Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wojtek mieszka w centrum Siemianowic Śląskich. Stara kamienica, trzeba palić węglem. Kiedy ma osiem lat, już sam schodzi po opał do piwnicy. Jest w domu jedynym mężczyzną. Ojciec odszedł, dzieci nawet nie próbuje odwiedzać.

Kiedy rok młodsza Daria, siostra Wojtka, idzie do szpitala na wycięcie migdałków, lekarze stwierdzają u niej dodatni wynik przeciwciał anty-HBs, co może oznaczać wirusowe zapalenie wątroby typu B. Teraz musi być przebadana cała rodzina. Dodatni HBs ma też Wojtek.

U Darii sytuacja szybko się normalizuje, u jej brata - przeciwnie. Choć chłopca nic nie boli, musi się zdrowo odżywiać i chodzić na badania kontrolne. - Najważniejsze, że dobrze się rozwija - cieszy się Barbara, matka dzieci. Wojtek rośnie, nie ma problemów w nauce. Pomaga w domu, zajmuje się zwłaszcza najmłodszym z rodzeństwa - Bartkiem, który cierpi na porażenie mózgowe. Chłopczyk nie mówi i niedowidzi. Wojtek lubi go zabierać na spacery. Żaden z chłopaków na ulicy się nie śmieje. Wręcz przeciwnie, wielu podziwia go za to, że zajmuje się bratem.

Wojtek wciąż dobrze się uczy. Idzie do liceum, jest w klasie informatycznej. Bez problemów zdaje maturę, wysyła swoje pierwsze podania o pracę. Zapisuje się na kurs stolarza i operatora wózków widłowych. Pierwszą robotę - na dwa miesiące - dostaje w Niemczech.

Wojtek idzie na tory

Zarobione za Odrą pieniądze szybko topnieją. Matka nie pracuje, cały czas musi zajmować się Bartkiem. Daria nie może znaleźć żadnej stałej pracy. Zresztą Wojtek nie wyobraża sobie, że to siostra, a nie on, miałaby być głównym żywicielem rodziny. Znowu do różnych firm wysyła CV. W odpowiedzi dowiaduje się najczęściej, że do podjęcia pracy ma za małe doświadczenie. Od czasu do czasu koledzy pomagają załatwić jakąś fuchę. Kiedy zbliża się zima, wszyscy myślą, skąd wziąć pieniądze na opał. Któryś z chłopaków podpowiada, że trzeba brać z usypów na torach. W całej dzielnicy wiadomo, że na pobliskich torach pociągi zwalniają. Wystarczy tylko wskoczyć w biegu na wagon i otworzyć drzwi, a węgiel już sam wysypie się na tory.

Pierwszy raz Wojtek idzie na węgiel z Marcinem Cyrankiem, swoim najlepszym przyjacielem z ulicy. Udaje się bez problemów, obaj wracają do domów z pełnymi workami. I kolejny raz podobnie. Przy następnym razie uciekają SOK-istom.

- Wojtek, to się kiedyś źle skończy - matka powtarza kolejny raz, ale rodzina korzysta z węgla.

A Wojtek wychodzi na kradzieże już tylko w nocy, gdy wszyscy w domu śpią.

Najgorsze przeczucia Barbary spełniają się, kiedy przychodzi wezwanie do sądu. Wojtek przyznaje się matce, że kiedyś na torach został zatrzymany. Barbara szykuje synowi koszulę do sądu. Chce z nim iść, ale Wojtek woli być sam. Sam też słucha wyroku. Choć jest to jego pierwsza sprawa karna, dostaje półtora roku więzienia bez zawieszenia. W lutym trafia do zakładu karnego w niedalekich Wojkowicach, Marcin Cyranek też.

Oni myślą, że ćpam

- Odsiedzę to, niedługo wyjdę. - Wojtek sam pakuje się do więzienia. Pociesza matkę jak może. Najgorsze to to, że Bartek będzie tęsknił. Schorowanego chłopca trudno brać na widzenia.

W rozmównicy gada z kumplami. - Trzeba sprawdzić, czy po wyjściu dalej będę mógł być zarejestrowany w pośredniaku - mówi chłopakom. I prosi: - Pomagajcie mojej matce.

Na kolejnym widzeniu Barbara widzi, że z Wojtkiem dzieje się coś złego. - Cały czas boli mnie brzuch, wymiotuję - opowiada. Barbara dopytuje, czy w więzieniu jest lekarz.

- Wysłali mnie na testy toksykologiczne - mówi Wojtek. Podobnie mówi Marcinowi. - Ciągle myślą, że przyćpałem albo ktoś mi wódkę przemycił. Robią testy i nic. A brzuch jak bolał, tak boli.

Do matki dzwoni praktycznie co drugi dzień. Na widzeniach pyta Barbarę, czy ma pieniądze. Prosi o drobne zakupy w kantynie. Wszystkie paragony zbiera do koperty. Matce mówi, że wszystko odda, bo nie chce mieć długów. Zrobił za kratami kurs kafelkarza.

- Będzie dobrze, wyjdę, znajdę pracę - zapewnia. Dwa dni później dzwoni i mówi, że znowu go dopadło. Boli go brzuch, ma wymioty. - Dostaję jakieś lekarstwa. Ale pielęgniarki mówią, żebym wreszcie przestał symulować. Nikt mi tu w nic nie wierzy.

