Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białorusinka od niedzieli przebywała na terenie ambasady RP w Tokio. W środę zawodniczka wsiadła na pokład samolotu Austrian Airlines lecącego do Wiednia. Wieczorem przyleciała z Austrii do Polski na pokładzie samolotu LOT, który wylądował w Warszawie.

- Chcę zostać w sporcie. Nie myślałam o ubieganiu się o azyl polityczny. Wybrałam Polskę, bo ta zareagowała bardzo szybko, zaproponowała mi możliwość kontynuowania kariery i bezpieczeństwo. Polskę doradzili mi też rodzice, którzy mają do niej blisko - mówiła na konferencji prasowej zorganizowanej w czwartek w Warszawie. Podziękowała także za wsparcie władzom Japonii, polskiemu MSZ, premierowi i służbie dyplomatycznej.

O zamieszaniu na igrzyskach w Tokio opowiadała: - Nie spodziewałam się, że ta sytuacja przeistoczy się w skandal polityczny. Problem dotyczył tylko sportu i próby wystawienia mnie w konkurencji, której nie trenowałam i do której nie byłam przygotowana.

Jakie emocje towarzyszyły jej w czasie ucieczki? - Nigdy nie wyobrażałam sobie, że coś takiego może się stać. Bez wątpienia bardzo się tym przejmuję, ale uważam, że przede mną są jeszcze lepsze dni – odpowiedziała Cimanouska. 

W podjęciu decyzji o przyjeździe do Polski pomogła jej rodzina: - Kiedy mieliśmy czas, aby zebrać walizki, zastanawiałam się, jak postąpić. Czy powinnam wrócić do domu. Dzwoniłam do rodziców i oni powiedzieli mi, że nie powinnam wracać na Białoruś i oni mi pomogą. W ostatniej chwili zadzwoniła do mnie babcia i powiedziała to samo.

Zapytana o reakcje kolegów z reprezentacji, którzy się jej wyparli, odpowiedziała: 

- Bardzo trudno mi odpowiedzieć na to pytanie za nich. Bardzo możliwe, że większość z nich nie chce znaleźć się w takiej sytuacji jak ja, dlatego robią wszystko, by się od tego odciąć. 

- Jeżeli ktoś ze sportowców podejmie decyzję o wyjeździe z Białorusi, na pewno nie pozostawimy go samego sobie i postaramy się pomóc - powiedziała Cimanouska. 

Sportowcom zbiegłym z Białorusi pomaga powołana w tym celu Białoruska Fundacja Solidarności Sportowej, która działa w Warszawie, Kijowie i Wilnie. 9 sierpnia odbędzie się maraton organizowany przez fundację, Cimanouska zapowiedziała swój udział w nim. 

Wolność słowa? - Mogę odpowiedzieć, że zawsze otwarcie wyrażałam swoje poglądy, ale zawsze trzeba uważać na swoje słowa. Na Białorusi wszyscy, nie tylko ja, boją się powiedzieć coś nie tak. 

Na koniec konferencji sprinterka pokazała koszulkę z napisem „I just want to run", który zamieściła też w mediach społecznościowych. - Nie chcę uciekać od kogoś. Sens jest taki, że chciałam pobiec na igrzyskach olimpijskich. Marzyłam o tym i mam nadzieję, że będę mogła to zrobić – wyjaśniła Białorusinka i jeszcze raz zaprosiła do udziału w Maratonie Wolności 9 sierpnia. 

Jeszcze dziś wieczorem Cimanouska ma spotkać się z mężem, który właśnie jedzie do Polski. - Mam nadzieję, że będą mogła kontynuować karierę w Polsce, a mąż znajdzie tu pracę.

Kryscina Cimanouska i jej mąż Arseń Zdaniewicz otrzymali polskie wizy humanitarne.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.