Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Poseł PiS Antoni Macierewicz, mesjasz "smoleńskiej prawdy" uchwycił się stenogramów opracowanych w krakowskim instytucie niczym tonący brzytwy. Gromko i triumfalnie rozgłasza, że stenogramy udowadniają iż:

1. Piloci byli bardzo dobrze wyszkoleni i zachowywali się profesjonalnie,

2. Generała Błasika z pewnością nie było w kokpicie więc nie wpływał i...

3. Samolot nie uderzył w brzozę, bo instytut napisał tylko o "odgłosach przesuwających się przedmiotów".

Victoria, wreszcie "kłamstwo smoleńskie" zdemaskowane! Wygląda jednak, że ta radość jest przedwczesna i smoleński "ekspert nad ekspertami" sam się wprowadził w maliny.

Zacznijmy od pkt. 3. Wydawałoby się, że sejmowy śledczy prawidłowo tu wnioskuje. Korzystając z jego sposobu rozumowania, pozwolę sobie zauważyć, że krakowscy biegli nie odnotowali też odgłosów, które musiałyby wywołać macierewiczowskie "dwa nagłe wstrząsy", ani odgłosu wybuchu bomby. Zatem -mówiąc Macierewiczem - ich także nie było!

Kwestię Błasika i innych gości w kokpicie pominę, bo to rzecz trochę bardziej zawiła i dla sprawy wypadku niejako oboczna.

Zajmę się profesjonalizmem załogi. Macierewicz twierdzi, że został on ocalony przez przypisanie odczytów 250 i 100 metrów wysokości barometrycznej (nad progiem lotniska) drugiemu pilotowi, co komisja Millera przypisywała Błasikowi i czego piloci - mając słuchawki na uszach - mogli nie słyszeć.

Tymczasem krakowska ekspertyza jeszcze bardziej pogrąża pilotów. Jakże to?

Piloci rzekomo - nawet wedle komisji Millera - nie próbowali lądować, tylko chcieli dojść do wysokości "decyzji" na 100 m, aby rozpoznać sytuację. Tymczasem tempo opadania samolotu zarówno w przedziale 200-150 m, jaki i 150-100 metrów, wynosiło ok. 10 m/sek., było ponad 2 razy szybsze niż zalecane i wcale nie malało.

Zatem obaj piloci ŚWIADOMIE zakładali, że wysokość decyzji przekroczą o co najmniej 30-40 metrów, bo tyle wynosi tzw. przepadanie przy tej prędkości zniżania, zanim samolot przejdzie do lotu poziomego.

A co robili poniżej "setki? O 8:40:44,5 drugi pilot mówi "sto"(Baro), sekundę później nawigator też "sto"(wg RW), teraz wiemy, że stało się to na szczycie wzgórza, za którym leży jar, którego drugie (łagodniejsze) zbocze przylega do początku lotniska. O 8:40:51,7 nawigator ponownie podaje "sto", czyli przez długie 7 sek. załoga zniżała się wzdłuż zbocza i nikogo nie dziwiło, że wciąż jest 100 metrów! Drugi pilot też zaczął gapić się w mgłę (po co?!), bo gdyby obserwował przyrządy, to po 2-3 sekundach zorientowałby się, że samolot jest niebezpiecznie nisko względem płyty lotniska.

Czy podczas tych 7 sek. kapitan wyrównał lot? Skądże! Zrobił to kilka sekund później, niestety zbyt późno. Z zapisów rejestratorów i z charakteru połamanych drzew na ostatniej drodze Tupolewa wiemy, że samolot zaczął się wznosić, więc był sprawny(to a propo Macierewicza), a rozbił się, ponieważ piloci świadomie przekroczyli 100 m (robiąc "szczura", by doczołgać się do lotniska), a w końcówce przedłużyli poszukiwanie ziemi o nieszczęsne 2-3 sek., zamiast przy alarmie RW ma 65 metrach przejść zdecydowanie do lotu wznoszącego. Był to ostatni dzwonek, wtedy jeszcze skończyłoby się tylko na strachu!

Gdzie więc ten profesjonalizm, gdzie przestrzeganie procedur?! Może nie samobójcy, ale że awanturnicy to pewne.

Wniosek końcowy. Jeżeli sekta Macierewicza uznaje badanie krakowskiego instytutu za wiarygodne, to jedyne co może teraz zrobić, by zachować choćby pozory trzymania się logiki, to rozwiązać przesławny "parlamentarny zespół" i skończyć z dywagacjami wokół skrzynek, wraku itd.

Inaczej przekroczy dno śmieszności i groteski. Choć - moim zdaniem - przekracza je od wielu miesięcy powodując tylko mętlik w głowach wielu Polaków, marnotrawstwo czasu i niemałych pieniędzy, a na koniec także negatywne reperkusje polityczne. A to wszystko dzieje się w szumie narodowych sztandarów. Doprawdy trudno to ze spokojem komentować.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.