19 listopada Barbara znowu jedzie do syna. Nie przypuszcza, że będzie to ostatnie widzenie. Wojtek jest blady, mówi, że ciągle czuje mdłości. Rozpromienia się dopiero wtedy, gdy matka opowiada, że Daria właśnie zdała egzamin na prawo jazdy.

- Też sobie zrobię, jak stąd wyjdę - zapewnia.

Marcin wyszedł, Wojtek - nie

Kilka dni później, w piątek, Wojtek dzwoni do matki. Mówi, że czuje się naprawdę źle, że lekarz zrobił mu zastrzyk. Na drugi dzień kolega znajduje go w celi na podłodze. Jest nieprzytomny. Wychowawca dzwoni po karetkę. Chłopak najpierw zostaje przewieziony do szpitala w Czeladzi. Stamtąd do Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu. Trafia na oddział zakaźny. Leży nieprzytomny. Nie ma z nim kontaktu.

Barbara próbuje ustalić, co się stało w więzieniu. Od lekarzy dowiaduje się, że książeczka zdrowia osadzonego została już zabrana z powrotem do zakładu karnego. Ktoś podpowiada Barbarze wizytę u prof. Marka Hartleba, wybitnego specjalisty od gastroenterologii i hepatologii. Profesor ogląda szpitalną dokumentację i radzi sprawdzić, czy jest u Wojtka możliwość przeszczepu wątroby. Dzień później chłopak umiera. Marcin dowiaduje się o tym w autobusie do Bytomia - za dobre sprawowanie wyszedł po czterech miesiącach.

Zostały dwa kartony

Z Barbarą i Darią rozmawiam w ich mieszkaniu. Nie ma świątecznej choinki. Barbara pokazuje paczki trzymane w meblościance. Już na początku grudnia kupiła dla Wojtka prezenty. Pokazuje też dwa inne pudła. - Tyle mi po nim zostało.

W pudłach są: bielizna, koperta z paragonami z kantyny, płatki śniadaniowe, krzyżówki i słownik języka niemieckiego.

- Siedział z nim jeden chłopak, który ma krewnych w Niemczech, a oni mają własną firmę przeprowadzkową. Obaj chcieli się tam jakoś zahaczyć - mówi Barbara. Pokazuje też opakowania po lekach, które znalazła w bluzie Wojtka. To espumisan na wzdęcia i przeciwzapalny ibuprofen.

Na pogrzeb - prócz matki i rodzeństwa - przychodzą koledzy i sąsiedzi Wojtka. Ojca nie ma. Barbara zastanawia się, jak odejście brata ma wytłumaczyć choremu Bartkowi. Kumple z ulicy na pobliskim rondzie, stałym miejscu spotkań, ustawiają zapalone znicze.

Jak było? To tajemnica

Dr Lucjan Kępa, ordynator oddziału zakaźnego w bytomskim szpitalu, podkreśla, że diagnoza w przypadku Wojtka była jednoznaczna: ostra niewydolność wątroby w wyniku przewlekłego zapalenia typu B. - Nie wiemy jednak, z jakiego powodu doszło do zaostrzenia - podkreśla. Jak zaznacza, mógł je spowodować wirus. - U pacjenta w szpitalu przeprowadzono badania toksykologiczne. Nie stwierdzono u niego śladów alkoholu czy narkotyków. Nie wiemy, jakie leki zażywał przed przyjazdem. Mieliśmy co prawda wgląd w książeczkę zdrowia osadzonego, ale tam była tylko sucha adnotacja, że jest zarażony wirusem typu B. Nie było napisane od kiedy. Dopiero od rodziny dowiedzieliśmy się, że pacjent zaraził się jeszcze jako dziecko.

Ordynator podkreśla, że w szpitalu nikt nie wiedział, jakie leki zażywał wcześniej Wojtek ani w jaki sposób był leczony w więzieniu. Jak to możliwe?

Beata Bergier, prezes Sądu Rejonowego w Siemianowicach, mówi, że na potrzeby zakładu karnego kurator sądowy przeprowadził wywiady z najbliższymi Wojtka. - Ostatni był w marcu tego roku z matką. W tym materiale przesłanym do Wojkowic wielokrotnie jest zaznaczone, że osadzony ma problemy z wątrobą, ma dodatni wynik HBs - mówi.

Dlaczego więc trafił do szpitala dopiero wtedy, gdy wpadł w śpiączkę?

Przedstawiciele więzienia nabierają wody w usta. Major Joanna Korczyńska, rzeczniczka prasowa zakładu w Wojkowicach, przesłała nam jedynie krótki e-mail. "Z uwagi na tajemnicę lekarską czy ustawę o ochronie danych osobowych udzielenie odpowiedzi na pytania dotyczące kwestii związanych ze stanem zdrowia p. Wojciecha Ligenzy oraz przebiegiem jego leczenia jest niemożliwe".

Barbara Ligenza powiadomiła prokuraturę.

- Ktoś czegoś nie dopilnował, zlekceważył i młody chłopak nie żyje - mówi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.