Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przed warszawską siedzibą Komisji Europejskiej trwa głodówka Białorusinów, którzy domagają się od UE zdecydowanych działań w sprawie uwolnienia Romana Protasiewicza i jego partnerki Sofii Sapiegi. - Wszyscy mamy rodzinę na Białorusi. Chcemy być ich głosem, bo oni tego głosu tam nie mają - mówi Bazhena Shamovich, uczestniczka protestu. Zobacz wideo:

W poniedziałek podczas szczytu Rady Europejskiej szefowie państw członkowskich UE zażądali zwolnienia z aresztu młodego aktywisty oraz Sofii Sapiegi. – Wedle jednomyślnej oceny szczytu UE to był atak na demokrację, atak na wolność słowa oraz atak na naszą unijną suwerenność – powiedziała Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej. Szefowie rządów zapowiedzieli przygotowanie pakietu sankcji. Jednak dla Białorusinów protestujących w Warszawie te działania podejmowane są za wolno. W petycji adresowanej do Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego protestujący domagają się, m.in. żeby Unia Europejska postawiła Białorusi twarde warunki i zażądała zwolnienia wszystkich więźniów politycznych oraz zmusiła Łukaszenkę do rezygnacji ze stanowiska prezydenta. 

Porwanie Romana Protasiewicza

W niedzielę 23 maja Roman Protasiewicz - 26-letni dziennikarz, opozycjonista i założyciel niezależnego kanału Nexta - leciał z Aten do Wilna. Pod pretekstem bomby na pokładzie samolot został zmuszony do lądowania w Mińsku. Na ziemi funkcjonariusze białoruskich służb wyprowadzili z samolotu Protasiewicza wraz z jego dziewczyną. Za rzekomy ekstremizm dziennikarzowi grozi dożywocie, a nawet kara śmierci.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.