Prof. Cellary deprecjonuje nauki humanistyczne i społeczne. Powiem wprost: napuszcza.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ciężko przejść obojętnie obok poglądów prof. Wojciecha Cellarego o uniwersyteckiej humanistyce oraz istoty człowieka w rozmowie z Wojciechem Staszewskim "Jak przeżyć w świecie bez etatu" (GW, 12-13 maja). Przeczytałem tę rozmowę z, ujmując łagodnie, niedowierzaniem.

Spodziewałem się rzetelnej, obiektywnej analizy sytuacji szkolnictwa wyższego, a otrzymałem promocję własnej uczelni i profesji profesora, naznaczoną pogardą dla Innych.

O kwestiach dotyczących ryzyka we współczesnym świecie, czy mobilności zawodowej, o których mówi tak jakby odkrywał Amerykę, "nieużyteczni" socjologowie pisali już dawno, czyniąc to jednak z perspektywy bardziej humanistycznej, ludzkiej.

Prof. Cellary deprecjonuje nauki humanistyczne i społeczne. Powiem wprost: napuszcza. "Socjolog to brzmi dumnie - kiedyś socjologów można było policzyć na palcach jednej ręki. Ale 100 tysięcy socjologów? Ile każdy Polak musiałby zamawiać badań socjologicznych i płacić za nie, aby 100 tys. socjologów miało godziwe pensja?" Pyta profesor.

Odpowiadam. Socjologia to nie same ankiety. Nie wiem skąd takie przypuszczenie. Socjologia, którą znam, uczy m.in. komunikacji, społecznych kompetencji (i tych do wynajęcie także), pracy w zespole, a i kładzie nacisk na to, aby nie być w myśleniu posłusznym, uczy rozumienia mechanizmów współczesnego świata, uczy kultury organizacyjnej opartej na zaufaniu, której tak brakuje. Nie wiem, gdzie studenci uczą się tylko "czystej socjologii", cokolwiek miałoby to znaczyć; wiem natomiast, że jest dokładnie inaczej niż twierdzi Cellary, coraz więcej jest tu interdyscyplinarności i umiejętności.

A polonistyka? Też się jej dostaje. Po co produkować tylu polonistów, twierdzi profesor, skoro nie zostają wielkimi pisarzami? A jest niż demograficzny i jako nauczyciele też nie będą zatrudniani. Dawno nie spotkałem się z takim naznaczaniem innych profesji i to w najbardziej stereotypowym rodzaju. Socjolog to ten, który robi ankiety, polonista to wielki pisarz. Nie wiem czy to zamierzona złośliwość, bagatelizowanie, czy kolejny głos, który ma na celu wycięcie jednego płuca, kosztem drugiego. Tyle, że z jednym (technicznym) będziemy mieli problemy z oddychaniem, w końcu organizm będzie niedotleniony i obumrze. Może o to chodzi w tym antagonizowaniu?

Świat prof. Cellarego, z Internetem Rzeczy na czele, to dla mnie dość kuriozalna przyszłość. Nie wiem czy chciałbym żyć w takim stechnicyzowanym świecie. Marzenie Cellarego jest moim koszmarem, to człowieka świat odczłowieczony, bezwolny; a jednak profesor śniąc futurystyczny sen, domaga się odpowiedzialności, oceny ryzyka, i innych społecznych kompetencji.

W tym świecie nie ma miejsca dla nikogo spoza branży profesora. Nie wiem skąd wie profesor, że socjologowie oburzają się (i czemu znowu oni?), gdy nie są zatrudniani na kontrakt?

Socjolog może pracować w różnych zawodach, jest coraz lepiej do tego przygotowywany. Socjologia, między innymi, daje możliwość dogłębnego oglądu rzeczywistości i orientacji na społecznym morzu, pełnym raf i śmieci. Czy to jest całkowicie bezużyteczna wiedza? Łatwo ferować wyroki komuś, kto ma ciepłą posadę (posady) na państwowym etacie (etatach), jest objęty ochroną, "nie martwi się czy to, co zrobię, się sprzeda, czy nie. Chce regularnie dostawać pieniądze, bo musi jeść".

