Życie jest do życia - nie jakieś obiecane zaświaty i ich obietnice szczęścia. "Kiedyś będę idealnie szczęśliwy" zamiast "Teraz będę tak szczęśliwy, jak tylko się da"? I to pierwsze ma być lepsze? "Kiedyś umrę, więc się boję"?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Tak miło się czytało ten pierwszy felieton . Tak miło. A potem przyszedł drugi , odpowiedź na krytykę, i nagle zjeżyły mi się włosy na głowie.

"Poza tym lepiej budzić się z przekonaniem, że czeka nas życie wieczne, niż zasypiać z trwogą, że czeka nas nicość."

Naprawdę? To mówi ateista? Pretendujący do prawa wypowiadania się w formie "my", za grupę? Ja wiem, że ateiści bywają skłonni do indywidualizmu i czasami niechętni spędom, ale żeby aż tak ciężko było z nimi gadać, poznawać inne poglądy na sprawę? Może to autorowi brakuje takich kontaktów? To ja się zgłaszam. Spróbuję pomóc.

Po całym tym huku życia, wszystkich jego problemach nieistnienie jest błogością idealną. Zero wyborów, zero zagadek, zero konfliktów. Często to słyszę od znajomych ateistów. Właśnie dlatego nie boją się śmierci - stanu nieistnienia nie ma się co bać, bo wtedy już się człowiek niczego nie boi. Kiedy nas nie było też się nie baliśmy, że nas nie ma. Ja też się nie boję. Zawsze żyłam najlepiej jak mogłam, porażki znosiłam najlepiej jak mogłam, z krzywdami i szczęściem starałam się radzić sobie najlepiej jak mogłam.

Życie jest do życia - nie jakieś obiecane zaświaty i ich obietnice szczęścia. "Kiedyś będę idealnie szczęśliwy" zamiast "Teraz będę tak szczęśliwy, jak tylko się da"? I to pierwsze ma być lepsze? "Kiedyś umrę, więc się boję"?

Mogę wyjść dziś na ulicę i zostać rozmaślona przez osiemnastokołowy bolid MPO, jak mówił mój przyjaciel, mam się bać? Jestem rowerzystką, co tam bolid MPO - zwykły dres w swoim boskim golfie wystarczy... Mam się przestać cieszyć jazdą, odpuścić Masę Krytyczną i zainwestować w oryginalne Humvee z demobilu? Bez sensu!

Może i nie mam idealnego życia, może i jestem ciężko chora, może i nie jestem bardzo bogata ani wyjątkowo piękna. Ale mam kilku przyjaciół, rower, książki, radio, gazety i swoje miejsca w sieci. Nie jest źle. Kiedyś się skończy, pojutrze albo za 10 lat, nic to. Jeśli pojutrze, to może jeszcze zdążę poczytać znajomej wiersze na jej wernisażu, bo potrzebuje kogoś z ładnym angielskim akcentem.

Acha, w sieci jest parę miejsc, gdzie można pogadać z ateistami. W czerwcu tego roku w Warszawie będzie Kongres Ateistów Polskich, też będzie można spróbować. Panie Autorze, pan się nie boi. Pan pogada z ludźmi i zobaczy, że nie ma czego.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem