Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Opiekun rodzinny to hasło, z którym nawet wyszukiwarka Google’a sobie nie radzi. Po wpisaniu sugeruje, żeby może jednak sprawdzić wyniki dla „asystent rodzinny” albo „opiekun rodziny”. A przecież opiekunów rodzinnych jest w Polsce nawet dwa miliony. Najczęściej to kobiety po czterdziestce. Działają z poczucia obowiązku albo z miłości do starszych rodziców.

Opiekunkami zostają nagle. W jednej chwili całe ich życie wywraca się do góry nogami. I już nie mają czasu na wyjście do kina, wakacje, a nawet na wizytę u lekarza. Czują się zmęczone i wypalone. Niekiedy muszą również rzucić pracę.

Z badań przeprowadzonych przez firmę DANAE na zlecenie Fundacji Hospicyjnej i Fundacji Agory wynika, że na opiekę poświęcają średnio siedem godzin dziennie. Doskwiera im brak odpoczynku, wsparcia finansowego i medycznego, a także opieki wyręczającej.

– Wielu opiekunów ma poczucie, że są jedyną osobą, na której spoczywa odpowiedzialność za jakość życia bliskiego. Często w pojedynkę zajmują się opieką, prowadzeniem domu, zabezpieczeniem środków na życie i leczenie. Przeżywają lęk, niepewność, poczucie bezradności, smutek z powodu coraz większej utraty sprawności przez chorego. Towarzyszy im też świadomość żałoby, którą będą przeżywać za jakiś czas – mówi psycholog Anna Marlęga-Woźniak.

Skąd wziąć wolontariusza?

Te wszystkie uczucia nasilają się wraz ze zmęczeniem. – Wykluczonym z życia można czuć się już po krótkim czasie, jeśli zostanie się samemu – tłumaczy psycholog. – Tu pomóc mogłaby jedynie świadomość, że ktoś przyjdzie i wesprze w trudnej chwili.

Lokalny Wolontariat Opiekuńczy to projekt realizowany ze zbiórki 1 proc. na rzecz wsparcia osób starszych oraz innych akcji społecznych Fundacji Agory i „Gazety Wyborczej”. W tym roku także zbieramy na ten cel. Aby wesprzeć nasze działania pod wspólnym hasłem: "Po starej znajomości - pomóż swoim rodzicom", przekaż 1 proc. swego podatku, wpisując w rocznym zeznaniu numer KRS 0000210120. 

Krystyna Blok z Gdyni opiekuje się mężem z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc i 93-letnim ojcem. Sama ma 62 lata. Na razie sobie radzi, ale nie wie, jak długo tak wytrzyma. Wszystko w domu jest na jej głowie. – Mąż się dusi nawet, gdy zakłada skarpetki, więc nie jest w stanie mi w niczym pomóc – opowiada. Na szczęście ma jeszcze córkę i dorastającą wnuczkę, które mieszkają niedaleko. Liczy, że one kiedyś zajmą się nią i mężem.

Ale teraz musi sama być opiekunką. Nawet nie myśli o przyjemnościach i wyjazdach. Trzy lata temu pojechała do sanatorium podreperować zdrowie. Musiała zostawić mężowi i ojcu jedzenie na tydzień. Choć odwiedzała ich córka, to i tak ciągle się martwiła, jak się mają jej podopieczni. – Jestem uwiązana tą opieką – mówi pani Krystyna. – Wolontariusz na pewno byłby dużą pomocą, ale nawet nie wiem, gdzie go szukać.

Właśnie z myślą o takich osobach powstał projekt Lokalny Wolontariat Opiekuńczy, który Fundacja Hospicyjna realizuje razem z Fundacją Agory. Chodzi o utworzenie w całej Polsce lokalnych centrów wolontariatu wspierających opiekunów rodzinnych. Organizacje i instytucje, które zgłoszą się do udziału w programie, mają wytypować koordynatora, który przejdzie szkolenie, a potem zbuduje zespół wolontariuszy. Będzie ich też wspierał na późniejszym etapie, kiedy zaczną działać w terenie.

Już wiadomo, że centra wolontariatu powstaną w dziesięciu miastach, m.in. we Wrocławiu, w Częstochowie, Starogardzie Gdańskim, Barczewie i Radomsku. W ich tworzenie zaangażowały się zarówno organizacje pozarządowe, jak i ośrodki pomocy społecznej. Projekt ma na razie charakter pilotażowy.

– Chcemy spróbować pobudzić lokalne społeczności. Uświadomić ludziom, że nie zawsze wolontariat wiąże się z opieką nad osobą obłożnie chorą. Czasem wystarczy zrobić zakupy albo po prostu spędzić trochę czasu z podopiecznym, żeby opiekun mógł gdzieś wyjść czy zwyczajnie odpocząć. W czasie starzenia się społeczeństwa, zrywania więzi sąsiedzkich, budowania pięknych osiedli za płotami chcemy spróbować przywrócić ludzką wrażliwość. Wiemy też, że są osoby, które chcą pomagać – wyjaśnia Anna Janowicz, koordynatorka projektu i wiceprezeska Fundacji Hospicyjnej.