Czytam następne zdania i oczom nie wierzę. Dalej mówi Cellary, że człowiek musi być użyteczny (mocno to podkreśla w paru miejscach wywiadu), a gdy nim nie jest, czy być przestaje, można powiedzieć za Zygmuntem Baumanem, iż staje się gotowym produktem "NA PRZEMIAŁ". Socjolog, polonista, pedagog, czy może po prostu starszy człowiek, czy niepełnosprawny jest nieużyteczny, to po co ma żyć?

W najnowszej historii więcej znajdziemy nieużytecznych i to całe grupy i narody. Ja upominam się o nieużyteczność i nieużytecznych, przez Cellarego wykluczanych, bo niefunkcjonalnych. Czy jest coś nieurynkowione, czy uniwersytety i akademie muszą stać się funkcjonalnymi przedsiębiorstwami? Naprawdę to jest postęp? Czy zaprogramowany przez informatyka chip w bucie pacjenta to postęp? Czy może to już społeczeństwo (odczłowieczonych, bezmyślnych) miękkiego nadzoru?

Człowiek to ten, wedle Cellarego, który wiedzę potrafi przełożyć na aplikacje komputerowe, a jeszcze lepszy jest człowiek, który to potrafi sprzedać. Jeśli tego nie potrafi, to znaczy, że nie nabył stosownych "umiejętności zachowania się w nowych warunkach". A godne życie? pyta Staszewski o godność osobistą? Profesor odpowiada bez wahania: "Godne życie jest wtedy, kiedy jesteśmy komuś potrzebni. Kiedy robimy coś dla innych ludzi, którzy chcą to coś od nas kupić". Pozostawiam bez komentarza, bo aż strach dopowiadać.

Koniec wywodów profesora to czysty dziewiętnastowieczny darwinizm. Studia w rozumieniu Cellarego z prawdziwym studiowaniem nie mają nic wspólnego. Gloryfikowanie inżynierów wszelkiego rodzaju jest dla mnie niczym innym jak powrotem do zlikwidowanego systemu szkolnictwa zawodowego. Bo studiowanie, które zmierza do produkowania nowej generacji technicznych fachmanów z prawdziwą, dyskursywną nauką nie ma wiele wspólnego. Czy sukcesem polskiej nauki będzie produkcja ludzi-trybików, którzy wiedzą jak, ale niekoniecznie po co, w jakim celu i z jakimi konsekwencjami. W przyrodzie musi być równowaga. W nauce także.

Człowiek nauki, bez względu na to jaką konkretnie reprezentuje dziedzinę, nie może patrzeć na rzeczywistość fragmentarycznie - a takim spojrzeniem jest opiewana przez Cellarego postawa "inżynieratechnologaspecjalisty".

Gdyby Oppenheimer, będący niewątpliwie wybitnym przedstawicielem nauk ścisłych, reprezentował tok myślenia prof. Cellarego to rozpływałby się w zachwytach nad potencjalnymi możliwości jakie daje bomba wodorowa, wszak wystarczy wcisnąć jeden guzik i można wyburzyć pół świata. Nie zastanawiałby się nad etycznym wymiarem swoich odkryć i ich konsekwencjami, ponieważ to czysta humanistyka, która jest niczym więcej jak stratą czasu. Nie poczuwałby się do odpowiedzialności za Hiroszimę i Nagasaki, które byłyby tylko nieuniknionymi ofiarami na rzecz użyteczności postępu fizyki.

Oby któregoś dnia ranne papucie prof. Cellarego podłączone do Internetu Rzeczy nie zaczęły decydować za niego o tym, dokąd pójdzie.

dr Ireneusz Jeziorski, socjolog, antropolog kultury, adiunkt w Katedrze Socjologii Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem