Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- 9 sierpnia otrzymałam granat na twarz. Tutaj jest moja blizna [Białorusinka Waleria Janicka wskazuje palcem na czoło]. Siedziałam za kratami 14 dni. Usłyszałam tam straszne rzeczy. Mówili, że nie jestem człowiekiem, że jak matka mogła urodzić takie dziecko jak ja. Porównywali mnie do zwierzęcia. Potem nachodzili w domu moją matkę, szukali mnie. Musiałam uciekać, nie miałam się nawet jak spakować - opowiada.

Waleria była aktywistką, razem z matką brała udział w protestach na Białorusi. Przyjechała do Polski w styczniu. Sama - jej mama została na Białorusi. W Polsce nie miała nikogo, rodziny ani przyjaciół. - Potrzebowałam pomocy psychologicznej. Byłam w rozsypce. Na szczęście znalazła mnie Jana Shostak. Teraz jest już ze mną lepiej, biorę antydepresanty. Ale ludzi, którzy potrzebują pomocy, jest mnóstwo - mówi. - Tęskniłam i bardzo tęsknię za rodziną. Chciałabym jeszcze wrócić na Białoruś - dodaje. 

Waleria jest studentką, stypendystką Programu Kalinowskiego na Uniwersytecie Warszawskim. To program adresowany do młodych Białorusinów, którzy nie mogą kontynuować studiów w swoim kraju ze względu na poglądy polityczne. Istnieje od 2006 r., ale po 9 sierpnia - dniu wyborów prezydenckich w Białorusi - rozszerzono go o projekt "Solidarni z Białorusią" i rekrutowano dodatkowych słuchaczy. 

Program jednak nie działa, jak opowiadał student Władysław, jak należy. - W tej chwili przyjęto do niego 754 osoby, a Uniwersytet oferuje nam tylko 150 bezpłatnych miejsc. Nie wiemy, co robić. Są też problemy z rozpoczęciem kursu języka polskiego. Jest zaplanowany tak, że zostały nam tylko dwa miesiące, by osiągnąć poziom B2. To jest naszym zdaniem niemożliwe - mówi student. 

Władimir Timoszenko organizował na Białorusi protesty. Reżim Łukaszenki nie dawał mu spokoju. On i jego rodzina byli represjonowani, nachodzeni, śledzeni. Władimir stracił pracę. Opieka społeczna groziła mu potem odebraniem praw rodzicielskich. - Były nawet próby, by podrzucić mi do auta narkotyki - opowiada. 

Białorusini w Polsce. "Chcemy pracować w swoich zawodach"

Białorusini, którzy w swoim kraju byli represjonowani za walkę z reżimem Łukaszenki, pojawili się w Sejmie na zaproszenie Jany Shostak, polsko-białoruskiej aktywistki. Prawie 30 osób wzięło udział w posiedzeniu parlamentarnego zespołu do spraw polityki migracyjnej i integracyjnej. - Coraz więcej osób musi uciekać z Białorusi. Trafiają do Polski, ponieważ one lub ich rodziny aktywnie działają na rzecz wolności i demokracji, przez co są narażone na drastyczne represje. Chciałam, żeby politycy ich zobaczyli, poznali ich historie - mówi Jana.

Uciekinierzy z Białorusi rozmawiali z politykami o swoich problemach, mówili, co należałoby zrobić, by ułatwić im życie w naszym kraju. Często przyjeżdżają tu bez niezbędnych dokumentów, bez znajomości języka, sami. Nie wiedzą, dokąd pójść ani skąd wziąć pieniądze. Mierzą się z niewydolnym systemem przyjmowania wniosków o status ochrony międzynarodowej. 

Podczas posiedzenia w Sejmie zwracali uwagę na problemy z brakiem informacji, barierą językową np. w urzędach, przeszkodami w postaci licznych formalności. Opowiadali, że nie mogą np. się zaszczepić, bo do tego potrzebny jest numer PESEL, a do jego wygenerowania z kolei - paszport, którego nie posiadają. Jana Shostak postulowała o możliwość objęcia pomocą psychologiczną osób, które były przetrzymywane i torturowane. 

Władimir Timoszenko: - Wielu z nas to wykształceni architekci, profesjonaliści w różnych zawodach. Chcielibyśmy pracować w swoich fachach, zamiast kierować Uberem i zarabiać grosze. Niestety, procedury związane z uzyskaniem azylu i wszelkimi pozwoleniami są bardzo skomplikowane. 

- W głowie mi się nie mieści, że np. dyrektor urzędu ds. cudzoziemców zupełnie nie rozumiał zakresu tych problemów. Jestem szczęśliwa, że doszło do tego spotkania. Widzimy chęć współpracy i pomocy nam. Ale czekamy na konkrety. Mamy nadzieję, że nasz głos zostanie usłyszany - podsumowuje Jana Shostak.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.