach i konkursach przedmiotowych. Nauczyciel wchodząc do klasy chce więc "realizować program".

Chce też mieć jak najwięcej uczniów posłusznych, uważnych i reagujących na polecenia, żeby móc ten cel osiągnąć. Jeśli nie może go osiągnąć, uważa, że główną przeszkodą są uczniowie.

Bo ktoś myśli zbyt wolno. Ktoś inny - zbyt szybko. Ktoś łatwo się dekoncentruje, a ktoś inny może rozmawiać, bo i tak pamięta, co powiedział nauczyciel. Ktoś jest arogancki, ktoś bez końca dyskutuje, ktoś inny chowa się za plecami kolegi i nie chce się zaangażować. Nauczyciel gniewa się więc, denerwuje. Nie wie, jak ma pracować.

I albo staje się nadmiernie surowy, wprowadza żelazną dyscyplinę, która ma ten minus, że zupełnie paraliżuje wrażliwszych uczniów, albo macha ręką i przyjmuje zasadę - kto chce, niech słucha. Jak nie słucha, będzie ukarany złą oceną. W jednym i drugim przypadku lekcja jest zmarnowanym czasem dla części uczniów.

Co powinniśmy zrobić, żeby poprawić polski system edukacji...

Uczyć się, aby być

Po pierwsze - i tu znów zgadzam się z Robertem Firmhoferem - przypomnieć sobie, że celem kształcenia, celem pracy szkoły powinien być rozwój ucznia, a także - kształtowanie postaw. "Ostatecznym celem edukacji powinno być spełnienie jednostki, która uczy się, aby być." Po drugie - stale ulepszać zewnętrzne testy, tak by sprawdzały szersze spektrum kompetencji, w tym np. pisanie kreatywne, samodzielne myślenie. Po trzecie - zmienić sposób kształcenia nauczyciela.

Nauczyciel nie może być tylko specjalistą ze swojej dziedziny, znającym sposoby planowania lekcji, nastawionym jedynie na "realizację programu".

Nauczyciel, żeby być skutecznym, musi mieć kompetencje coach'a , musi umieć zarządzać grupą, docierać do każdego ucznia inaczej, indywidualizować i różnicować podejście, w zależności od potrzeb, a przede wszystkim - musi umieć motywować do wysiłku, włączać pozytywne emocje do procesu kształcenia-kształcenia się.

Musi wiedzieć, że sam jest odpowiedzialny za to, że jego uczniowie nie są zmotywowani do nauki i że - narzekając na nich w pokoju nauczycielskim - przyznaje się do braku profesjonalizmu.

Nie marnować życia w szkole

Musi wiedzieć, że niezmotywowany uczeń to taki uczeń, który nie odnosi sukcesów. Bez indywidualizowania pracy z uczniami, bez powiązania poziomu wymagań z poziomem możliwości nie ma zmotywowanej, dobrze pracującej klasy.

Musi pamiętać, że jeśli sam nie jest zaangażowany w swoją pracę, jeśli nie okazuje zapału, radości, entuzjazmu i optymizmu w trakcie prowadzenia lekcji i kontaktu z uczniem, to też nie może oczekiwać zapału ze strony swojego podopiecznego.

Nie może też zapominać, że nie wystarczy samo szkolne prawo - statut szkoły, nie wystarczą same kary i nagrody, gdyż dla ucznia ważniejsze jest, KTO i w jaki sposób nagradza i wymierza kary.

Ogromny procent młodych Polaków marnuje w szkole swoje życie, utrwala brak motywacji do jakiejkolwiek aktywności, traci wiarę we własne możliwości, a naukę traktuje jako zło konieczne. Ci, którzy osiągają edukacyjny sukces, też niekoniecznie rozwijają swoje talenty, swoją indywidualność. Myślą raczej o osiąganiu jak najlepszych wyników niż o rozwijaniu pasji i zainteresowań. Traktują naukę w szkole jak walkę o pozycję w świecie.

Korekta sposobu kształcenia nauczycieli

Stało się tak, że nikt nie myśli o rozwijaniu niezależnych poglądów, indywidualnych predyspozycji, nowego spojrzenia na uznane prawdy. Nie myślą o tym ani nauczyciele, ani uczniowie, ani ich rodzice. Wszyscy zdają się zapominać, że sensowne zdobywanie wiedzy to bardziej wędrówka niż cel, bardziej eksperyment niż przyswajanie definicji, bardziej poszukiwanie niż wiara w aksjomaty. Skąd więc ma się wziąć społeczeństwo kreatywne i innowacyjne...

Tradycje mamy dobre - przed 1939 rokiem byliśmy wśród europejskich państw w czołówce pod względem innowacyjności. Wydaje mi się, że nawet drobna korekta sposobu kształcenia nauczycieli, polegająca na wprowadzeniu warsztatów coach'ingu, zarządzania grupą kosztem godzin teoretycznych zajęć z psychologii, pedagogiki i metodyki, przyniosłaby pozytywne rezultaty.

Hanna Buśkiewicz-Piskorska, dyrektor Monnet International School

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.