Cenię sobie publicystykę Krzysztofa Vargi, mimo że gdy pisze o religii, nasze drogi się rozchodzą - pisze ks. Jacek Prusak. - Jeśli teiści podejmują dyskusję z ateistami, niech nie powołują się na biblijne opowieści, tylko racjonalnie odpowiedzą na pytania stawiane im przez ateistów - pisze Michał Osypowicz
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wiara jest być może ostatnią deską ratunku przed potwornością tego świata. Ale deską nabitą gwoździami - napisał w "Magazynie Świątecznym" Krzysztof Varga ("My, ateiści", 4-5 lutego). Powołał się na argumenty zawarte w książce "Dlaczego jesteśmy ateistami": skoro Bóg jest wszechmocny i miłosierny, czemu pozwala, by ludzie tak bardzo cierpieli? Jeżeli naprawdę istnieje, czemu nie robi nic, aby zlikwidować głód, wojny, katastrofy? Czemu ludzie mordowali i mordują innych w imię religii? To religia sprawia, że dobrzy ludzie robią złe rzeczy - pisał Varga.

Odpowiadał mu teolog Konrad Sawicki: racjonalny ateizm nie jest tak groźny dla chrześcijaństwa, jak chce Krzysztof Varga. Nie boimy się racjonalnych ateistów, a szczególnie takich, którzy piszą świetne książki. Od samego początku Kościoła - odkąd prawie wszyscy apostołowie uciekli spod krzyża, na którym umierał Jezus, a Piotr wyparł się trzykrotnie mistrza - największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa są sami chrześcijanie.

Anna Connolly pisała: W obliczu straszliwego świata przekonać kogoś o istnieniu Boga może tylko doświadczenie Go bądź uwierzenie komuś, kto Go doświadczył: Mahometowi czy Jezusowi. Na mnie największe wrażenie wywarł Jezus, dlatego jestem chrześcijanką.

Wiara religijna była (i jest) nadużywana do niecnych celów i nie ma na to usprawiedliwień. Jednak jej istota - przeświadczenie, że ostatecznie zwycięży miłość - nie jest naruszona przez to, że ludzie błądzą i grzeszą (oba teksty w "Magazynie Świątecznym" 11-12 lutego).

Oto następne głosy

Religia nie musi być katastrofą

Cenię sobie publicystykę Krzysztofa Vargi, mimo że gdy pisze o religii, nasze drogi się rozchodzą. Powód jest oczywisty: on jest ateistą, a ja teistą. Czy zionie między nami przepaść?

W obszernej recenzji wydanej niedawno przez wydawnictwo Czarna Owca książki "Dlaczego jesteśmy ateistami" publicysta "Gazety" formułuje swoje ateistyczne credo. Uważa siebie za "spokojnego, racjonalnego ateistę", którego "na równi z bredniami biskupów mierżą popisowe ataki nie tylko na Kościół, ale i na religię. Jestem bowiem jednym z tych - pisze - którzy będąc ateistami, nie odmawiają wierze miejsca we współczesnym świecie oraz, a może nade wszystko, doceniają epokowy wpływ wiary chrześcijańskiej na rozwój naszej kultury w ciągu ostatnich ledwie dwóch tysięcy lat. Co nie osłabia mojego ateizmu. Mówiąc krótko: Msza h-moll Bacha - tak, kazanie biskupa Michalika - nie".

Panie Krzysztofie, w Credo nie ma żadnego artykułu odnoszącego się do wiary w biskupów, abstrahując od ich nazwisk i kazań. Niechęć do bp. Michalika nie jest żadnym racjonalnym uzasadnieniem dla ateizmu. Można się z nim zgadzać bądź nie, nie przestając być teistą, a nawet katolikiem. On sam zresztą nigdy nie sprowadził swojej roli biskupa i przewodniczącego Episkopatu do rangi "polskiego papieża", któremu z racji funkcji przysługuje nieomylność.

Podobnie banalne wydają mi się zastrzeżenia dotyczące myślenia magicznego osób widzących w szczęśliwym lądowaniu boeinga 767 na Okęciu wpływ włosów Jana Pawła II czy w uzdrowieniu Roberta Kubicy wpływ kropli krwi polskiego papieża. Mimo że są to relikwie, w żadnym z tych przypadków Kościół nie potwierdził "cudu". Prywatna wiara w orędownictwo świętych nie dyskredytuje chrześcijaństwa ani nie potwierdza trafności tego typu atrybucji.

