Ostatnie lata są bardzo nierówne. Susze, upały i gradobicia w lipcu. Jak tak dalej pójdzie, za 30 lat winnice znikną z zachodniej Polski - mówi winiarz i pisarz, Krzysztof Fedorowicz.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jedziemy na winnicę "Miłosz" w Łazie

Łaz to mała wieś położona 15 kilometrów na wschód od Zielonej Góry w woj. lubuskim. Winnica Miłosz została tu posadzona w 2004 r. Liczy ok. 5 hektarów i jest jedną z ok. 40 winnic w woj. lubuskim oraz 300 w całej Polsce.

Winnica Miłosz w Łazie
Winnica Miłosz w Łazie  Fot. Piotr Pieńkowski

Ale to właśnie lubuscy winiarze są najbardziej znaczący dla polskiej gospodarki. Uprawiają blisko 100 ha winorośli - najwięcej w kraju. Wpisują się w regionalną enoturystykę. W Zaborze pod Zieloną Górą działa pierwsza w kraju samorządowa winnica.

Krzysztof Fedorowicz, właściciel winnicy Miłosz, kontynuuje tradycje winiarskie tego regionu. Na początku XX wieku na wzgórzach zielonogórskich winorośle roztaczały się na ponad 2 tys. hektarach. W samym mieście znajdowało się 750 hektarów winnic, a tylko w okolicy winnicy „Miłosz" – co najmniej 50.

- Po wojnie, gdy te ziemie zasiedlili nasi dziadkowie i ojcowie, tereny były jeszcze pokryte winnicami. Później wszystko zostało zaorane, zabetonowane. Jesteśmy więc w miejscu, w którym przedwojenne tradycje się odradzają – opowiada Fedorowicz. 

„Dzień dobry, winnico. Dobry wieczór, piwnico"

- Zakładając winnicę, nie byłem świadomy pracy, jaka mnie czeka. Mój mistrz Lubomír Glos, kiedy byłem na Morawach, powiedział mi: Krzysztof, ty sam nie będziesz nic z tego miał, twoje dzieci też nie. Może wnuki. I coś w tym jest. Ta praca zaprocentuje dopiero w którymś pokoleniu - mówi Fedorowicz.

- Jest takie powiedzenie, że winiarz wychodzi rano na winnicę i mówi "dzień dobry, winnico", potem schodzi z niej i mówi "dobry wieczór, piwnico". Rano wychodzi z piwnicy do winnicy, i tak w kółko. Praca jest przez cały rok. Cały czas trzeba przycinać krzewy, przycinać chwasty, aż do zbiorów.

Raz wyjechałem na 10 dni do Chorwacji, kolega mnie namówił. Gdy wróciłem, rzędy były ze sobą spięte. To rośnie w oczach, gdy jest ciepło i wilgotno

- opowiada winiarz.

Krzysztof Fedorowicz nazwał winnicę Miłosz na cześć swojego syna Miłosza, który mieszka w Paryżu i zostanie enologiem
Krzysztof Fedorowicz nazwał winnicę Miłosz na cześć swojego syna Miłosza, który mieszka w Paryżu i zostanie enologiem  Agata Michalak

Przez długi czas polskie prawo uniemożliwiało prywatnym producentom wytwarzanie i sprzedaż wina. Dopiero w 2008 r. weszła w życie ustawa, która pozwala na to winiarzom. - Kiedy cztery lata wcześniej zakładaliśmy winnicę, liczyliśmy, że prawo się zmieni. Zmieniło, ale i tak mamy siedem różnych inspekcji i mnóstwo papierologii. Jako jedyny kraj w Europie kleimy banderole - mówi Fedorowicz. 

Na swojej winnicy Fedorowicz posadził najpierw 20 szczepów winorośli, by zobaczyć, które najlepiej sprawdzą się w tym miejscu. Do kolejnych nasadzeń wybrał cztery podstawowe: pinot noir, pinot blanc, traminer i zweigelt. Na winnicy rosną winorośle w stanie dzikim, objęte ochroną - vitis vinifera. 

