Kiedy dochodzi do migotania przedsionków, przestają się one kurczyć i zaczyna w nich zalegać krew. To sprzyja powstawaniu skrzeplin, zwłaszcza w tzw. uszku lewego przedsionka, które przedostają się do lewej komory serca, a potem do aorty. A stamtąd mają już prostą drogę do mózgu.

Skrzepliny zazwyczaj są duże, mogą więc całkowicie zamknąć światło tętnicy mózgowej. Dlatego u pacjentów z migotaniem przedsionków udar niedokrwienny ma na ogół dużo cięższy przebieg niż u chorych, u których przyczyna niedokrwiennego udaru jest inna. Istnieje większe ryzyko, że umrą, a jeśli przeżyją, to z wyższym stopniem niepełnosprawności niż inni chorzy.

Można temu zapobiegać, podając pacjentowi leki przeciwkrzepliwe. Problem w tym, że część chorych ma tzw. niemą postać choroby, czyli nie czują arytmii! Migotanie latami nie daje u nich żadnych objawów. Bywa, że wykrywane jest dopiero wtedy, kiedy już po udarze leżą na neurologii.

O migotaniu przedsionków czytaj w piątek 2 sierpnia w "Gazecie Wyborczej"