Bliskie jest mi przekonanie, że bez rozumu jesteśmy zgubieni, ale to nie rozum jest w nas ostatecznie tym, co najbardziej fundamentalne. Racjonalistyczne mity istnieją tak samo jak religijne. Wiele świeckich mitów to nic innego jak "wypatroszona wersja świętych pierwowzorów". Jednym z nich jest przekonanie, że "ludzie myślący" prędzej czy później dojdą do jedynie słusznego przekonania, że "niewiara w takiego Boga, którego religie monoteistyczne od stuleci usiłują sprzedać ludzkości, jest absolutnie uzasadniona" (cytat ze wstępu omawianej przez pana książki).

Nie sądzę, aby równie oczywistym argumentem za ateizmem przeciwko teizmowi było odrzucenie agnostycyzmu. Pisze pan: "Nie jestem agnostykiem, bo agnostycyzm to postawa podejrzanie bezpieczna, trzecia strona medalu, a medal może mieć tylko dwie strony: teizm i ateizm; tertium non datur".

Nie wiem, jak to jest być "w skórze agnostyka", bo nim nie byłem i nie jestem. Kiedy jednak czytam na wpół biograficzną książkę Johna Humphrysa "Bóg, w którego wątpimy" (PIW, 2011, przekład Bogumiły Malareckiej), nie mam takiej śmiałości jak pan w jednoznacznym przekreśleniu intelektualnej i etycznej uczciwości ludzi uważających się za agnostyków. "Te miliony wątpią - pisze Humphrys - co je prawdopodobnie nieco zawstydza. Choć wątpić, czyli zajmować pozycję między wiarą a niewiarą, to wygodna opcja, czyż nie tak? Nie, nie tak. Wręcz przeciwnie". Wierzę mu, bo nie może on wrócić do swej wiary utraconej w imię tych racji, dla których pan określa siebie jako ateistę. Podobnie o swoim lewicowym agnostycyzmie pisze Terry Eagleton ("Rozum, wiara i rewolucja. Refleksje nad debatą o Bogu", Wydawnictwo UJ, 2010, przekład Wojciecha Usakiewicza).

Wierzę w uczciwość agnostyków także dlatego, iż spotkałem takich, którzy chcieliby wierzyć, a nie mogą. Uważają się więc za ateistów, a mnie się wydaje, że wierzą, tylko nie są religijni. Nie potrafią bowiem uwierzyć w Boga, którego sami potrafią sobie stworzyć, albo nie chcą stać się religijni z lęku przed śmiercią czy nieszczęściem ich bliskich.

To jest wiara bez zabezpieczeń i bez "kościelnych certyfikatów". Żeby stała się chrześcijańską, potrzebna jest łaska uwierzenia w to, czego ateiści nie potrafią zrozumieć, że także Bóg cierpiał, ale na tym się nie skończyło. To jest chrześcijańska odpowiedź na pytanie o "bezsilność" Boga wobec cierpienia i jego obecność w świecie.

Domaganie się od Boga, "żeby się ujawnił", jest nie tylko "nieznajomością historii", ale nieznajomością chrześcijaństwa. Bóg się już nie może bardziej ujawnić. Teiści nie wierzą w reinkarnację, a chrześcijanie w to, że Jezus był tylko awatarem.

Jak dosadnie ujął to Eagleton, "nagim symbolem kondycji ludzkiej jest ten, który głosił miłość i sprawiedliwość, a za swe wysiłki został zamordowany. Najważniejszą traumatyczną prawdą w historii ludzkości stanowi okaleczone ciało". Rozumiem, że są monoteiści, którzy w tę historię nie wierzą. Ateiści nie są jednak oryginalni, nie mogą żyć bez teistów, bo inaczej ich przekonania same stają się religią. Jak można wiedzieć, że "Bóg nie istnieje", jeśli "wiedzieć" oznacza w tej wypowiedzi tyle samo, co wiedzieć, że autorem tego tekstu jest Jacek Prusak?

"Deską nabitą gwoździami" jest nie tylko wiara, ale i ateizm. Również po nim wyciągamy gwoździe obmyte krwią niewinnych istot ludzkich. Literatury na ten temat nie brakuje. Nie ma potrzeby licytować się ludzką krzywdą. Ostatnią deską ratunku dla świata jest niesprowadzanie Boga do roli totemu dla jakiegokolwiek fundamentalizmu posługującego się bałwochwalczym pojęciem Boga jako bardzo wielkiej i wpływowej istoty.

