• Przeciwko brunatnej fali
    Z Natalią Macioszek ze Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego rozmawia Monika Tutak-Goll
    Wiedziałam, że jest opracowana taktyka blokad kaskadowych: że jak się nie uda w jednym miejscu, to siadamy dalej. Było kilka organizacji: Studencki Komitet Antyfaszystowski, Obywatele RP, Warszawski Strajk Kobiet, Antifa. No i ciągle dołączali przechodnie, warszawiacy. Krzyczeli: „Dosyć!”, „Wynoście się!”. To się ludziom w głowie nie mieści – jak to Polacy faszystami? Polacy hajlujący, obchodzący urodziny Hitlera w lesie, z tortem i swastyką z wafelków? Ludzie tego nie chcą. Organizator musiał rozwiązać marsz. Kiedy opowiadam, że w 2018 roku studenci szli ramię w ramię z neonazistami, ludzie się dziwią, niektórzy nie wierzą: ciągle bowiem pokutuje stereotyp faszysty – kibola, skinheada, umięśnionego osiłka, który nie potrafi się wysłowić. Ale to tak nie wygląda.

  • Redneck z piątej alei
    O Georgette Mosbacher pisze Katarzyna Wężyk
    Media nazywają ją Huragan Georgette. Ma 71 lat, ognistorude włosy, a nosi albo 12-centymetrowe obcasy, albo płaskie buty, nic pomiędzy. Miała trzech mężów, dwie firmy kosmetyczne i dwóch prezydentów wśród bliskich przyjaciół. Ten drugi – Donald Trump – mianował Georgette Mosbacher ambasadorką USA w Polsce.

  • Blok w każdym z nas
    Z Beatą Chomątowską rozmawia Michał Nogaś
    Bardzo późno uświadomiłam sobie, że ja też jestem z bloku. W zasadzie dopiero wtedy, gdy wymyśliłam, że napiszę „Betonię”, książkę o blokach i blokowych osiedlach. Wcześniej wydawało mi się, że dziewczyna z bloku to taka jak z filmu „Cześć Tereska” albo jak z książki „My, dzieci z dworca ZOO” Christiane F.
    A przecież do 18. roku życia mieszkałam w bloku, takim z lat 70., na osiedlu XXX-lecia PRL, obecnie Krowodrza Górka. Blok straszny, choć niegdyś dostał tytuł Wicemister Krakowa – nagrodę przyznawaną przez czytelników „Echa Krakowa” blokom, które podobno były najlepsze.

    Moja półka - Poranki matek i córek
    Zanim zostałam mamą, świętą trójcą były dla mnie sen, dieta i sport. Dzień zaczynałam od krótkiego rozruchu, spaceru z psem. Takiego, który pobudza skuteczniej i zdrowiej niż kawa. Tęsknię za tym. Teraz moim rytuałem jest nakarmienie Aliny i jej szybka pacyfikacja, żeby na moment wśliznąć się do łazienki. Ten samotny kwadrans jest dla mnie ogromnie ważny i bardzo go doceniam. Wiele młodych matek nie ma jak wygospodarować chwili dla siebie.


    Tygodnik "Wysokie Obcasy" w sobotę 26 maja z "Gazetą Wyborczą"