- To szczepy Europy Północnej; Szampanii, Burgundii. Były też na naszych ziemiach, i to od średniowiecza. W XIV w. sprowadził je tu Karol IV. Świetnie się sprawdzały - zaznacza Fedorowicz.

Mikroklimat na tym terenie Polski zawsze był dla winorośli dobry, to wino się tu udawało. 

Zmiany klimatu. Czy namieszają nam w winie?

Tylko czy ten idealny mikroklimat utrzyma się wiecznie? Od kilku lat winiarze zmagają się z konsekwencjami zmian klimatu. Susze, gradobicia, przymrozki - i to wszystko w niewielkim odstępie czasowym - wpływa na uprawę winorośli. Dla winogron słońce jest zbawienne, ale mordercze upały - już nie, mimo że winorośle mają długie korzenie i potrafią głęboko sięgać po wodę. Winorośl nie lubi temperatur ani zbyt wysokich, ani zbyt niskich. Najlepiej czuje się w umiarkowanym klimacie, a tego będzie brakować. Winnice mogą zamierać. - Ostatnie lata są bardzo nierówne. Coraz częściej zdarzają się susze i upały. A w ub. roku mieliśmy gradobicie w połowie lipca - mówi Fedorowicz.

Asortyment win dostosowuje do pogody, która panuje w danym roku. - Trzeba być w tych warunkach elastycznym. W 2008 r. nie narzekałem, że nie mieliśmy deszczu, a słońce świeciło non stop od kwietnia do końca października. To był idealny czas na wina czerwone, co nawet dla Europy zdarza się nieczęsto. Gdy z kolei spadło dużo deszczu, zrobiliśmy wina musujące. Ale za to w 2019 r., kiedy mieliśmy ekstremalnie wysokie temperatury, okazało się, że winnice mogą być zagrożone. Niedaleko stąd, 30 km od mojej winnicy, padł rekord Polski - 46 stopni Celsjusza. Na południu Europy, we Francji, wysokie temperatury spowodowały, że krzewy winorośli zamarły. Wyglądały jak po pożarze - mówi Fedorowicz. 

Winogrona z winnicy Miłosz w Łazie
Winogrona z winnicy Miłosz w Łazie  Fot. Szymon Płóciennik

Z badań Amerykańskiej Akademii Nauk wynika, że w rejonie zielonogórskim w 2050 r. nie da się już uprawiać winorośli, bo będzie zbyt gorąco. Uprawa winorośli przeniesie się do środkowej Europy. W Polsce będzie nadal możliwa, ale już nie na zachodzie Polski.  

Czy upał zbliży nasze wina do tych z południa Europy? - Nie chciałbym tego. To złe, gdy nasze wina będą takie, jak tam. Każdy region, Burgundia, Alzacja czy Szampania, to rejony, które mają swój rodzaj wina. Nie chcę robić takich win, jak na południu Włoch, czy we Włoszech w ogóle. Mam inne szczepy, dostosowane do tego klimatu. Ale może przyjdzie czas, że będę musiał wykorzenić pinota i posadzić caberneta souvignion, bo dla pinota będzie za gorąco. Może się tak stać. Boję o skutki wycinek lasów, które są planowane w okolicy. Są zakusy, by regulować Odrę. To nie są dla klimatu dobre zmiany - podkreśla Fedorowicz.

Pogodowe fiksacje dzieją się, w dużej mierze, za sprawą człowieka. Mam nadzieję, że ludzkość się opamięta i w końcu to powstrzymamy. Człowiek, jako istota myśląca, powinien być odpowiedzialny za ziemię. 

Wina pandemiczne. Na zdrowie

Winiarzom dała się we znaki też pandemia. Dotąd swoje wina sprzedawali najczęściej restauracjom, a te były zamknięte. Musieli też odwołać wycieczki dla turystów.