Organizatorzy zakładają, że przeszkoleni koordynatorzy zaczną rekrutować wolontariuszy już w kwietniu tego roku, a pierwsi z nich zaczną odwiedzać podopiecznych na przełomie maja i czerwca.

Fundacja opublikowała na swojej stronie również list otwarty do minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej. Proponuje w nim utworzenie zespołu ds. opieki nieformalnej, który zająłby się opracowaniem systemowego wsparcia dla rodzinnych opiekunów.

Zdaniem Janowicz zacząć należy od zbadania potrzeb. – Wzorować się możemy na Wielkiej Brytanii, gdzie w 2015 r. zobowiązano lokalne samorządy do badania potrzeb mieszkańców, ustalenia z opiekunem rodzinnym, jakiego wsparcia potrzebuje, i zapewnienia mu pomocy – opowiada.

Wpłać 1 procent - pomóż swoim rodzicom

Z panią Wiesią zawsze lepiej

O tym, jak wiele znaczy pomoc wolontariusza, wie 64-letni Jan Gołębiewski z Gdańska. Wolontariuszka Wiesława pojawiła się w jego życiu niespodziewanie. Zadzwoniła, kiedy akurat się zastanawiał, jak dalej żyć z postępującą chorobą płuc na czwartym piętrze bez windy.

– Coraz rzadziej wychodziłem z domu, bo bałem się, że pewnego dnia nie dojdę z powrotem. Zacząłem się starać o zamontowanie windy w budynku, ale urzędnicy od razu dali do zrozumienia, że pierwszeństwo mają osoby niepełnosprawne ruchowo, a ja im wyglądałem na zdrowego – opowiada pan Jan.

Panią Wiesię przysłało Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku, w którym się leczy Gołębiewski. Wolontariuszka poszła w imieniu podopiecznego do urzędu, pisała pisma. Windy nie załatwiła, ale po miesiącach starań udało jej się przekonać miejską mieszkaniówkę, żeby przeniosła Gołębiewskiego do mieszkania na parterze. Dzięki temu Jan, choć w bardzo ograniczonym zakresie (choroba bardzo utrudnia poruszanie się i każdy wysiłek), wrócił do życia.

Od tej pory minęły już cztery lata. Pani Wiesia nadal regularnie go odwiedza. Uczy, jak ćwiczyć płuca, zabiera na spacery, wspiera w załatwianiu codziennych spraw. – Wizyty pani Wiesi podtrzymują mnie na duchu. Przez 15 godzin na dobę muszę być podłączony do tlenu, chodzę z balkonikiem. Życie na smyczy doskwiera. Ale przyjdzie pani Wiesia i zaraz człowiekowi lepiej – opowiada Gołębiewski.

Mogę to robić całe życie

Czy ciężko być wolontariuszką? – pytam 27-letnią Agatę Borysewicz, która od kilku lat opiekuje się dwoma starszymi, schorowanymi osobami. – Początkowo miałam obawy, czy ja, taka młoda, będę umiała nawiązać kontakt z podopiecznymi, czy będzie o czym rozmawiać. Poszło zadziwiająco łatwo! – odpowiada.

Dziś traktuje spotkania z podopiecznymi jak wizyty u rodziny. – Bardzo się z nimi zżyłam. Wychodzę od nich w lepszym humorze. Ludziom się często wydaje, że wolontariat polega na pielęgnacji obłożnie chorych, a wcale tak nie musi być. Oczywiście, trzeba czasem pomóc umyć włosy, ale to nie jest taka opieka jak w zakładzie opiekuńczym. Jak długo zamierzam to robić? Mam nadzieję, że jak najdłużej.

21 marca Fundacja Hospicyjna obchodzi Dzień Opiekuna Rodzinnego. – Jest to działanie w ramach naszej akcji „Opiekun rodzinny – samotny bohater?”. Po raz kolejny, inspirując się Wielką Brytanią, uznaliśmy, że ci ludzie powinni mieć swój dzień – mówi Janowicz. – Wybraliśmy pierwszy dzień wiosny, bo daje nadzieję. Sytuacja rodzinnych opiekunów w Polsce musi się zmienić, nie ma innego wyjścia. Musimy zrobić wszystko, żeby się naprawdę zmieniła na lepsze.

––––––––––

Tekst został zrealizowany we współpracy z Fundacją Agory

––––––––––

Jesteś zainteresowany naszym projektem? Chcesz zostać koordynatorem lub wolontariuszem? Pisz: wolontariatlokalny@agora.pl

 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.