Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przez spokojną - jak dotąd - przygraniczną wieś Usnarz Górny teraz co chwilę przejeżdżają radiowozy, patrole Straży Granicznej, samochody dziennikarzy i wolontariuszy. Jak to znoszą miejscowi? Co sądzą o tym, że w pobliżu ich domów więzieni są ludzie? Czy boją się uchodźców? Zobacz wideo. 

Uchodźcy na granicy

Mijają ponad dwa tygodnie, odkąd uchodźcy m.in. z Afganistanu koczują na granicy polsko-białoruskiej. Policja i straż nie dopuszczają tam nikogo: wolontariuszy, dziennikarzy, posłów. W czwartek żywność i leki próbowali dostarczyć uchodźcom duchowni − ks. Wojciech Lemański i pastor Kościoła ewangelicko-reformowanego ks. Michał Jabłoński. Ich również nie wpuszczono. 

Podrzucone torby z jedzeniem leżą nieruszone. Co jakiś czas zza drzew wyłania się mężczyzna, który przekazuje tłumaczce komunikaty. - Potrzebują wody, jedzenia i leków. 52-letnia kobieta jest w stanie ciężkim - przekazuje tłumaczka Ola Szymczyk. 

Uchodźcy marzną i mokną.  Błagają o pomoc. 

Europejski Trybunał Praw Człowieka nakazał Polsce zapewnić im wodę, żywność, ubrania, opiekę medyczną oraz, jeśli to możliwe, tymczasowe schronienie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.