Smartfon pozwalał mi zejść do "podziemia". Nikt nie widział, że gram. W pracy, w korpo, wychodziłem z telefonami do toalety. Robiłem sobie plany na każdy dzień: do której toalety w jakiej kolejności pójdę, żeby nikt się nie zorientował, jak często to robię - w najnowszym wydaniu magazynu reporterów "Duży Format" Aleksandra Pezda rozmawia z uzależnionymi od internetowej bukmacherki.

W numerze również:

Bierzesz na lewo albo wypad.
Bartosz Józefiak sprawdza, jak to możliwe, że stolica branży meblowej jest jednocześnie zagłębiem nędzy


Mieszkaniec 14-tysięcznego Kępna i okolic zarabia średnio 3183 złote brutto. Wychodzi jakieś 2200 na rękę. Najmniej w Polsce. A teraz zagadka: jak to możliwe, że centrum biedy ma bezrobocie na poziomie 1,7 procent – trzy razy mniejsze niż średnia krajowa? Jak to możliwe, że ów powiat wygląda jak polskie Beverly Hills. Wzdłuż kępińskich ulic oprócz kolumny tirów w wiecznym korku znajdziemy domy wielkie jak pałace, a po lokalnych drogach suną bentleye, lamborghini, rolls-royce’y, lexusy, jaguary?

Dajesz sobie w żyłę?
Joanna Szczęsna opowiada, jak leczył Marek Edelman

Innym razem w warzywniaku koło domu usłyszałam taką wymianę zdań między nim a ekspedientką: – A czemuż to pani kuleje? – Noga mnie boli. – Pani podciągnie spódnicę i opuści rajstopy. Wyszłam, żeby jej nie krępować. Po chwili dowiedziałam się, że jeszcze w tym tygodniu będzie miała w jego szpitalu operację. – Od razu się zgodziła? – zdziwiłam się. – Skądże. Mówiła, że nie ma urlopu, a jeśli pójdzie na chorobowe, szefowa ją zwolni. – Jak ją przekonałeś? – Że i tak ją zwolni, jak jej utną nogę. Ma zakrzepowe zapalenie żył głębokich. Bardzo zaawansowane.

Jak byście chcieli umrzeć?
Tomasz Kwaśniewski zaprosił 11 osób na rozmowę o śmierci przy kolacji

Większość z 11 osób, które właśnie zasiadają przy stole, o współbiesiadnikach wie jedynie, jak się nazywają. Ale nie są to przypadkowi goście – to ja ich wybrałem. A to, że dla siebie są czystą kartą, ma służyć temu, by nasza rozmowa była nieskrępowana ich dystynkcjami: wiekiem, wykształceniem, talentem. Zaraz zaczniemy rozmawiać o śmierci.

Wożąc panią Daisy.
Felieton Mariusza Szczygła o psie, który wrócił do domu po siedmiu latach

Anna: – Jechałam autem od mojej mamy. Po Bożym Narodzeniu, z Kieleckiego. Kątem oka zobaczyłam, że w lasku, a to był taki lasek między wsiami, chyba leży pies. Nie wiedziałam, czy żyje. Podeszłam, a on tylko trochę podniósł głowę. Nie zamerdał ogonem, nie ucieszył się, nic. Owczarek niemiecki długowłosy, wyniszczony. A ponieważ wracałam ze świąt, miałam szynkę wiejską. Urwałam kawałek, żeby dać mu powąchać i zobaczyć reakcję. Podniósł się. Okazał się duży. W kołtunach cały i miał ślad na szyi po sznurku.

Magazyn reporterów "Duży Format" w poniedziałek 30 września w "Wyborczej", wraz z tygodnikiem "Ale Historia".