Fedorowicz wpadł na pomysł. Stworzył Wino Pandemiczne, a butelkę zilustrował specjalną etykietą, która przedstawia mężczyznę z dziobem w stroju, jaki nosili lekarze podczas epidemii dżumy. Jest też element współczesności - bohater etykiety trzyma w dłoniach kij do selfie.

Tak przygotowane wina Fedorowicz sprzedawał na dowóz. I to był strzał w dziesiątkę.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Najbardziej charakterystycznym winem "Miłosza" jest białe Lauda. Eksperymentem winnicy jest orange wine, czyli wino stworzone z gron fermentowanych na skórkach.

"Miłosz" odtwarza też wino musujące specjalną "metodą Gremplera", wzorowaną na tej, jaką stosował dwieście lat temu jeden z pierwszych winiarzy w regionie August Grempler. Fedorowicz nie dał się uwieść nowoczesnym technologiom - w procesie fermentacji wtórnej takie wino powstawało rok. 

Fedorowicz prowadzi winnicę ekologiczną.

To dlatego swoje wina opatrzył znakiem "bio" i jak zapewnia, nie tylko "głowa po nich nie boli", ale ich spożywanie wręcz wspomagają nasze zdrowie. W butelkach zostają mikroelementy winogron: żelazo, fosfor, małe ilości cynku, selenu, magnezu czy witamin A i C. Cenne polifenole znajdują się głównie w pestkach, skórce i szypułkach winogron.  

Winiarz piszący. Makłowicz: "To książka wybitna" 

Produkcja win nie jest jedynym zajęciem Krzysztofa Fedorowicza. Winiarz jest też poetą, dziennikarzem, pisarzem. Jego ostatnia książka „Zaświaty" otrzymała właśnie nominację do Nagrody Literackiej "Nike". Opowiada o miłości, winie, tradycjach winiarskich. To one są wspólnym mianownikiem w historii osadzonej w różnych czasach, gdzie przeszłość miesza się z teraźniejszością. Bo "Zaświaty" to, jak mówi autor, rzecz o nieprzemijaniu. 

AGNIESZKA MAKŁOWICZ

Robert Makłowicz zrecenzował ją tak: "Wielu jest winiarzy na świecie, lecz tylko niektórzy wytwarzają naprawdę dobre wina... Wielu ludzi pisze książki, lecz niewiele z nich zasługuje na przeczytanie. Krzysztof Fedorowicz od lat wytwarza świetne wina, a teraz napisał wybitną książkę. Takie rzeczy się niemal nie zdarzają".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Super ! Lubię czytać o takich ludziach z pasją - powodzenia
    już oceniałe(a)ś
    57
    0
    Wspaniale, ale nie wypisujcie, że PRL zabetonował winnice. Przez dziesiątki lat w Zielonej Górze prosperowało winiarstwo, odbywały się szeroko reklamowane "Winobrania" z niemal państwowym zadęciem, a wino z tamtych piwnic nazywało się "Monte Verde"! Rzeczywiście w latach 70. coś się zaczęło psuć, może kupowaliśmy zbyt tanio wina algierskie (sławną Gellalę) ale wypadało o te sprawy zahaczyć przynajmniej jednym zdaniem!
    już oceniałe(a)ś
    29
    2
    Tylko te wina kosztują od 55,00pln do 80,00pln , za takie wino tyle nie zapłacę , we Francji, Austrii czy Czechach dobre wino jest za mniejsze pieniądze i te wina dla mnie są o wiele lepsze niż te z Zielonej Gory i okolic , przesadzają z cenami , wciąż " płaczą" a Unia daje i nauczyli się z tego korzystać
    @ikosyw
    Takiś patriota? Jak szkoda ci kasy, to kup old-noga/J23/Arizonę - czy co tam będzie z najniższej póły w biedrze. Pakowane w zgrzewie kartonowym po 6 sztuk. Tanie, w dynię daje aż miło i jesteś panisko z tupotem białych mew o czachę pustą.
    już oceniałe(a)ś
    14
    20
    @ikosyw
    Nikt nie zmusza pana do picia polskiego wina :-) Na szczęści w biedronce dostanie pan wino za 20 zł. Na zdrowie
    już oceniałe(a)ś
    10
    12
    @geonauta
    I sie zgadza, ze mozg jak sie go ma, to trza go jak dywan wytrzepac, i nic jak tylko wlasciwy "mozgotrzep" sie do tego nadaje.

