Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mateusz Damięcki gra jedną z głównych ról w trzecim odcinku serialowej antologii "Planeta Singli. Osiem historii", którą możemy oglądać od połowy listopada.

Każdy odcinek to inna historia. Ma innego reżysera i obsadę, ale łączy je to, że bohaterowie spotykają się dzięki aplikacji randkowej - tytułowej Planecie Singli. To zbiór ciepłych, zabawnych, wzruszających historii o miłości, która nie zna granic wieku. Odcinki różnią się formą i wszystkie mają nieoczywisty finał.

"Test", w którym wystąpił Mateusz Damięcki, to komedia pomyłek. Główną bohaterką jest Ela (Marianna Linde), która do tej pory myślała tylko o swojej karierze chemiczki. Kiedy wreszcie dostała awans, postanowiła, że oto czas na szukanie życiowego partnera. Ale jak zrobić to szybko? Przez aplikację.

Pierwsze randki ją rozczarowały, bo kandydaci udawali kogoś zupełnie innego. Praktyczna Ela wymyśliła więc test, który ma oszczędzić jej czas i nerwy. Wydaje się, że metoda działa. Ale kiedy umawia się na randkę z Adamem (Damięcki), to okazuje się, że wcale nie, a książki nie można oceniać po okładce.

Z aktorem rozmawiamy o serialowej wersji popularnej komedii romantycznej, umawianiu się na randki przez aplikacje oraz wychodzeniu z aktorskich szufladek. 

Agata Piasecka: Myślisz, że po pandemii jesteśmy bardziej głodni miłości i poznawania nowych ludzi?

Mateusz Damięcki: Jestem o tym przekonany. Ale jesteśmy także głodni spotykania się z tymi, których kochamy. Widać to na każdym kroku. Ja to czuję, czuje to moja żona Paulina. Nasz starszy syn tęskni za koleżankami i kolegami z przedszkola. To wewnętrzna ludzka potrzeba. My, dorośli, możemy sobie tę sytuację jakoś wytłumaczyć życiowymi doświadczeniami, ale tego młodego człowieka, który takich doświadczeń jeszcze nie ma, tym bardziej ciągnie do innych ludzi.

Takie społeczne zachowania to immanentna część naszego ja. Sam przestałem lubić spotkania i wywiady online, bo dla mnie najważniejszy jest ten ludzki wymiar: kiedy się rozmawia w realu, łatwiej dostrzec czyjeś reakcje, miny, zmianę w oku czy delikatne gesty. Przez komputer rzadko to widać. 

Czy znałeś filmowe pierwowzory, kiedy zacząłeś pracę na planie antologii „Planeta Singli. Osiem historii"?

- Przyznać się muszę, że nie widziałem ich w całości, choć właściwie nie wiem dlaczego. My, aktorzy, jesteśmy najgorszą grupą widzów. Gdybyś mnie spytała, kiedy ostatnio byłem w teatrze dla przyjemności, to nie potrafiłbym powiedzieć. Chciałbym to lepiej organizować i wiedzieć, co robią moi koledzy. 

Zanim zacząłem pracę przy „Planecie Singli", rozmawiałem z osobami, które grały w filmowych wersjach. Wokół tej serii stworzył się bardzo ciekawy świat i wiem, że warto było się w niego zaangażować. Oczywiście znam koncepcję samej aplikacji randkowej, chociaż tylko jako teoretyk. Już wiele lat temu, gdy powstawały media społecznościowe, niektórzy moi znajomi w taki sposób szukali drugiej połowy albo chcieli ciekawie spędzić wieczór w nowym towarzystwie. Nie oceniam. Po prostu sam nie mam w tej materii doświadczenia.

Czy znany aktor w ogóle mógłby założyć konto w aplikacji randkowej na T? 

Z mojego punktu widzenia taki anons wzbudziłby od razu wątpliwości. Z mojej perspektywy to oczywiste. Ale każdy jest inny.

 

Mam takie doświadczenie: poznałem kiedyś chłopaka, z którym współpracowałem na gruncie zawodowym. Zachowywał się bardzo profesjonalnie. Ale w pewnym momencie coś się zmieniło. Zaproponował, żebyśmy przestali oszukiwać i kłamać, bo to przecież nie ma sensu, i teraz, kiedy nareszcie się spotkaliśmy w realu, możemy być razem. Spytałem, co ma na myśli. Odpowiedział, że przecież od miesięcy korespondujemy, jesteśmy w ciągłym kontakcie, że pisałem mu wiersze. Potem pokazał mi „mój profil".

