Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wideo dostępne dla prenumeratorów.

Maksym Czerniawski. "Protest przeciwko obojętności, jaką UE okazuje wobec brutalnego tłumienia demokratycznych protestów na Białorusi".

- Będę tu głodował, póki UE nie podejmie konkretnych działań wobec reżimu politycznego na Białorusi. Będę tu aż do skutku. Nie odejdę stąd, póki UE nie wprowadzi sankcji - mówi Maksym Czerniawski. - Chcę zwrócić uwagę na to, co dzieje się na Białorusi. Chcę, by Unia Europejska podjęła działania nie wobec obywateli, ale konkretnych osób, które odpowiadają za dyktaturę w moim kraju - dodaje Czerniawski.

- Będę pił tylko wodę, żeby mieć siłę do długiego protestu. To dla mnie bardzo ciężkie. Jestem chory na stwardnienie rozsiane. Ale to jedyne wyjście. Nie mogę pojechać na Białoruś. Jestem uchodźcą politycznym. Ale moja żona pojechała tam - mówi Białorusin.  

Protest głodowy przed biurem Komisji Europejskiej w Warszawie

"Nazywam się Maksym Czerniawski. Jestem uchodźcą politycznym z Białorusi. Wyjechałem w 2011 roku. To, co teraz się dzieje, nazywam zimną wojną obywatelską. Wojną reżimu Łukaszenki z narodem Białoruskim. Ale już rozlała się krew. Już nie wystarczy bycia zaniepokojonym. Nie wystarczy wzywać dyktatora do pokojowych rozwiązań" - napisał na Facebooku obywatel Białorusi, zapowiadając strajk głodowy pod przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Warszawie. 

Wybory prezydenckie na Białorusi

Prezydent Aleksander Łukaszenka rządzi Białorusią od 26 lat. W tym roku w wyborach prezydenckich  uczestniczyło pięcioro kandydatów. Główną kontrkandydatką urzędującego prezydenta była Swiatłana Cichanouska.

Unia Europejska wydała we wtorek (11 sierpnia) oświadczenie dotyczące sytuacji na Białorusi. W imieniu Wspólnoty wydał je szef unijnej dyplomacji Josep Borrell. Podkreślono w nim, że wybory prezydenckie nie były ani wolne, ani uczciwe. W oświadczeniu czytamy, że możliwe jest podjęcie działań "wobec osób odpowiedzialnych za przemoc, nieuzasadnione zatrzymania i fałszowanie wyników wyborów".

Na Białorusi od niedzieli trwają protesty i starcia z siłami bezpieczeństwa. Rozpoczęły się one po niedzielnych wyborach prezydenckich, w których wygrał dotychczasowy prezydent Alaksandr Łukaszenka.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.