Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sterczewski i Kretkowska byli w piątek na granicy polsko-białoruskiej. Po południu - w ramach kontroli poselskiej - podjęli próbę dotarcia do obozu, w którym uwięzieni są uchodźcy. Nie mieli ze sobą żadnej żywności, wody ani leków. Wszelkie dotychczasowe próby dostarczenia uchodźcom jedzenia kończyły się fiaskiem. Były traktowane jako próba „przemytu". - Chcemy tylko rzucić okiem. Ustalić, jak się czują ci ludzie, i zobaczyć na własne oczy, jak wygląda sytuacja. Słyszymy, że Białorusini dostarczają uchodźcom jedzenie i napoje. Chcemy się przekonać, czy tak rzeczywiście jest – tłumaczyli strażnikowi. - Nie mam butów do biegania, posłanka nie ma żadnych toreb. Chcemy tylko kulturalnie porozmawiać - dodał poseł Franciszek Sterczewski. 

Próba kontroli poselskiej na granicy polsko-białoruskiej. Zobacz wideo: 

Najdalej, gdzie dotarli, to do drzwi samochodu Straży Granicznej, który teraz zastawia drogę prowadzącą do obozowiska. Jeszcze dwa tygodnie temu pole nie było otoczone policjantami i strażnikami, a do uchodźców można było podejść bliżej.  

Strażnik najpierw wylegitymował posłów, następnie poinformował, że musi ustalić z przełożonym, czy może ich tam wpuścić. Po jakimś czasie wrócił z informacją: - Nie ma zgody, nie mogą tam państwo wejść. 

Posłowie dopytywali, na jakiej podstawie prawnej nie mogą przejść przez prywatne pole znajdujące się po polskiej stronie granicy. Strażnik znów na chwilę zniknął, by się o tym upewnić. Po powrocie wskazał artykuł 65a kodeksu wykroczeń. To artykuł, który mówi o utrudnianiu lub uniemożliwianiu funkcjonariuszom wykonywania czynności służbowych. Posłanka Kretkowska zwracała uwagę, że jej praca również jest właśnie utrudniana, a na kontrolę poselską nie potrzeba zgody. Ponadto zgłaszała taką inicjatywę wcześniej. Nic nie wskórała. - Proszę kontaktować się z rzecznikiem prasowym Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej - odpowiedział. 

Kretkowska i Sterczewski poprosili o kontakt z dowódcą. To również się nie udało. Strażnik ponownie odesłał posłów do rzecznika prasowego. 

- Co mamy zrobić? Wbiec tam? Żeby znów usłyszeć, że jesteśmy śmieszni? - pytała Kretkowska. 

Uchodźcy na granicy polsko-białoruskiej

To już kolejna próba przedostania się posłów do uwięzionych na granicy uchodźców. Ta, podczas której poseł Franciszek Sterczewski slalomem próbował dobiec do obozowiska i dostarczyć ludziom jedzenie, wodę i leki, obiegła internet. Poseł został powstrzymany przez strażników. Po całej akcji ma na ciele siniaka. Chce wykonać obdukcję.  

To już dziewiętnasta doba, gdy 32 uchodźców m.in. z Afganistanu koczuje w Usnarzu Górnym na granicy polsko-białoruskiej. Z uwięzionymi kontaktują się tłumaczki z ramienia Fundacji Ocalenie. Z ostatnich informacji (z piątku) wynika, że uchodźcy nadal nie mają dostępu do lekarza, jedzenia i wody. Są chorzy, przeziębieni i wycieńczeni. Jedna z kobiet, 52-latka, jest w stanie ciężkim.  

Europejski Trybunał Praw Człowieka nakazał Polsce dostarczyć uchodźcom jedzenie i wodę, a także ubrania i opiekę medyczną. Premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że Polska jest gotowa pomóc, ale musi uzyskać zgodę Białorusi, bo to na terytorium tego kraju koczują ludzie. Konwój z pomocą nie został przepuszczony przez granicę.  

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.