To było dawno, dziecko jest teraz dorodną babą, zdrowo wygląda, więc w czym problem? Proponuję, aby każdy, kto problemu nie widzi, uruchomił wyobraźnię.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Piszę w odpowiedzi na artykuł o księdzu z Tylawy i tuszowaniu jego sprawy przez hierarchów.

Otóż przełożeni księży zachowują się, jakby chcieli powiedzieć: przecież nic się nie stało, nie będziemy człowiekowi łamać kariery, bo podotykał jakieś dziecko czy nawet kilkoro. To było dawno, dziecko jest teraz dorodną babą, zdrowo wygląda, więc w czym problem?

Proponuję, aby każdy, kto problemu nie widzi, uruchomił wyobraźnię.

Wyobraź sobie, że jesteś wesołym, miłym dzieckiem. Któregoś dnia ktoś zamyka cię w klatce. Tak po prostu, zamyka i patrzy, jak próbujesz się wydostać. Prosisz: wypuść mnie. Wołasz o pomoc, ale nikt nie słyszy. Mówi, że sobie tę klatkę wymyśliłeś, spróbuj się komuś poskarżyć, nikt nie widzi, nie uwierzy ci. Ale dlaczego mi to robisz? Dla ciebie to robię. Przecież się tobą zajmuję, to wszystko dla twojego dobra. Nie robię ci krzywdy. Boli cię? Nie. No może trochę, ale to twoja wina, jakbyś się nie szarpał, to by nie bolało.

Ma rację, myślisz. Życie jakoś się toczy, wychodzisz, rozmawiasz z ludźmi, ale oni są jakby za szybą, w innym świecie. Nie wiedzą, że codziennie wracasz do klatki. Że musisz zostać ukarany. Jesteś zły, to nie ulega wątpliwości. Powinieneś się cieszyć, że ktokolwiek się o ciebie troszczy. Musisz być zły, skoro cię zamknięto, nie ma innego wytłumaczenia. Nie tylko na to zasłużyłeś, ale sam o to prosiłeś.

Mówisz, że jest obrzydliwie, brudno, ciemno? Nie, wszyscy tak mają. Boisz się? Nie ma czego, masz urojenia, to nie jest żadna krzywda. Po roku, dwóch święcie wierzysz, że nie ma życia na wolności. Że ty się mylisz we wszystkim, jesteś głupi i zły, a on ma rację.

Może jakaś tam wolność istnieje, ale nie dla ciebie. Ty nie zasługujesz. Wszystko to jest twoją winą. Po kolejnych kilku latach oprawca zapomina o klatce z tobą w środku, tobie udaje się wydostać, ale co z tego? Co masz robić? Dokąd iść? Jak żyć na wolności? Jesteś niewidoczny, tyle lat siedziałeś w zamknięciu, że nie umiesz najprostszych rzeczy, nie umiesz rozmawiać, umiesz tylko się bać.

Najchętniej wróciłbyś do swojej nory. Na zewnątrz nie ma życia. Boisz się nawet wyjść po zakupy, odezwać do kogoś, nie wspominając o życiu towarzyskim, studiach i podobnych rzeczach z innego świata. Jesteś zaszczuty. Przez większość życia zachowujesz się jak zwierzę, uciekasz, jeśli masz szczęście, nowy pan cię złapie i się tobą zajmie.

Tak się czuje dorosły wykorzystany w dzieciństwie. Jest nikim. Jest dziki i bezwolny. Żyje w panice, że coś strasznego zaraz się wydarzy, nie zna dnia bez strachu. A jeśli się wydarzy, to z jego winy.

I naprawdę dziecko nie musi siedzieć latami zamknięte w piwnicy, być bite czy okaleczane. Wystarczy dotykać, wtykać i lizać, kiedy ono nie rozumie, wie tylko, że dzieje się coś złego, ale nie umie tego nazwać. Znajduje jedyne logiczne wyjaśnienie, że to jego wina i że w pełni zasłużyło. Nie ma prawa do własnego ciała, musi je dać każdemu, kto zechce. Po 20, 30 latach uczy się jakoś żyć, ale nie przestaje się bać.

Mógłby to ktoś tym panom wytłumaczyć? Niech odsuną sprawców od dzieci i od dorosłych ofiar. Chociaż tyle.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Roman Imielski poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    To nie wyobraźnię trzeba uruchomić, lecz współodczuwanie... :(
    już oceniałe(a)ś
    1
    0