Ponieważ obaj się z tym zgadzamy, teizm i ateizm łączy wiara, że Bóg, którego jesteśmy w stanie sobie wymyślić i który "wszystko może", nie jest Bogiem, tylko idolem. Skoro tak, nasza przyszłość nie musi być oparta na zabobonach ani uprzedzeniach. Inaczej gwoździe dalej będą w cenie, gdyż w "ratowaniu świata" będziemy chcieli wyręczyć Boga.

Jeśli rację ma francuski filozof i antropolog René Girard, gdy mówi, że każde społeczeństwo jednoczy się w znajdowaniu kozła ofiarnego, na którego zrzuca swój strach i nienawiść, to jako chrześcijanin przyjmuję inną perspektywę. Ujął ją trafnie amerykański teolog James Alison: "Bóg zajął miejsce naszej ofiary, po to, aby nam pokazać, że nie musimy już szukać ofiar". Niekoniecznie więc religia musi być katastrofą, jak twierdzą rzecznicy "laickiego humanizmu". ks. Jacek Prusak - jezuita, psychoterapeuta, współredaktor "Tygodnika Powszechnego"

Teiści, bądźcie racjonalni

Po artykule Krzysztofa Vargi na temat ateizmu redakcja zamieściła odpowiedzi teistów. Niestety, nie odnoszą się one w ogóle do głównych argumentów na rzecz ateizmu, jakie przytoczył autor w ślad za książką "Dlaczego jesteśmy ateistami". Skupiają się na takich kwestiach, jak dlaczego jestem chrześcijaninem czy dlaczego ateiści tak, a nie inaczej postrzegają chrześcijan i religię. Dla mnie jest to typowa ucieczka teistów od istoty problemu, strach przed konfrontacją z bardzo mocnymi argumentami na rzecz ateizmu.

Otóż teiści nie potrafią odpowiedzieć na najważniejszy, moim zdaniem, zarzut, argument, który wykazuje nieracjonalność wiary i brak w niej logiki. Powtórzę za Russellem Blackfordem, współautorem książki "Dlaczego jesteśmy ateistami":

Twierdzenia: Bóg jest wszechmocny i wszechwiedzący, Bóg jest doskonale dobry; istnieje zło na świecie, wykazują logiczną i formalną sprzeczność w wierzeniach religijnych. I żaden teista na razie w sposób racjonalny nie rozwiązał tej sprzeczności. Przecież jeżeli przyjmiemy, że Bóg jest wszechmocny i doskonale dobry, to z logicznego i racjonalnego punktu widzenia nie jest możliwe zło.

Teiści pięknie piszą o wierze, o tym, jaki powinien być chrześcijanin, natomiast nie potrafią się ustosunkować do zarzutu, jak to jest, że wszechmogący i nieskończenie dobry Bóg dopuszcza do zła na świecie. I nie chodzi mi o zło typu, że jeden człowiek pobił kogoś czy coś ukradł innemu człowiekowi, tylko o niemal niewyobrażalne zło, jakie się działo i dzieje. Na przykład zło Holocaustu. Jak wszechmocny i doskonale dobry Bóg mógł dopuścić do wymordowania ponad 6 mln ludzi (w tym przynajmniej kilkudziesięciu tysięcy niemowląt) tylko dlatego, że byli Żydami?

Przywołany przez Annę Connolly argument odwołujący się do biblijnej historii Hioba, który ujrzał i doświadczył Boga i przestał złorzeczyć na swoje cierpienie, odrzucam. Jest to historia opowiedziana z punktu widzenia Boga, Szatana i Hioba. A gdzie jest w niej perspektywa pierwszej żony Hioba i jego dzieci z pierwszego małżeństwa? Czy ktoś się pytał ich o zdanie, kiedy Bóg spowodował ich śmierć w wyniku głupiego i dziecinnego zakładu z Szatanem?

Odrzucam też argument o niezbadanej tajemnicy Boga, o tym, że nie jesteśmy w stanie zgłębić jego planów, które mają głębszy sens. Mam z pokorą przyjmować brak ingerencji Boga w zło na świecie, ponieważ ma on jakieś tajemnicze plany? Jeżeli tak jest, to znaczy, że nie jest doskonale dobry.

