Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wideo dostępne dla prenumeratorów.

Protest Białorusina w Warszawie

Pierwszy raz spotkaliśmy się z Maksymem w sierpniu 2020 roku. Przed warszawskim biurem Komisji Europejskiej ustawił kilka krzesełek i namiot. Wszystko oblepił plakatami informującymi o jego proteście. Były też zdjęcia, które pokazywały, jak Białorusini protestują po sfałszowanych wyborach prezydenckich i kolejnym już zwycięstwie reżimu Łukaszenki.

- Rozlała się krew. Już nie wystarczy być zaniepokojonym. Nie wystarczy wzywać dyktatora do pokojowych rozwiązań – mówił nam wówczas. Maksym Czerniawski, uchodźca polityczny z Białorusi, rozpoczął wtedy swoją głodówkę. To był jego protest. Protest wobec terroru, którego doznawali jego rodacy, rodzina i przyjaciele. To był też apel do liderów Unii Europejskiej, by zwrócili swoje oczy na cierpienie Białorusinów. - Nie mamy czasu. Ludzie giną - tak ze łzami w oczach opowiadał naszemu reporterowi o tym, co działo się wówczas na Białorusi. 

Przemoc i represje na Białorusi

Maksym mieszka w Polsce od ośmiu lat. Jest uchodźcą politycznym. W Warszawie studiuje i pracuje. Czuje się bezpiecznie, chociaż - jak mówi - z niepokojem obserwuje, jakiej agresji doświadczają osoby ze środowisk LGBT+ i protestujący w obronie praw kobiet. Po czterech miesiącach od protestu umówiliśmy się na spotkanie z Maksymem. - Dałem z siebie wszystko, co mogłem, żeby nagłośnić te wszystkie okrucieństwa wobec protestujących Białorusinów. Jeżeli świat zapomniałby o Białorusi, to będzie nam bardzo trudno. Ale kiedy Białorusini widzą, że szczególnie Polska i Litwa, nasi sąsiedzi, reagują, nie zapominają o nas, daje to nam siłę i motywację - mówi Maksym.

Pytamy go, jak jest teraz na Białorusi? Co mówią znajomi? Czy nadal wierzą w zwycięstwo? - To jest jak walka dobra ze złem. Jest ta druga strona, strona władzy, która zabija, torturuje, porywa, robi wszystko wbrew prawu i zupełnie za nic nie odpowiada. Dlatego protestujący mają świadomość, że są po dobrej stronie. Ludzie nadal protestują, bo wiedzą, że nie ma już odwrotu - mówi do naszej kamery. - Jeżeli naród nie zwycięży, to Łukaszenka zrobi z mojej ojczyzny łagier koncentracyjny. Reżim zrobił rzeczy, których nie można zapomnieć ani wybaczyć. Marzę o tym, żeby odwiedzić Białoruś i nie martwić, że jak przekroczę granicę, to wsadzą mnie do więzienia - dodaje.

"Gazeta Wyborcza" dla Białorusi

Drodzy Przyjaciele! Pokojowa rewolucja w Białorusi to wielki zastrzyk nadziei dla polskiego społeczeństwa, ale śmiem twierdzić, że i dla całej Europy, a może najbardziej jeszcze dla społeczeństwa Rosji - mówi Adam Michnik z okazji dnia solidarności z Białorusinami

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.