To było wstrząsające. Zarówno dla niego, jak i dla mnie. Kuriozalne z jednej strony, a z drugiej - niebezpieczne. On po chwili zrozumiał, jak łatwo dał się oszukać, a ja zdałem sobie sprawę, że podszywanie się pod moją osobę może być tak proste i ponieść za sobą poważne konsekwencje.

Teoretycznie oczywiście rozumiem ten pomysł, żeby zawrzeć znajomość, powołując się na sfałszowane dane, ale nie rozumiem, po co ktoś miałby to robić. Przecież w końcu spotkanie w realu bezlitośnie obnaży oszustwo. Odrzucając podobne skrajności, myślę jednak, że takie portale są potrzebne. Jest przecież wiele przykładów par, które w ten sposób znalazły miłość czy ukojenie. 

Twój bohater Adam na Planecie Singli nie szuka miłości, chce spędzić miły wieczór.

Myślę, że mój bohater i główna bohaterka Ela myślą podobnie. Tylko ona od razu go testuje, a on, nie będąc tego świadomym, dodatkowo nie jest dopuszczony do głosu. Gdyby jeszcze minutę dłużej wytrzymali w tej restauracji i dali sobie szansę, to doszliby do tego samego wniosku, że najfajniej jest od razu powiedzieć, o co nam chodzi, zwłaszcza kiedy umawiamy się przez aplikację.

Czy przez to ewentualna przyszła relacja zostanie odarta z jakiejś tajemnicy? Może. Ale wydaje mi się, że uczciwość wobec drugiej osoby jest najważniejsza. I nie chodzi tu tylko o górnolotny gest, propagowanie szlachetnej postawy. Nie. 

Dziś dla każdego z nas najważniejszy jest czas. Każdego dnia w każdym domu odbywa się karkołomna próba zaplanowania i zrealizowania wszystkich zajęć. Czas tylko dla siebie i dla przyjemności staje się bardzo ważny. Często myślę, że gdybym miał dla siebie godzinę czy nawet 15 minut więcej w ciągu dnia, to bardzo bym to docenił. Dlatego oszczędność czasu, wynikająca ze szczerości, jest jak najbardziej na miejscu. 

Ale wszyscy na pierwszej randce grają, przynajmniej tak wynika z „Testu", czyli odcinka, w którym wystąpiłeś.

Tak wynika, ale dalej będę bronić Adama. Nie miał nic złego na myśli. Nie udaje, jest jaki jest, po prostu nie mówi wszystkiego. Jest różnica pomiędzy kłamaniem a niemówieniem całej prawdy. A taki test, jakiemu został poddany Adam, jest nieetyczny i powinno to być zakazane w regulaminie takich aplikacji (śmiech). Bo to manipulacja. Gdybyśmy z uśmiechem przeanalizowali pierwszą scenę, w której się pojawia, zobaczylibyśmy, że on od początku chciał dobrze. 

Marianna Linde i Mateusz Damięcki w 'Planecie Singli. Osiem historii'Marianna Linde i Mateusz Damięcki w 'Planecie Singli. Osiem historii' Paweł Drabik

Wielu widzów w ostatnim czasie widziało cię w roli kibola Goldena w „Furiozie", a teraz wracasz jako szczery Adam w „Planecie singli". To skrajności. Jak przechodziło ci się między tymi rolami?

To wymarzona sytuacja. Wreszcie spełniłem najskrytsze marzenie zawodowe. A pracuję już dość długo. I całą moją zawodową drogę pamiętam: i „Wow", i „Łowcę. Ostatnie starcie", i „Matki, żony i kochanki". Nawet niektóre moje kwestie z tamtego czasu. Z czasem i z kolejnymi rolami zrozumiałem, że istotą tej pracy jest możliwość wcielania się w kogoś, kim się nie jest. Im ciekawsze i trudniejsze są role, tym zawodowe życie jest bardziej treściwe. 

Po zagraniu w „Furiozie" zdałem sobie sprawę, jak wielki sens miało wszystko, czego uczył mnie profesor Zbigniew Zapasiewicz w Akademii Teatralnej. Jako aktorzy - oczywiście w przenośni – jeśli mamy piękne nosy, to musimy je sobie łamać, jeśli równe zęby, to mamy je wybijać, a jeśli na co dzień staramy się mówić piękną polszczyzną, to na scenie musimy z tego zrezygnować - łamać słowa i wypowiadać je, skrzecząc. Musimy jak najbardziej oddalać się od oryginału, od samego siebie. I tak się właśnie stało w tej sytuacji. 

