Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Piotr Zaremba w swoim tekście "Gazety umierają w ciszy" wieszczy upadek tradycyjnych mediów, takich jak papierowe gazety na rzecz mediów elektronicznych, np. internetu.

Dziennikarz "Rzeczpospolitej" opiera swoje wnioski na raporcie "Economista". Ale śmierć czy upadek, o którym mowa, wieszczony jest przynajmniej od 2003 roku, więc do 2011 roku wydawca "Rzeczpospolitej" i pan Zaremba mogli się do tego przygotować, a w rzeczywistości powinni być na to gotowi. Z lektury wynika, że nie są.

Po kolei. Materia dziennikarstwa w internecie, mediów i blogów jest mi bliska z kilku powodów. Po pierwsze, jestem newsowcem w sportowym serwisie informacyjnym. Pod drugie, interesuje mnie tematyka mediów i z racji tego napisałem pracę magisterską na Uniwersytecie Warszawskim (Nauki Polityczne), dotyczącą roli blogów w kształtowaniu życia politycznego na świecie i w Polsce.

Mogę się mylić, nie przeczę. Mam 28 lat, mało widziałem, mało słyszałem, ale chciałem napisać, jak sprawy się mają z mojej perspektywy. Według mnie historia mediów, to historia rozwoju technologii. W skrócie, najpierw był kamień, później papier, później druk, później prasa, później radio, później telewizja no i mamy teraz internet. Na zmianach wygrywali zawsze ci, którzy potrafili najlepiej się przystosować, przestawić, mieli najlepsze pomysły, rozwijali się, nie bali się inwestowania w nowoczesność. Mówiąc w obcym narzeczu: "survival of the fittest".

Na Zachodzie najlepszymi przykładami są serwisy tamtejszych gazet czy telewizji, no i blogi. Zaremba stawia pytanie, co z tradycyjnym dziennikarstwem śledczym? Gdzie zmierza, czy całkowicie zniknie? Wcale nie musi. Wystarczy umiejętnie korzystać z technologii, znaleźć najlepszą formę dystrybucji tego typu informacji. Do tego jednak trzeba mądrze, ale odważnie, inwestować. Trzeba myśleć i nie bać się nowoczesności. Tradycyjni dziennikarze śledczy mogą sobie spokojnie znaleźć miejsce w świecie internetowym. Potrzeba tylko pogodzić się z tym albo może lepiej - z radością przyjąć fakt, że jest takie nowe medium, które trzeba okiełznać, wykorzystać, rozwinąć. Trzeba po prostu rzeczywistości wyjść na przeciw. Tak, jak ktoś kiedyś poszedł dalej i wynalazek Luthra rozpowszechnił, ulepszył i rozpoczął drukowanie gazet. "Tradycyjnego dziennikarstwa śledczego" też kiedyś nie było... To nie ulega wątpliwości - dziennikarze są potrzebni, bo władzy trzeba patrzeć na ręce, a dziennikarzom na ręce muszą patrzeć internauci i blogerzy (na razie nieźle im wychodzi, odcinając 90 proc. ścieku na forach).

Powtórzę, trzeba umieć sobie radzić we współczesnym świecie. To wydawcy i właściciele powinni wyznaczać kierunek rozwoju. Jeśli tego nie robią to trzeba im podziękować i zatrudnić w ich miejsce doświadczonych ludzi. Śmieszny jest też zarzut, że de facto internauci w większości dyskutują o tym, co napisze prasa. Ciekawe w takim razie, dlaczego Zaremba nie pije również do telewizji, która moim zdaniem 70-80 proc. tematów do swoich programów bierze z gazet i opiera się na pracy dziennikarzy "papierowych".

W podawanie przykładów na to, co potrafili zrobić blogerzy, nie ma miejsca, żeby się zagłębiać (gazety wszak mają ograniczoną pojemność, BTW, w internecie można napisać ile się chce i tu też jego przewaga). Raport "Economista", na który powołuje się pan Zaremba, podaje przykład Dana Rathera i tzw. "Rathergate". Szkoda, że pan Zaremba tego nie napisał, a historia niebywała. Tego typu przykładów w swojej pracy magisterskiej podaję jeszcze kilka. Do 2011 roku z pewnością mógłbym dorzuć dwa razy tyle albo i jeszcze więcej.

W ogóle raport "Economista", który przytacza autor jest jakiś nie na czasie. Jakby z początku wieku. Teraz to wieczność. Zaremba odnosi się w nim tylko do tradycyjnego internetu. A my jesteśmy już w erze "Post-PC", jak powiedział Steve Jobs, właściciel Apple. Za kilka lat, myślę, że w USA to lada moment, jeśli się właśnie nie dokonuje ta rewolucja, nastąpi odejście od tradycyjnych komputerów w pozyskiwaniu informacji.

Świat przyśpieszył i chyba nikt nie poddaje tego pod wątpliwość. Błyskawicznie przenosimy się z miejsca na miejsce (nie w Polsce), komunikujemy się ze światem. Informacje, reklamy napadają na nas zewsząd. My jednak wciąż mamy tylko 24 godziny, żeby wszystko ogarnąć i okiełznać. Co jest bez przerwy przy nas? Tak, zgadza się, telefon komórkowy, który będzie ewoluować do centrum dowodzenia naszymi poczynaniami. Zgroza.

Gazety umierają? Panie Zaremba! Pecety umierają... To jest dopiero znak czasów. Cóż, gdyby Jobs nie wychodził z założenia, że komputer odejdzie do lamusa, to pewnie nie wpadłby na zainwestowanie w iPhone'a i teraz biadoliłby gdzieś na zdychających łamach gazety, że świat zmierza w dziwnym kierunku. Tak to właśnie wygląda.

Oczywiście pomijam całą sferę serwisów społecznościowych (Word mi podkreśla ten wyraz w 2011 roku - szok), które również mają wpływ na odbieranie informacji ze świata. Co więcej, one wpływają na kształt świata, jak pokazują ostatnie rewolucje w krajach arabskich i jak pokazują próby ocenzurowania ich w państwach totalitarnych.

Słowem, panie Zaremba, to już było, ten artykuł byłby aktualny osiem lat temu. Trzeba iść na przód i się nie obrażać, tylko przeprosić, zaakceptować, ucieszyć i spróbować znaleźć dla siebie miejsce w nowej rzeczywistości. Tak jak pana kolega, pan Janke, wynalazca "psychiatryka". W przeciwnym razie zabraknie łamów do biadolenia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.