[...]

Z tego, co mówisz, przebija samotność.

– Najpiękniejsze, co możesz dostać i sam sobie podarować. Nie lubiłem być samotny i się, k..., zasłaniałem przed tym rękami i nogami. Ale są sytuacje, kiedy musisz to po prostu zaakceptować. Niedawno dostałem w ryj od Joe taką sytuacją. Jego mama bardzo go kocha, ja go kocham. On to czuje, wie, widzi, pamięta. Ale w wakacje bawił się na plaży z nowym kolegą. Mama zawołała tamtego na obiad. I ten chłopiec poszedł jeść obiad. Z tatą i z mamą. Czułem zmieszanie, dyskomfort, rezygnację mojego syna. On też by chciał tak zjeść obiad. To ci rozwala serce. Co mogę zrobić? Przytulić go.

Przytulam tylko jego, moje siostry, rodziców, bliskich przyjaciół. Raz miałem taki przebłysk, że chciałbym się inaczej przytulić, wiesz, w innej relacji. Ale na razie nie ma do kogo, więc ładuję wszystko w muzę. Będzie trzecia płyta. Może o przytulaniu (śmiech).

Śmiejemy się, ale to poważna sprawa, mało kto umie się przytulać! Najgorsze jest poklepywanie po plecach. Sam też to czasem robię, ale dla beki.

Beka beką, ale nieraz mówiłeś, że wracanie do hotelu, sen w anonimowym łóżku po euforii koncertu - to nie jest łatwe.

– No tak. Ale co mam zrobić. Tak po prostu jest.

Ja dopiero wychodzę na psychiczną prostą. Naprawdę dużo się działo, nie potrafiłem się w niczym odnaleźć – ani w tym, że nagle z drugiego końca Polski trafiłem do Warszawy, że nagrywałem płytę, że ktoś mi pozwolił gdzieś mieszkać i korzystać z kibla i podobało mu się, jak śpiewam. Ciągnie cię w tą, w tamtą, czujesz się rozerwany.

To się dopiero uspokaja. Kiedy miałem dwa dni, w czasie których mogłem odpocząć, kładłem się w łóżku i leżałem. Z wyłączonym telefonem. Dalej tak czasem robię.

[...]

Całą rozmowę z Kortezem przeczytasz w sobotnim wydaniu "Gazety Wyborczej"