Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spływ rozpoczynamy przy śluzie Kurzyniec. Na prawym brzegu polski posterunek graniczny, na lewym - białoruski. U nas odprawa błyskawiczna, ale Białorusini dokładnie sprawdzają dokumenty i zgodność naszych fizjonomii ze zdjęciami w paszportach. Po godzinie wpływamy do śluzy.

Jest nas dwadzieścioro w dziesięciu kajakach. Wypożyczył je nam i załatwił wszelkie formalności właściciel pensjonatu Stary Dom w Augustowie ( www.kajaczki.pl ). On też zaangażował przewodnika z Grodna, przywiózł nas do Kurzyńca i odbierze znad Niemna.

***

Kurzyniec to ostatnia śluza Kanału Augustowskiego na terytorium Polski. Zbudowało ją w latach 1828-29 dwóch poruczników inżynierów - Konstanty Jodko i Fryderyk Wielhorski - jako piętnastą z kolei, licząc od Biebrzy. Od września 1939 r. nie była używana, a że po zakończeniu wojny znalazła się na granicy polsko-sowieckiej, a potem polsko-białoruskiej, została całkowicie zdewastowana. Odbudowano ją dopiero w ubiegłym roku, a wiosną 2009 r. ustawiono punkt wodnego przejścia granicznego.

Za Kurzyńcem kanał biegnie korytem Czarnej Hańczy, pogłębionej i znacznie szerszej niż na odcinku od Wigier do Rygola, ale nie mniej malowniczej. Puszcza Augustowska schodzi tu potężnymi sosnami nad lustro wody, brzegi co parę minut zmieniają charakter: to gęstwina krzewów, to piaszczyste klify, to znów wysokie trzciny, zza których wyłania się niespodzianie

maleńka plaża z biegającymi po niej brodźcami. Zachwycamy się dziewiczym - zda się - lasem, śpiewem niezliczonych ptaków i brakiem odgłosów cywilizowanego świata.

Po trzech kilometrach śluza Wołkuszek. Wrota komory otwiera białoruski pogranicznik - przyjechał z Kurzyńca i zamienił się w śluzowego, nie ma tu bowiem chyba stałej obsługi.

Niesie nas dalej Czarna Hańcza meandrująca wśród puszczańskiego starodrzewu. Niekiedy las ustępuje miejsca łąkom, w głębi nieliczne zabudowania. Mijamy Leśną, Usowo, Rynkowce - wioski, które jakby odwróciły się od rzeki. Nie widać mieszkańców ani łódek czy choćby ścieżek wiodących z domów nad wodę (czasem tylko wydeptane miejsca po wędkarzach). Na prawym brzegu pojawiają się co kilkaset metrów "zęby Mołotowa" - żelbetowe schrony zbudowane w 1940 r. przez Armię Czerwoną.

Po 11 km, licząc od Kurzyńca, śluza Dąbrówka. Na polu namiotowym czeka już obiad zamówiony przez właściciela Starego Domu (współpracuje z białoruskim przedsiębiorstwem gastronomicznym). A potem ruszamy na piechotę do Sopoćkiń, 4 km stąd.

Sopoćkinie (obecna nazwa Sapockin) liczą nieco ponad 1500 mieszkańców, 80 proc. to Polacy. W miasteczkach są i tablice z polskimi - obok białoruskich - nazwami ulic. Jana Pawła II, gen. Olszyny-Wilczyńskiego, Elizy Orzeszkowej, Henryka Sienkiewicza... Najznamienitszą budowlą jest kościół Wniebowzięcia NMP i św. Józefata Kuncewicza (greckokatolicki arcybiskup połocki zamęczony w 1623 r. w Witebsku). Ufundował go w 1612 r. starosta grodzieński Jan Wołłowicz, o czym dowiadujemy się z płyty nagrobnej w ścianie kościoła. Są też tablice poświęcone Elizie Orzeszkowej i Tadeuszowi Kościuszce.

Uwagę zwracają dwie neogotyckie kaplice z XIX w. należące do właścicieli Radziwiłek i Świacka - Julii Dziekońskiej i Józefa Górskiego. Nie one jednak przyciągnęły nas na cmentarz, lecz znacznie skromniejsze groby gen. Józefa Olszyny-Wilczyńskiego i jego adiutanta kpt. Mieczysława Strzemeskiego, zamordowanych 22 września 1939 r. przez sowieckich żołnierzy. Groby są zadbane, ozdobione kwiatami (my też składamy bukiety zebranych po drodze chabrów).

