Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Pomogę pytaniem - ważnym dla mnie, bo moja mama jest "behapowcem - jak w Waszej Firmie wyglądał kurs BHP? W jaki sposób go zakończono? Jak przebiegał egzamin? Spełniono ustawowe, a więc wymagane prawem procedury? Bzdura?

No to może jeszcze pytanie pomocnicze: jak wygląda u nas stosowanie i przestrzeganie przepisów ruchu drogowego?

Ale tu odpowiedź jest chyba zbyteczna: ponad 5 tysięcy zabitych, kilkanaście tysięcy rannych i setki tysięcy złotych strat materialnych co roku mówią same za siebie. Jak też własne doświadczenia z każdej prawie podróży samochodowej po Polsce.

Swój zaszczytny obywatelski obowiązek spełniłem w Szkole Oficerów Rezerwy przy WSOWZmech we Wrocławiu. Najlepsza była procedura dotycząca meldowania się przez podoficera dyżurnego. Wymagano od nas pełnego przedstawiania się, a więc: podoficer dyżurny n-tej kompanii SOR, starszy kapral Iksiński. Dużo słów! Dzwoniącemu wystarczało usłyszenie, że to "eNta" kompania i przekazywał treść rozkazu. A gdy przychodził ten najważniejszy, czyli ten, który od miesiąca był "ćwiczony", czyli "niespodziewany" alarm o od dawna wiadomej godzinie, to nasi przełożeni w szyku bojowym nie odstępowali dyżurnego. I kiedy przyjął on ten "niespodziewany" rozkaz alarmu, wiadomo było, że będzie "działka" za nieregulaminowe zameldowanie się.

No, ale tak było "za komuny"! W końcu to wtedy opowiadało się wic, że jak idzie na burzę, a na polu jeszcze nie zebrane ziemniaki, to co się najpierw zbiera? Egzekutywa partyjna się zbiera!

Czy to w gospodarce rynkowej się zmieniło? W wojsku chyba nie. Bo już katastrofa Casy pokazała, że procedury sobie, a życie sobie. Bo procedury przecież BYŁY! I "w papierach" wszystko było odnotowane w jak najlepszym porządku! Tak jak w tych szkoleniach BHP.

Przez ostatnie 20 lat pracowałem w bankowości. Tam też obowiązywały procedury. Tylko, że jak się pokazywało coś niestandardowego, to co robiło się najpierw? Pisało procedurę w formie zarządzenia. Zarządzenia, którego później nie przestrzegał nawet sam podpisujący. Czy jaki śledczy "węszyciel" wyniuchał kiedyś coś takiego? Ot, choćby jak tę procedurę, że ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność i wypłaci odszkodowanie za rower, ale tylko w przypadku zniszczenia go przez "upadek statku powietrznego" (sic), rabunku, ale już nie kradzieży!

Takimi durnotami przez głupotę usiane jest nasze codzienne życie. Najdokuczliwszymi miała zająć się na początku kadencji sejmowej komisja posła Palikota. Ale - to znów jak w Polsce - para poszła w gwizdek!

W banku durnowata procedura nikomu nie wadzi. Co najwyżej jakiś klient będzie się pieklił i w końcu zmieni bank. Na kolei już gorzej - w najgorszym wypadku zginą ludzie, bo "wagony same pojechały", jak ostatnio w Strzelcach Krajeńskich lub wnerwieni pasażerowie zablokują tory, jak w Kielcach, aby pokazać, że nie są bydłem.

W drogownictwie, co to komu przeszkadza, że budować się będzie długo, źle i drogo, a nowe odcinki zaraz po otwarciu pójdą do remontu? W szkolnictwie fatalnie nauczeni pójdą na bezrobocie, a ci mądrzejsi miast pyskować - wyjadą. W budownictwie... I można tak dalej ciągnąć. Tylko po co?

Zabawa się jednak kończy kiedy giną ludzie. My nie jesteśmy Rosją, gdzie życie ludzkie nie ma znaczenia, jak pokazały to "Kursk", Dubrowka, Biesłan, czy teraz "Bułgaria" na Wołdze. Chociaż czy potwierdza to los tych osiemnastu z busa pod Nowym Miastem nad Pilicą?

Nasz polska bylejakość, nasz tumiwisizm, nasza tromtadracja i ... "jakoś to będzie" mnie uwiera. Jak kamień w bucie mnie uwiera!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.