Nie jestem wojującym ateistą. Jeśli ludzie chcą, niech wierzą, ich sprawa. Tylko jeśli podejmują dyskusję z ateistami, niech nie ubolewają nad tym, dlaczego znowu ktoś ich rozumie. I niech nie powołują się na biblijne opowieści, tylko racjonalnie odpowiedzą na pytania stawiane im przez ateistów. Michał Osypowicz

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    To jest wiara bez zabezpieczeń i bez "kościelnych certyfikatów". Żeby stała się chrześcijańską, potrzebna jest łaska uwierzenia w to, czego ateiści nie potrafią zrozumieć, że także Bóg cierpiał, ale na tym się nie skończyło. To jest chrześcijańska odpowiedź na pytanie o "bezsilność" Boga wobec cierpienia i jego obecność w świecie. Domaganie się od Boga, "żeby się ujawnił", jest nie tylko "nieznajomością historii", ale nieznajomością chrześcijaństwa. Bóg się już nie może bardziej ujawnić. Teiści nie wierzą w reinkarnację, a chrześcijanie w to, że Jezus był tylko awatarem. W przeciwieństwie do wielu innych wierzących pan próbuje się wykpić od pytania o bezczynność boga w obliczu zła i cierpienia mówiąc "on nie jest wszechmocny". Myśli pan że to załatwia sprawę? I na tym polega różnica między teistą i ateistą. Teista myśli, a ateista myśli logicznie. Pan zakłada że bóg nie jest wszechmocny i uważa że to wszystko wyjaśnia. Naprawdę? Czyli chce pan powiedzieć że istota, która była w stanie stworzyć wszechświat ze wszystkimi jego elementami, stworzyć ziemię (i zapewne wiele jej odpowiedników) ze wszystkimi żywymi organizmami i ich niemal niewyobrażalną złożonością, wszystkimi zależnościami między nimi.... stworzył góry, oceany, morza, słońce, chmury , deszcz i sprawił że to wszystko razem działa, chce pan powiedzieć że ta istota nie jest wszechmogąca? Osoba która słowem sprawiła że stało się światło nie jest w stanie sprawić by nie wybuchła jakaś tam wojna? Przecież to absurd. Jeśli zagłębimy się w zależności między historiami biblijnymi i wyobrażeniami o bogu to prędzej czy później zatrzymamy się oczywistych sprzecznościach i pytaniach na które nie da się odpowiedzieć inaczej niż wykazując absurd w koncepcji istnienia biblijnego boga.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Pisze pan że ateizm to wiara że bóg nie istnieje. Pyta pan - Jak można wiedzieć, że "Bóg nie istnieje", jeśli "wiedzieć" oznacza w tej wypowiedzi tyle samo, co wiedzieć, że autorem tego tekstu jest Jacek Prusak? Proszę pana posłużę się tutaj definicją z Wikipedii "Wiara religijna – pogląd, który - przy obecnym stanie wiedzy naukowej - nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości." Wiara w tym wypadku polega na tym iż uważamy że coś jest prawdą i ma/miało miejsce/istnieje, choć nie znajdujemy na to potwierdzenia w otaczającym nas świecie. W przypadku kościoła katolickiego osoby wierzące uważają np. że możliwe jest by ktoś ożył i wstał z grobu, uzdrawiał chorych cudowną mocą, potrafił chodzić po wodzie, zamieniać wodę w wino i robić wiele innych niespotykanych dziś rzeczy. Ateista obserwuje swoje otoczenie, czyta na ten temat, poznaje świat w którym żyje i stwierdza NIKT nie może wstać z grobu, uzdrawiać siłą woli, lewitować, chodzić po wodzie itp. To się nie zdarza. Logiczny wniosek jaki z tego płynie jest następujący: to mit. Ateista posługuje się tutaj WIEDZĄ natomiast osoba religijna posługuje się wiarą i choć widzi że takie rzeczy nie zachodzą w jej bezpośrednim otoczeniu ani nigdzie indziej (wyjąwszy oczywiście ludzkie fantazje, baśnie, mitologie) to jednak znajduje w sobie nieracjonalną, nielogiczną i nie popartą żadnymi wiarygodnymi obserwacjami wiarę że do takich zdarzeń dochodziło w przeszłości. Pan naprawdę nie widzi tu różnicy?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0