Jako aktor jestem uzależniony od osób, które mnie zatrudniają. Teraz po doświadczeniu z „Furiozą" każda rola, którą do tej pory zagrałem, wydaje się dla mnie ciekawsza niż jeszcze rok temu. Można do niej wrócić i ją porównać z postacią Goldena.

Bo w każdym wykształconym i ambitnym aktorze jest potencjał i chęć mocnej pracy nad postacią, tylko nie każdy, tak jak ja, ma możliwość to pokazać. A co z talentem? - ktoś mógłby zapytać. Poznałem wielu świetnych aktorów, których gwiazdy tak się ułożyły, że nie mieli okazji zaprezentować pełni swojego potencjału mimo drzemiącego w nich ogromnego talentu. 

Dlatego uważam, że teraz Adam w zestawieniu z Goldenem może być nawet jeszcze ciekawszy. Różni ludzie chodzą przecież po tym świecie, jeśli widzowie uwierzyli w narysowanego grubą kreską Goldena, to może i Adam nie będzie dla nich przerysowany. Zawsze mnie cieszy, gdy okazuje się, że naszą grą udaje się uprawdopodobnić pokazywaną historię. 

„Planeta Singli. Osiem historii" to antologia o miłości, choć nie zawsze chodzi o miłość romantyczną. Jednak filmowe pierwowzory kojarzą się z komediami romantycznymi. Nie bałeś się, że znowu wpadniesz do szufladki?

Ale ja przecież cały czas siedzę w tej mojej szufladce. I tylko dzięki temu mogę z niej co jakiś czas wyskoczyć, kogoś przestraszyć zaskoczyć… Nie zmienia to faktu, że lubię i szanuję też te moje role, do których się przyzwyczaiłem i które wielu ludziom wciąż sprawiają radość. Gdybym miał teraz grać tylko takich Goldenów, to mogłoby się okazać, że po 3-4 filmach bym się opatrzył. Cieszę się, że mam możliwość powrotu do „Na dobre i na złe", „Przyjaciółek" czy właśnie zagrania w „Planecie Singli".

Wykonuję moją pracę cały czas tak samo. Sumiennie. Czekam na propozycje. Będę podejmował decyzje, jak się pojawią. Jeśli się pojawią. A jakie będą te propozycje? Nie wiem. Aktor rzadko dostaje role na tacy. Dlatego lubię chodzić na castingi i zawsze się cieszę z takiej możliwości. 

„Rolę dla mnie" napisano trzykrotnie. Najpierw w filmie „Łowca. Ostatnie starcie", potem w serialu "Oficer", kiedy reżyser Maciej Dejczer powiedział, że jest ciekawy jak wypadnie zestawienie mojego wizerunku ładnego chłopca z postacią Patryczka, złośliwej gnidy, która biega z białym nosem i na końcu dostaje to, na co zasługuje.

 

A ostatnią była rola drag queen M. w teledysku do utworu „Rework" grupy Sarapata. Reżyserka Sylwia Rosiak zadzwoniła do mnie i powiedziała, że właśnie napisała rolę mężczyzny przebierającego się za kobietę, myśląc o mnie. I po chwili spytała, czy zgodzę się wystąpić. Nie miałem wątpliwości. Im trudniejsza rola, tym lepiej. A tam biegałem na 12-cm szpilach i choćby dlatego było warto. W mojej pracy trzeba doceniać każde wyzwanie.
___________________

Planeta Singli. Osiem historii

antologia obyczajowo-komediowa, Polska 2021,
odc. 3./8 "Historia trzecia: Test", reż. Aleksander Pietrzak, wyk. Marianna Linde, Mateusz Damięcki
piątek 3 grudnia, 21:00 CANAL+ Premium, powtórka w niedzielę o 21:30 i we wtorek o 21:00
Trzy pierwsze odcinki: "Zjazd absolwentów", "Grzesznica" i "Test" także w CANAL+ online
______________

Więcej informacji o serialu i innych produkcjach CANAL+ znajdziesz w serwisie JA+ rozrywka

<<<REKLAMA>>> CANAL+ online - multiserwis streamingowy - seriale, filmy, sport

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.