    Nazwa wlasna mozgotrzepa bez znaczenia jest.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    @ikosyw
    Masz rację. Koszty produkcji w Polsce nieporównanie niższe niż w Austrii czy Francji, nie mówiąc o Szwajcarii, a ceny jakby było to nie wiadomo jakiej jakości. A tu realna cena powinna być w sklepie jakieś 20-25 zł ( i to już z wliczonym podatkiem "patryjotycznym" ).
    Gadanina, że robi to za darmo, jeszcze dopłaca, byle jakiś grosik wnuki potem miały. Coś jak chłopy, które dopłacają do roli z własnej kieszeni od 1945 roku ( tacy bogaci z domu!)
    już oceniałe(a)ś
    3
    5
    @grunberger
    Można i za 80 zł. Tyle że za te pieniądze można kupić wina nieporównanie lepsze od tych polskich.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Bardzo ciekawe. Dziękuję.
    już oceniałe(a)ś
    12
    0
    Wszyscy błędnie zakładają, że jeśli w Polsce będą gorące lata to będziemy mieli klimat jak we Włoszech. To nie jest prawda. Jest coś takiego jak długość okresu wegetacyjnego. W Polsce często maj jest zimny (zimna Zośka) i tak jak w tym roku w niektórych regionach winorośl jeszcze nawet nie kwitła dwa tygodnie temu. Jeśli na jesień zacznie padać i nie będzie złotej polskiej jesieni to większość winorośli nie dojrzeje do końca. Jest jakiś powód dla którego na naszych terenach winorośl nigdy nie była tak popularna jak w regionach Półwyspu Iberyjskiego. Polacy są waleczni i będą walczyć ale trochę to będzie taka walka z wiatrakami.
    @Donna345345
    tak.
    ale sa tez winorosle, taki jak na przyklad Solaris, ktore dobrze sobie z tym klimatem radza.
    sa uprawiane miedzy innymi w Danii i w ...Polsce.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    wino w kartonie jest przeznaczone do gotowania...
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Niszowe, drogie i bywa, że gorsze od tych z południa Europy
    @k.k.74
    Polskie wina nie sa produkowane na mase,
    to tlumaczy cene.
    ja wole zaplacic za wino 80-90 zl. i nie miec nastepnego dnia bolu glowy albo kaca.
    po tym miedzy innymi, poznaje sie dobre wina.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @QuQu
    To ile ty tych win walisz z gwinta, że po napiciu się wina masz kaca? Chyba, że ty tak pijasz te wina, jak ci co protestowali pod teatrami, bo czuli się urażeni sztuką, której nigdy na oczy nie widzieli. A przed teatrem trzymali się za ręce by któryś nie pomylił się i doń nie wszedł, bo jeszcze by mu włosy wypadły albo by stał się dżęderem i zmieniłby piec!
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    @QuQu
    Ha, ha... Dobre. Rozwaliła mnie ta definicja "dobrego" wina...
    Piłem kilka polskich win i są na poziomie tych słowackich albo niżej. Jedno lub dwa to były cuvee z pięciu (!!) szczepów. Jak się ma słaby materiał, to potem trzeba kupoważować. Ale to jest tylko półśrodek.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Bardzo ciekawa, pozytywna postać. Książka niesamowita, warta Nike, a wino Lauda... Wyborne.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1