Emeryci, renciści i osoby pobierające świadczenia przedemerytalne co roku w marcu dostają podwyżkę. To waloryzacja. Wprowadzono ją, aby świadczenia nie traciły na wartości. Gdyby nie podwyższano emerytur, najstarsi Polacy za otrzymywane pieniądze mogliby kupować coraz mniej.

Obecnie emerytury i renty rosną o ustalony procent (o wskaźnik inflacji i 20 proc. realnego wzrostu płac). W rezultacie najbiedniejsi dostają groszową podwyżkę, za to najbogatsi - całkiem sporą. W tym roku wszystkie świadczenia wzrosły o 2,98 proc. To oznaczało, że ktoś, kto miał 1 tys. zł brutto emerytury, dostał 29,80 brutto zł więcej. A ktoś, kto miał 2 tys. brutto - 59,6 zł. Emeryt ze świadczeniem 4 tys. otrzymał 119,20 zł podwyżki. Takie zasady powodują, że z każdym rokiem różnica między świadczeniami najbiedniejszych a najbogatszych się zwiększa.

Rząd chce to zmienić ustalając nowe zasady waloryzacji. Jeden z pomysłów zakłada wprowadzenie waloryzacji procentowo-kwotowej. Jak wyglądałaby ona w praktyce? Jaką podwyżkę otrzymaliby emeryci i renciści, którzy pobierają świadczenia minimalne? A co z tymi, którzy mają większe świadczenia?

We wtorek 15 maja w "Wyborczej" zamieścimy informator o planowanych zmianach w zasadach waloryzacji emerytur i rent. Sprawdź, jak będą liczone podwyżki.