Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

W dzisiejszej ''Gazecie Wyborczej'' Marcin Wojciechowski napisał komentarz z m.in. poniższym fragmentem: "Nasz Dziennik" drąży wciąż temat raportu komisji Millera o katastrofie smoleńskiej. "Raport Millera zawiera sprzeczne dane dotyczące wysokości radiowej samolotu Tu-154, który rozbił się na Siewiernym. Chodzi o położenie maszyny w momencie zderzenia z brzozą, które miało spowodować utratę części lewego skrzydła". Chodzi o to, że raz ta wysokość jest opisana jako 5,1 m a gdzie indziej jako 6,2 m. "Nasz Dziennik" nie pisze jednak, jaki to mogłoby mieć wpływ na przebieg katastrofy. Podejrzewam, że żaden. A jeśli rzeczywiście w raporcie są różne dane, to pewnie wynikają z różnych sposobów pomiaru, czy zwykłego błędu. Ale zawsze jest się do czego przyczepić i szukać spisku tam gdzie go nie ma. Nie czytałem "Naszego Dziennika", ale problem ten był już podnoszony w blogosferze przez zwolenników PiS w zeszłym tygodniu, więc wiem o co chodzi. Poniżej więc moje wyjaśnienie tego "fenomenu" (matematyczne wyjaśnienie, bo wystarczy znać matematykę na poziomie liceum, by wiedzieć, że problemu żadnego nie ma.

Parametry położenia samolotu w momencie uderzenia w brzozę:

Kąt przechylenia - minus 2,5 deg.

Wysokość radiowa - 6,2 m.

Jest coś takiego jak trygonometria. Po uwzględnieniu funkcji trygonometrycznej (sinus), kata przechylenia (2,5 deg) oraz długości urwanego skrzydła (6,1 m) różnica w wysokości między kadłubem oraz miejscem urwania skrzydła wychodzi 55 cm.

Tu pewnie niektórym "zamachowcom" coś jeszcze będzie nie pasowało (uderzenie w brzozę miało nastąpić na wysokości ok. 5,1 m a zmierzona wysokość radiowa wyniosła 6,2 m, czyli pozostała różnica 55cm). To muszą jeszcze mocniej wysilić wyobraźnię i uwzględnić kolejna daną: Kąt pochylenia - 12,8 deg.

Dla tego kąta (jego sinusa) oraz długości samolotu (47,9) różnica w położeniu nosa i ogona samolotu wynosi ok. 10,6 m. Teraz pytanie do bardziej dociekliwych (tudzież podejrzliwych): w którym miejscu samolotu znajdował się czujnik wysokości radiowej? Ja nie znam odpowiedzi na to pytanie (nie znalazłem w Internecie tak dokładnych danych nt. samolotu a nie ma tez takiej informacji w raporcie Millera lub MAK-u). Obstawiam jednak, że czujnik radiowy wysokości jest zlokalizowany między środkiem samolotu a jego dziobem. Pytanie jednak czy od samego spodu czy bardziej na boku samolotu. Państwu jako dziennikarzom z pewnością łatwiej będzie do tych informacji dotrzeć.

A dla utrudnienia przemyśleń geniuszy z Naszego Dziennika dodam, że samolot oprócz swojej długości i rozpiętości skrzydeł posiadał jeszcze wysokość (kadłuba).

Gdyby naszodziennikowi geniusze w szkole cokolwiek bardziej uważali na lekcjach matematyki, świat byłby dla nich mniej pełen spisków. Problem w tym, że geniusze patrząc na dane z rejestratora traktują samolot jako punkt materialny. Gdy samolot znajduje się na wysokości np.: 6 km nad ziemią, dla odczytów jego parametrów lotu jest to właściwe (dopuszczalne) podejście, ponieważ stosunek wymiarów samolotu do jego wysokości nad ziemią to promile (48/6000), czyli jest pomijalny. W sytuacji gdy samolot znajduje się kilkanaście metrów nad ziemią, stosunek jego wymiarów do wysokości położenia jest jednak większy od jedności (48/15), czyli znaczący.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.