Płyniemy dalej Czarną Hańczą, nim po 3 km rozleje się w obszerny basen, z którego ujdzie wąską strużką na północ, na wschód zaś pobiegnie Kanał Augustowski. Na zamienionym w przystań brzegu rozlewiska we wsi Czortek widać kamienną płytę z napisem, iż "rekonstrukcję białoruskiej części Kanału Augustowskiego wykonano w latach 2004-2006", zgodnie z zarządzeniem prezydenta Łukaszenki.

Wieś istniała już w XV w. i wówczas - wraz z sąsiednią wioską - została podarowana dowódcy tatarskiej jazdy Czortkowi Kadyszowi za zasługi na rzecz Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ten nazwał jedną z nich Czortkiem, a drugą Kadyszem. Niedaleko walczyli powstańcy styczniowi pod dowództwem Bolesława i Ludwika Narbuttów. Oddział rozbili Rosjanie, a ciała poległych miejscowa ludność pogrzebała w Kadyszu, usypując też kopiec. Dziś rosną na nim dorodne sosny, ale grób zachował się wraz z żelaznym krzyżem powstańców postawionym potajemnie w końcu XIX w.

Ruszamy dalej w kierunku Niemna prostym odcinkiem Kanału Augustowskiego. Po kilku kilometrach nie kierujemy się jednak do czterokomorowej śluzy Niemnowo, lecz - zachęceni przez białoruskiego przewodnika - przenosimy kajaki do płynącej po sąsiedzku Ostaszówki.

Nocleg wypada na peryferiach Niemnowa, więc po posiłku przygotowanym przez "nasze" przedsiębiorstwo gastronomiczne idziemy popatrzeć na słynną śluzę.

Niemnowo to ostatnia śluza Kanału Augustowskiego zbudowana w 1829 r. przez ppłk. Jana Lelewela (brat słynnego historyka Joachima). Ze względu na dużą różnicę poziomów wody między ostatnim odcinkiem kanału a Niemnem trzeba było zbudować trzy komory. Już w naszych czasach poziom wody w Niemnie obniżył się jeszcze bardziej, więc rekonstruując kanał, dodano czwartą. Śluza wygląda imponująco, aż żal, że jej nie pokonamy.

Samo Niemnowo to niepozorna wioska, ale ma prywatne Muzeum Kanału Augustowskiego. Oprowadza nas Luba Zarzecka, właścicielka. Są tu archiwalne mapy i dokumenty, zdjęcia oraz zabytkowe mechanizmy, wśród których wyróżnia się oryginalny osprzęt wrót śluzowych.

***

Trzeci dzień - spływ Ostaszówką. Nasz przewodnik Aleksander Pietrow miał rację - rzeka dostarcza emocji. Jej bystry nurt, zakręty jeden za drugim, zwalone drzewa i głazy ukryte tuż pod powierzchnią wody zmuszają do nieustannej uwagi i ostrego wiosłowania. Nie obędzie się bez wywrotek...

Z wyraźną ulgą wpływamy więc na spokojne wody Niemna, który od razu zachwyca nas swą urodą - gęstym borem porastającym brzegi, piaszczystymi klifami, wyspami dzielącymi go na malownicze odnogi i zupełnym brakiem ludzi. Za to nie brak ptactwa wodnego i krążących w górze skrzydlatych drapieżników.

Po trzech godzinach wiosłowania posterunek białoruskiej straży granicznej koło wsi Priwałka. Na odprawę paszportową stawia się cała załoga - nareszcie coś się dzieje! (turyści zjawiają się tu raz na dwa tygodnie). Wypatrujemy teraz litewskiego posterunku - bezskutecznie. Widocznie Białorusini tak dobrze pilnują granicy, że wyręczają w tym Litwinów.

Brzegi Niemna są trudno dostępne. Dopiero pod wieczór przed miejscowością Dirżaj dostrzegamy polankę pozwalającą na rozbicie obozowiska (dziś sami pichcimy kolację).

Kolejny dzień - krótki odcinek do Druskiennik. Jedyne miejsce na biwak nad Niemnem w słynnym uzdrowisku to placyk na lewym brzegu, naprzeciw aquaparku. I tam rozbijamy namioty.

