Wywiad Karoliny Oponowicz z językoznawcą Jerzym Bralczykiem i jego żoną psycholożką Lucyną Kirwil o rytuałach w związkach.

 Lucyna Kirwil: Rano, kiedy wstajemy i nie jesteśmy razem, też zawsze dzwonimy do siebie tylko po to, żeby powiedzieć, że dzień się dobrze zaczął, że już ruszam, że coś robię. Albo z pytaniem, co ty robisz. To są nasze rytuały. Oczywiście możliwe dzięki nowej technologii, dawniej były listy, które się pisało codziennie, a niektórzy i kilka razy dziennie, jak wynika z literatury, bo były listy poranne, południowe i wieczorne – posłańcy je nosili na drugi koniec miasta. To przykład wymiany bodźców. Niezbędnej, żeby związek żył.

Jerzy Bralczyk: Ale ważna jest w tej wymianie dwustronność, czyli zwrotność. To „I love you” i odruchowe „Me too”. Dlatego na końcu listu pisało się: „Żegnaj, mnie kochającemu odpowiadaj miłością”. Jeżeli był ping, to musiał być pong, jeżeli bing, to musiał być bang. Znamy z tradycji anglosaskiej czy amerykańskiej te dialogi – ktoś dzwoni do żony i na koniec zwykle mówi: „Kocham cię”. A odpowiedź brzmi: „Ja też”.   A nawet kiedy jedno z nich się zagapia, to zaraz dzwoni jeszcze raz: „Zapomniałem powiedzieć, że cię kocham”. „Ja ciebie też”. To jeszcze podkreśla rytualność tej sytuacji. Nie widzimy, że coś nowego się wydarzyło, tylko że to stare trwa. Rytuał to podsycanie.

LK: Podtrzymywanie.

Polecamy również tekst Mileny Rachid Chehab „Oddaj głos na spaghetti” o przedszkolnej lekcji demokracji.

Po dziesięciu minutach przechodzimy w końcu do meritum: trzeba zaplanować zabawę karnawałową. Pedagożka prowadząca zebranie przedstawia kolejne punkty: dekoracje, jedzenie, picie, a delfiny prześcigają się w pomysłach: namalujmy obrazy i powieśmy je na ścianach, ciasto czekoladowe, spaghetti, żelki, sok pomarańczowy, cola, cola nie, no coś ty, przecież jest u nas zakazana, no więc fanta, lody, batoniki, zróbmy łańcuchy, i jeszcze zamówmy galaretkę, no i lody, obowiązkowo lody. Gdy już wszystko zostanie ustalone, lista wieszana jest przy wyjściu, aby rodzice delfinów mogli zadeklarować, co każdy z nich przygotuje. Samym delfinom byłoby trudno, w końcu żaden nie skończył jeszcze sześciu lat, a w grupie są i trzylatki. Ale podejmowanie tego typu decyzji to dla nich nie pierwszyzna. W końcu przynależność do pierwszego certyfikowanego demokratycznego przedszkola w Niemczech zobowiązuje.

W numerze znajdzie się także rozmowa Doroty Wodeckiej z Ingą Iwasiów, literaturoznawczynią, krytyczką literacką, poetką i prozaiczką.

Dysponujemy wieloma remedium na zniechęcenie. Pomaga świadomość, że pozorny brak sprawczości jest zaledwie jej odroczeniem. Pracujemy na kształt społeczeństwa za miesiąc, za rok, za 10 lat. Kiedy pomyślimy w dłuższej perspektywie, nawet uwzględniając porażki, po stronie zysków możemy wpisać całkiem sporo.

Co?

Dyskusję o polityce i jej związkach z życiem każdego człowieka. Wejście nowych osób w podejmowane akcje. Wymieszanie baniek społecznych. Spotkania na placach i na ulicach ludzi, których drogi nie przecinały się do tej pory. Przyspieszoną edukację obywatelską, która z pewnością będzie procentowała. Widoczność na ulicach działa na rzecz angażowania się i podważa wygodną, liberalną doktrynę samowystarczalności. Z jednej strony dostajemy nie tort, ale małe, twarde ciastka, a z drugiej zmieniamy narracje, które do tej pory wydawały się nienaruszalne.

Te oraz wiele innych ciekawych tekstów przeczytasz w sobotę 5 maja w tygodniku "Wysokie Obcasy", dodatku "Gazety Wyborczej".