Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Jestem adiunktem na Wydziale Leśnym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Poza pracą naukową prowadzę zajęcia z fizjologii roślin drzewiastych i botaniki leśnej. Przedmioty wdzięczne i piękne.

Pochodzę z rodziny nauczycieli i dydaktyka jest dla mnie nie tylko bardzo wymagającym elementem pracy, ale też doświadczeniem dostarczającym mi po prostu sporo radości. Jednakże wielokrotnie, mimo najczystszych moich intencji, zabiegów, "gimnastyki" przed tablicą, pokazami eksperymentów - studenci ożywiają się wtedy, gdy wtrącę informację "to może być na kolokwium". A przecież, to pierwszy rok studiów, które sami wybrali (ups, przepraszam, obecnie przecież to komputer wybiera). W takich ciężkich chwilach, kiedy opowiadam o życiu drzew, a studenci mają to kompletnie gdzieś, cytuję w głowie Adasia Miauczyńskiego z "Dnia Świra" w scenie lekcji języka polskiego: "Szukam choćby tych jednych słuchających oczu. Jest. Są tuż przede mną!" Tak, są, albo raczej zdarzają się. Dlaczego, do diabła, tak mało?

Studenci mają fantastyczną, uczelnianą bibliotekę, kapitalny dostęp do zbiorów naukowych świata, wprost z pokojów w akademiku, otwarty ogród botaniczny. I co?

Nie korzystają z tego, ani trochę! Gdy przed kolokwium zaoferowałam im dodatkowe, poza moimi obowiązkami zajęcia - na sali dydaktycznej z zielnikami, by jeszcze raz im wszystko przedstawić, - przyszła garstka, bez entuzjazmu.

A co robią studenci?

Najchętniej kopiują, gromadzą wiedzę, bezmyślne ctrl+c i ctrl+v - byle bezboleśnie. Ksero, fotografie slajdów z prezentacji, przed egzaminem ksero zredagowanych arkuszy ściąg. Wystarczy tylko pociąć w paski. Ściągi mają spis treści. Najwygodniej jednak pisać egzamin ze słuchawką w uchu. gdy ktoś do niej dyktuje naturalnie. No i ta błoga pewność, rozleniwiająca, że będzie przecież poprawka, a potem pewnie i jeszcze jedna i może jeszcze jedna.

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest kretyński system edukacji od 6-latka po magisterium. Dzieciaki w szkole podstawowej uczą się zdać testy, a w średniej zdać maturę. Przychodzą na studia i chcą zdać kolokwium. Na pasję miejsca nie ma. Na studiach jednak jest problem, bo trzeba myśleć i wnioskować. Dochodzi do absurdów w pracach, gdy pytamy o wnioski z doświadczenia dotyczącego pewnego aspektu np. fotosyntezy, to czytamy skopiowane ze ściągi kompletne teksty zaczynające się od "Fotosynteza to.".

Brak chęci, zainteresowań i pracy nad sobą powoduje, że studiowanie to dziś męka. Studenci tracą czas, bo po prostu nie uczą się, nie nabierają nowych umiejętności, nie idą pod prąd, są chowani pod kloszem uczelni, która potem wypluwa ich na drapieżny rynek. My też przeżywamy katusze, poniżamy się, przetrzymując ponad połowę leniwych dzieci, bo przecież dofinansowanie uczelni zależy od liczby studentów. Z ręką na sercu mówię, że jestem pierwsza, by większość studentów skreślić. Nie mogę. Obniżamy poziom, z roku na rok. Byle byli. Nasze ministerstwo z nas kpi.

Marzą mi się studenci chętni do pracy, ciekawi świata, tacy, którzy poszerzają swoje horyzonty i zdolności by móc je wykorzystać w przyszłej pracy. Człowiek, który potrafi szybko się uczyć, rozwiązywać problemy wg swoich umiejętności, na rynku nie zginie.

Obecni absolwenci czekają na oferty pracy, a przecież nawet biblia studentów - Wikipedia (Wikisłownik) mówi jasno - magister oznacza mistrz (dawniej dowódca, dyrektor, komendant), a nie pracownik w typie - "ostatecznie będę pracował, tylko powiedz mi co mam robić".

Możliwości podczas studiowania jest tak wiele: wspaniale otwarta nauka tuż na wyciągnięcie ręki, tanie, internetowe kursy języków obcych, staże w kraju i zagranicą, czy może i pierwsze próby we własnym biznesie, konkursy na innowacyjne pomysły itp. Tylko, że studenci z całej tej palety najchętniej wybierają trzecie darmowe piwo. A potem przecież musi być winny, ktoś, coś, recesja, system. byle nie ja.

dr inż. Urszula Zajączkowska, Wydział Leśny, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.