Nim deszcz zmieni się w ulewę, zdążymy obejrzeć przedwojenne drewniane pensjonaty i nowoczesne zakłady lecznicze, sfotografujemy rzeźby w parku zdrojowym, przejdziemy po romantycznym mostku nad ujściem Rotniczanki do Niemna, rzucając okiem na niewielki wzgórek - przed wojną stał tu domek, w którym pomieszkiwał kuracjusz Józef Piłsudski. Nie zdążymy już zwiedzić muzeum w eklektycznej willi Kiersnowskich ani neogotyckiego kościoła Matki Boskiej Szkaplerznej po sąsiedzku. Przed ulewą chronimy się w restauracji Sycylia, do późnego wieczora delektując się ziemniaczanymi plackami na słodko i na ostro.

***

Ostatni etap - też krótki, z Druskiennik do Liškiavy, czyli przedwojennego Liszkowa. Niemen wciąż nas urzeka: płynie głęboką doliną przez gęsty las, pozostałość Puszczy Dajnowskiej. Ludzi prawie nie widać, za to ptactwa mnóstwo. Przy brzegu baraszkują nurogęsi, głowienki chowają się przed nami w trzcinach, stadko krzyżówek z łoskotem wzbija się w powietrze, a w górze krążą czarne i rude kanie.

Na wysokim lewym brzegu widać ruiny zamkowej wieży. Znak to, że zbliżamy się do Liškiavy. I rzeczywiście, zza zakrętu wyłania się po chwili piękny zespół poklasztorny dominikanów. Dobijamy do brzegu u jego podnóża (stąd zabierze nas transport do Augustowa).

Zwiedzanie zaczynamy od pozostałości zamku budowanego w XIV w. w miejscu, gdzie w XI w. istniała siedziba księcia Mendoga. Pozostało tylko przyziemie jednej baszty (widzieliśmy je z Niemna). Zamek miał strzec Litwinów przed najazdami Tatarów i Krzyżaków. Potężne głazy rozrzucone wokół to - zdaniem miejscowych - groby tatarskich wojowników. Sąsiedni, nieco niższy pagórek zwany jest Świętą Górą - składano tu ofiary pogańskim bogom, a w XV w. wzniesiono kościół, z którego ostały się fundamenty.

Świętą Górę oddziela od następnego wzgórza dolinka rzeczki Anczi. Jego wierzchołek zajmują właśnie dominikanie. Stoi tu barokowy kościół św. Trójcy zbudowany w latach 1704-41 na planie krzyża greckiego, z dużą kopułą nakrywającą ośmioboczną nawę. Dwukondygnacyjny budynek klasztorny postawiono na planie prostokąta, podobnie jak spichlerz naprzeciwko. Służył on dominikanom ponad sto lat, dopóki Liszków nie znalazł się pod zaborem pruskim. Potem zsyłano tu na odosobnienie księży skazanych przez sądy kanoniczne za wykroczenia przeciwko powołaniu kapłańskiemu, a po II wojnie światowej urządzono szkołę. Już w naszych czasach obydwa budynki zostały odrestaurowane, miewają tu konferencje najwyżsi litewscy urzędnicy.

Kiedy wchodzimy do wypełnionego ludźmi i muzyką kościoła, zda się, że trwa właśnie nabożeństwo. A to tylko koncert wiolonczelisty. Mury świątyni tak rezonują, iż wydaje się, że występuje co najmniej kwartet smyczkowy.

Podziwiamy wspaniałą ambonę i siedem ołtarzy wykonanych jakby z różowego i błękitnego marmuru, choć to tylko drewno, stiuk i gips (uchodzą za najcenniejsze zabytki rokokowe na Litwie). Do tego freski z przełomu XVIII i XIX w. i piękne wizerunki św. Marii Magdaleny i Matki Boskiej z Dzieciątkiem.

W 5 dni pokonaliśmy ok. 70 km - więcej czasu przeznaczaliśmy na zwiedzanie niż na płynięcie. Koszt - 400 zł/os., w tym: białoruska wiza i przewodnik, ubezpieczenie, wynajęcie kajaków i transport, kolacja i nocleg w Starym Domu w Augustowie. Białoruska firma gastronomiczna spisała się wyśmienicie - posiłki były smaczne i obfite.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.