W numerze:

Polka przeżyła epidemię w Chinach

„Cieszę się, że przeżyłam to w Chinach, a nie w Europie. Tu codziennie wszystkie ulice i budynki odkażano. Były maseczki i spirytus do rąk dla wszystkich”. Na początku epidemii baliśmy się. Nagle ktoś mówił „Boże święty, ciśnie mnie w płucach!” albo „Jakoś czuję się osłabiony, nie mogę wstać!”. A to był tylko strach. Z Patrycją Lote, od trzech lat mieszkanką chińskiego miasta Guiyang, rozmawia Małgorzata Sidz.

Reporterzy pytają o kwarantannę

"Nie jestem stworzona do siedzenia w domu. Do ściany mam gadać? I za co żyć? Głodu i biedy bardziej się boję niż wirusa".
Nasi reporterzy: Zuzanna Bukłaha (Warszawa), Karolina Kijek (Wrocław), Katarzyna Włodkowska (Trójmiasto), Paweł Reszka (Lublin), Marcin Wójcik (Łomża) sprawdzają nastroje w czasach epidemii.

Wrocław: – Do siedzenia w domu zmusiłby mnie tylko sanepid i odgórny nakaz. Nam młodym nic nie grozi – mówi chłopak z piwem na Wyspie Słodowej.

Łomża: Byliśmy z mężem na działce. Posiejemy więcej warzyw. Żywność niebywale zdrożała. Żeby za piersi kurczaka płacić 28 złotych?!

Lublin: – No ale ileż można siedzieć w domu i grać w Counter Strike’a albo oglądać YouTube’a. Mi ojciec nie pozwala wychodzić, ale i tak wychodzę. Jak on idzie do pracy, to ja na miasto.

Gdańsk: – Oszaleć idzie od tych wiadomości, strach włączyć telewizor. Stwierdziliśmy z mężem, że trzeba zająć czymś głowę. Poszliśmy w rękawiczkach po karnisz do Castoramy.

Walka o maseczki

Po Krakowie jeździ czarny ford i zbiera od mieszkańców maseczki, rękawiczki, płyn do dezynfekcji. Przez trzy dni mieszkańcy Krakowa oddali lekarzom 1870 maseczek i 2000 rękawiczek. Tysiące bawełnianych maseczek uszyły małopolskie krawcowe.
Pisze: Iga Dzieciuchowicz.

Podaj widzialną rękę

– To było niesamowite – opowiada Magda, 35-letnia urzędniczka, której mama mieszka w Cieszynie. – Zapytałam na Facebooku, czy jakieś sklepy dowożą zakupy do Cieszyna i czy są organizacje, które wspierają seniorów w czasie kwarantanny. I wtedy odezwali się ludzie, których nie widziałam na żywo od lat: koleżanka ze szkoły muzycznej, z którą ostatni raz widziałam się, gdy byłyśmy dziećmi, kolega z liceum, a na koniec moja nauczycielka angielskiego z podstawówki. Sama jest seniorką, a mimo to chciała pomóc.
Pisze Ludmiła Anannikova.

Magazyn reporterów "Duży Format" w poniedziałek 23 marca w "Wyborczej", wraz z tygodnikiem "Ale Historia".