Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

W odpowiedzi na artykuł Jacka Pawlickiego "Viktator powinien odejść" .

W czasach PRL-u był popularny dowcip. Na pytanie "Co to jest agresja?", prawidłowa odpowiedź brzmiała: "To napaść jednego kraju na drugi bez zgody Związku Radzieckiego".

Podobnie można by spuentować akapit z komentarza do sytuacji na Węgrzech. Otóż pisze Pan, że prawica węgierska "...przeforsowała takie zmiany, które postawiły pod znakiem zapytania trwałość demokracji na Węgrzech". Otóż byłbym ostrożny z takim postawieniem sprawy. Wolałbym, żeby Pan napisał, że zmiany na Węgrzech nie są zgodne z Pana rozumieniem demokracji. Victor Orban został wybrany w demokratycznych wyborach, bez oszustw i to przytłaczającą liczbą głosów. Trudno o bardziej demokratyczny wybór.

Piszę Pan dalej, że "Unia to strefa wspólnych wartości" opartych na demokracji, niezależności mediów i niezawisłości sądów.

O definicji demokracji już napisałem. Jeśli chodzi o niezależność sądów, to można znaleźć przykłady w krajach Unii Europejskiej zupełnie absurdalnych wyroków, które są wydawane (w mojej ocenie), pod presją tzw. poprawności politycznej, która naraża na pośmiewisko ideę niezależności.

Np. w brytyjskim tygodniku "Spectator" (10 grudzień, 2011) można znaleźć opis sprawy sądowej gdzie 4 kobiety pochodzenia somalijskiego wyzwały i ciężko pobiły kobietę w Leicester w Wielkiej Brytanii. "Niezależny" sędzia uniewinnił napastniczki, ponieważ były pod wpływem alkoholu, a jako muzułmanki mogły nie być świadome zgubnego działania alkoholu i dlatego trudno je winić za zdarzenie. Dostały wyrok w zawieszeniu.

Nieco wcześniej pewien mieszkaniec Szkocji (czyli też jurysdykcja brytyjska) został skazany za "dodawanie gazu w swoim motocyklu w rasistowski sposób" w pobliżu przechodzących muzułmanów. Wyrok: 2 dni więzienia oraz grzywna. Czy to nie bardziej jaskrawy przykład psucia prawa i narażania niezależności sądu na pośmiewisko niż obniżanie wieku sędziów jak na Węgrzech?

Wreszcie kwestia niezależności mediów. Silvio Berlusconi, właściciel największej sieci TV we Włoszech (czyli kraju unijnego) i do niedawna premier kraju, owszem był krytykowany za wiele przewinień przez UE oraz "Gazetę", ale nigdy instytucje unijne nie wstąpiły na "wojenną ścieżkę" wobec rządu włoskiego, tak jak to czynią wobec rządu Orbana na Węgrzech.

A przecież powodów było mnóstwo. Berlusconi ustąpił, ponieważ nie mógł dać sobie rady z rosnącym kryzysem, a nie dlatego, że wpływał na opinię elektoratu poprzez media będące pod jego kontrolą.

Podsumowując, trudno oprzeć się wrażeniu, że tak naprawdę ten ma rację, kto trzyma pieniądze. Orban nadepnął na odcisk dużym firmom i to spowodowało tak silną reakcję Unii. To kapitał rządzi światem, a nie wartości. Okazuje się, że Marks miał tu dużo racji, a to niestety nie rokuje dobrze na przyszłość.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.