Co roku w marcu ZUS, KRUS oraz Zakład emerytalny MSWiA przeprowadzają waloryzację świadczeń. O wysokości podwyżki decydują dwa wskaźniki: inflacja w gospodarstwach emeryckich (czyli podwyżki cen towarów, które głównie kupują emeryci) i 20 proc. realnego wzrostu płac (czyli podwyżki, które dostają pracownicy) z roku poprzedzającego waloryzację. Rząd szacuje, że inflacja emerycka wyniesie 2,6 proc., a realny wzrost wynagrodzeń - 3,3 proc. (20 proc. z tej kwoty daje 0,66 proc.). Czyli emeryci będą mogli liczyć na 3,26-procentową podwyżkę.


Obecnie obowiązuje waloryzacja procentowa. W rezultacie najbiedniejsi dostają niewielką podwyżkę, za to najbogatsi - całkiem sporą. Dodatkowe 3 proc. dla kogoś, kto dostaje 5 tys. zł to kilkakrotnie więcej w złotówkach niż dla kogoś, kto otrzymuje 1,2 tys. zł. Skutek jest taki, że z każdym rokiem różnica między najbiedniejszymi a najbogatszymi się powiększa.


Dlatego, jeszcze przed marcową waloryzacją, rząd chce wprowadzić nowe zasady, które będą bardziej korzystne dla osób z niskimi świadczeniami. Ile mogą na nich zyskać? Czytaj w środę 1 sierpnia w "Wyborczej".